Bez przebaczenia (1992)

Unforgiven
Reżyseria: Clint Eastwood
Scenariusz:

"Bez przebaczenia" to klasyka współczesnego kina i kwintesencja westernu, jak twierdzi reżyser i odtwórca głównej roli Clint Eastwood. Obraz, który uznano za jedno ze stu największych arcydzieł w historii amerykańskiego kina, został wyróżniony 4 Oscarami® za najlepszy film, reżyserię, najlepszą drugoplanową rolę męską (Gene Hackman) i najlepszy montaż (Joel Cox).
Clint Eastwood i Morgan Freeman wcielają się w role emerytowanych rewolwerowców, którzy po raz ostatni chwytają za broń, by wziąć udział w polowaniu na niebezpiecznego przestępcę. W filmie zobaczymy ponadto Richarda Harrisa jako zawodowego zabójcę i Gene'a Hackmana w roli przebiegłego i brutalnego szeryfa o niekonwencjonalnym sposobie rozumienia prawa.

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Najlepszy film Eastwooda. Western z krwi i kości.

Prawdopodobnie najlepszy film Eastwooda. Gra jakby samego siebie — starego rewolwerowca, który w przeszłości wyprawiał różne harce, teraz już się ustatkował, ale wraca by po raz ostatni wymierzyć sprawiedliwość.

Niby klasyczny western, niby rzucanie się z motyką na słońce (bo co można jeszcze w tym gatunku pokazać, czego nie zrobił już o klasę lepiej Sergio Leone?), a jednak działa. I to jak!

Sorry, ale siła "Unforgiven" polega na tym, że wszystko jest inaczej niż u Sergio L. Żadnego bohaterstwa, akcji etc. Jest tylko facet, wykolejeniec życiowy właściwie, który "musi dać radę".

Ależ nie piszę, że film Eastwooda ma coś wspólnego z filmami Leone. Po prostu przed seansem zadawałem sobie pytanie z krótkiej recenzji. I okazało się, że jednak można :)

Clint pograł trochę u Leone, oswoił się z gatunkiem, po czym zapomniał o wszystkim, czego się nauczył i zrobił western całkowicie po swojemu. I śmiem twierdzić, że całkiem nieźle mu to wyszło.

Miałem podobne wrażenia po "Unforgiven". Western zupełnie różny od tego co robił Leone. W ogóle jedyny w swoim rodzaju. Niby historia tradycyjna, jak z typowych amerykańskich przedstawicieli tego gatunku, ale opowiedziana i sfilmowana nowocześnie. To mój ulubiony film Eastwooda, zarówno jako reżysera jak i aktora.

Może to m.in. dlatego, że tu nie ma nikogo jednoznacznie dobrego czy złego. I szeryf ma swoje racje, i Clint, i nawet tych dwóch łotrów (no, może ten, który pociął kobitkę jest najbardziej negatywny, ale i on chyba dostał karę niewspółmierną do winy)

filmsterka
bartje
Szklanka1979
KataCzy
SidLeniwiec
tomek221079
murrayostril
kloszmar
KasiaKhadraoui
MisterAntyFilister