Złodziej w hotelu (1955)

To Catch a Thief
Reżyseria: Alfred Hitchcock

John Robie, słynny złodziej biżuterii, choć wycofał się z fachu, musi powrócić na scenę, aby oczyścić się z podejrzeń. Nieznany sprawca kopiuje jego styl i dokonuje serii brawurowych kradzieży. Romans z rozpieszczoną milionerką stwarza idealną okazję do zastawienia pułapki na rabusia. Plan zawodzi, ale Frances, choć przekonana o winie ukochanego, udowadnia swą miłość pomagając mu w ucieczce.

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Film trochę mało Hitchockowy, tak jak gdyby zrobiony na wakacjach; miejscami wygląda jak pocztówka. Suspens i intryga zepchnięta na dalszy plan, a wyeksponowany wątek romansu i przekomarzania się Granta i Kelly (jak ona wygląda!). Przyjemny, acz zwiewny i nieznaczący film. Stuprocentowy kinowy eskapizm.

Kto był pierwszym Jamesem Bondem? Prościzna, wszyscy wiedzą, że Sean Connery. A kto był Bondem kolejnym? Tutaj odrobinę trudniej. Niektórzy się zająkną i odpowiedzą, że Roger Moore, zapominając o jednostrzałowym, kontrowersyjnym Lazenbym. A kto był Jamesem Bondem przed Connerym? Yyyyy... O co chodzi? Ano, proponuję eksperyment myślowy: Gdyby pierwszy film o przygodach 007 powstał na wiele lat przed premierą „Dra No”, kto najlepiej sprawdziłby się w latach 50. w tej roli? Po obejrzeniu „Złodzieja w hotelu”, eklektycznej kombinacji kryminału, kina sensacyjnego i romansu, nie mam wątpliwości, że doskonałym przedconnerowym Bondem byłby Cary Grant, osobnik tajemniczy, szarmancki, zwinny i gdy przychodzi co do czego, niebezpieczny. „To Catch a Thief” (dlaczego nie przetłumaczono tytułu na wierniejsze i swojskie „Łapaj złodzieja”?) nie jest może pierwszorzędnym wśród filmów Hitchcocka, ale z pewnością niewiele mu brakuje. Oglądajmy zresztą dla Grace Kelly, która wygląda tu jak milion dolarów.

bjag
AniaVerzhbytska
PiotrKowalski
angela2700
Lamia
targos21
jakilcz
dcd
dcd
ScuMmy
jango