Tokijska opowieść (1953)

Tôkyô monogatari
Reżyseria: Yasujiro Ozu

Starsi rodzice opuszczają wieś, by odwiedzić swoje dorosłe już dzieci, mieszkające w Tokio. Te jednak, zajęte pracą, nie mogą im poświęcić zbyt wiele czasu.

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Piękny obraz tezy, że takie się ma dzieci, jak się je wychowało. Patologia w tzw. "normalnej" rodzinie. Ja nie wiem, czemu azjatyckie filmy opowiadają głównie o patologii, ale mnie to cieszy. Ale i tak nie lubię starych filmów. :P

Eee... jakiej "patologii"?? Nie pomyliłaś przypadkiem filmów? Czego jak czego, ale patologii to tu żadnej nie ma. Powiedziałbym wręcz że dawno nie widziałem filmu tak konsekwentnie o "normalności".

Oczywiście, że nie pomyliłam! Normalności to tam prawie nie ma.

Moim zdaniem film także nie mówi o żadnej patologii... Pokazuje jedynie naturalny proces oddalania się od siebie ludzi którzy kiedyś byli sobie bardzo bliski. Dzieci w miarę zakładania swoich rodzin i coraz większego w nie angażowania się, oddalają się od rodziców.

Pokazaną tu opowieść ciężko nazwać skrajną, a już na pewno nie miała wymiaru patologicznego.

Ależ co Ty verdiana opowiadasz! Całym sensem filmu od początku do końca jest właśnie pokazanie, że to jest normalny proces. Ludzie stają się dorośli, zakładają rodziny, mają swoją pracę i znajomych i naturalnym jest, że oddalają się od swoich rodziców. W tym filmie nie było ABSOLUTNIE NIC patologicznego. Wręcz odwrotnie - bohaterowie byli po prostu normalnymi ludźmi, kochającymi swoich rodziców, ale zajętymi swoim życiem. W ich zachowaniu nie było nic dziwnego ani "patologicznego" - tak po prostu zachowują się ludzie. Trochę nawet mnie nużyło, że w filmie tak to ciągle podkreślano i powtarzano, ale okazuje się, że nie wystarczająco długo. Powiem Ci verdiana tak pół żartem, pół serio, że jeżeli Ty żyjesz i zachowujesz się w stosunku do swoich rodziców inaczej, to raczej to jest patologia :) Bo normalni ludzie zachowują się tak jak bohaterowie filmu. That's life.

Ta Pani lubi używać tego słowa, nie po raz pierwszy w swoich recenzjach pisze, że filmowy obraz pokazuje patologię. Może by tak poczytać słownik pojęć lub zagłębić się np. w kulturowe i społeczne aspekty innych nacji? Dla mnie film jest super i pokazuje to jak wyglądają koleje rodzin, dorastanie, dojrzewanie i kres życia.

Bardzo proszę mi nie paniować ani nie mówić mi, co mam robić, ja nie jestem niegrzeczna, więc wymagam tego samego.

Oczywiście, że piszę o patologii, bo mnie to interesuje niejako zawodowo. Niektórzy reżyserzy umieją ją wiarygodnie pokazać, inni nie. Tu jest pokazana świetnie, tak świetnie, że niemal można się nabrać, że to "normalna" rodzina. Zresztą, jak już napisałam, to jest właśnie ta ukryta patologia "normalnych" rodzin, a przynajmniej uchodzących za takie na zewnątrz.

To zdefiniuj verdiano słowo "patologia", bo mam wrażenie, że rozumiesz je zupełnie inaczej niż ogół z nas i stąd się nie rozumiemy. A chyba chciałabyś, żebyśmy Cię rozumieli, prawda?

Zawsze mi się wydawało, że patologią nie nazywa się normalnego procesu, który zachodzi w zdecydowanej większości rodzin i który wynika z naturalnego przechodzenia na inne etapy życia (o czym jest "Tokijska opowieść"). Co w tym patologicznego?

Tak się nieszczęśliwie składa, że większość rodzin generuje zachowania patologiczne, niestety.

Definicja pierwsza z brzegu i najkrótsza, wygooglana:

http://psychopatologia.wyklady.org/

No tą definicją to sobie sama gola strzelasz. Myślałem, że wynajdziesz jakąś definicję patologii społecznej, którą da się naciągnąć do sytuacji w filmie, ale ta którą przytoczyłaś do filmu nie pasuje ni w ząb, szczególnie że mówi o "zaburzeniach psychicznych", których w filmie NA PEWNO nie ma. A co do "wytycznych" poniżej to również nie bardzo, bo:

1) cierpienie: w filmie nie występuje, zarówno rodzice jak i dzieci są względnie szczęśliwi
2) trudność w przystosowaniu indywidualnym: w filmie nie występuje, każdy prowadzi normalne życie
3) nieracjonalność i dziwaczność: patrz wyżej
4) nieprzewidywalność i brak kontroli: patrz wyżej
5) rzadkość i niekonwencjonalność: wręcz przeciwnie, pełna konwencjonalność
6) dyskomfort obserwatora: no to zdaje się pasuje, ale tylko do Ciebie, więc raczej to mówi coś o Tobie, niż o obserwowanej rodzinie
7) naruszenie norm społecznych: absolutnie nie, bo rodzina zachowuje się jak inne, notabene, jeśli jest naruszenie to raczej dlatego, że jest "za dobrze", bo inni rodzice żalą się, że ich dzieci tak dobrze ich nie traktują.

verdiano, skoro jesteśmy przy definicjach - patologią nie jest to, co Tobie się wydaje, że nią jest, tylko to co w sposób wyraźny jest "chore" i zaburzone, czyli odchylone od norm społecznych.

...czyli co w końcu jest patologicznego w tej rodzinie?

Niezły film, ale liczyłem na więcej. Wiem, że prostota jest tu celowa i stanowi o sile tej pełnej spokoju opowieści o zwykłych kolejach ludzkiego losu - dorastaniu, rozpoczynaniu własnego życia, stopniowym zrywaniu więzów z rodzicami. Doceniam mądrość filmu i wyrozumiałość dla ludzkich słabości, doceniam elegancję reżyserii i oryginalny sposób filmowania (kamera przez cały film obserwuje bohaterów "klęcząc" na macie). No ale zachwytu nie ma. Chyba już trochę zwietrzało to arcydzieło.

Film w prosty sosób pokazuje przemiany zachodzące w społeczeństwie,które zaczyna się organizować inaczej.Odchodzenie od wielopokoleniowych domów do samodzielnych rodzin,które w dobie uprzemysłowienia stają się niezależne od reszty rodziny.Więzy rodzinnę ulegają rozluźnieniu,a relacje spłyceniu.Jest to chyba naturalny i stały proces w rodzinach,gdzie młodsza jej część chce żyć własnym życiem,a nie życiem starszych jej członków-rodziców.Pomimo upływu czasu temat jakże aktualny.Niezłe kino.

Danielito
Konfucjusz70
pestowsky
hrabalka
agiwle
NarisAtaris
AniaVerzhbytska
PiotrKowalski
tropicielkoni
deliberado