Wall Street (1987)

Reżyseria: Oliver Stone

Gordon Gekko - rekin finansjery otoczony przepychem i pięknymi kobietami, logiczny i wyrachowany wywiera magnetyczny wpływ na Buda Foxa - młodego maklera giełdowego marzącego o wielkiej fortunie. Bud jest gotowy zrobić wszystko dla swojej kariery, również, dokonywać wyborów, niezgodnych z własnym sumieniem. Czy jest granica, której nie odważy się przekroczyć ?

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

W gruncie rzeczy historia prosta jak but, ale dzięki znakomitemu Douglasowi ogląda się dobrze. Odejmuję cały punkt za beznadziejną rolę Tamary Tunie i muzykę rodem z Amigi. Bardzo mi się podobał John C. McGinley, już wtedy miał w sobie coś z dr. Coxa ;-D

"chciwość jest dobra..."

W kinach już część 2 a ja jeszcze 1 nie obejrzałem .... już to nadrobiłem i wydaje mi się że część pierwsza lepsza.... Polecam...

Hurtem odejmuję punkty za obrzydliwe ciuchy, tapiry i paskudną muzykę z lat 80 - to jest ponad moją estetyczną wytrzymałość. Konfrontacja świata ciężkiej amerykańskiej pracy z rekinami finansjery z Wall Street, co to nie sieją a zbierają, subtelnością przypomina obraz malowany cepem. W dodatku charyzmatyczny Gekko wykupuje cały ten film i dla biednego gołowąsa Buda, który zachował się w końcu przyzwoicie, pozostaje tylko politowanie. 6/10 i gardło sobie podrzynam.

Najlepsza scena: reakcja M.Douglasa po tym jak "stawia" szklankę na stole który okazuje się nie mieć blatu.Genialny drobiazg.

Mnie jednak pokonuje maniera lat 80. Wstrętne dekoracje, wstrętne kostiumy, wstrętne fryzury. Nawet Gekko nie jest w stanie przekonać mnie do tego filmu.

A może jesteś maklerem albo pracujesz w bankowości ?

Uuuu... chyba nie można bardziej obrazić, szczególnie jeśli myślimy o wzorcu bankiera z Latającego Cyrku Monty Pythona (marzącego o pełnej przygód pracy w ubezpieczeniach). Esme w meloniku i aktówką pod pachą?

Nie taka była moja intencja żeby kogokolwiek obrazać. Chciałem tylko sprawdzić, czy to nie miałoby wpływu na odbiór filmu.

Myślisz, że dlatego, że Esme jest maklerem, nie podobają jej się dekoracje i kostiumy w filmie? A jaki jest związek?

Jakby mnie ktoś nazwał maklerem, to najpierw bym bił w twarz, a dopiero potem prosił o wyjaśnienia ;)

A tak poważnie, dla mnie największym mankamentem Wall Street nie jest stylistyka z lat 80-tych (może dlatego, że w przeciwieństwie do Esme ją pamiętam), ale to, że film jest tak mocno przerysowany. Stone jest znany ze swoich lewicowych poglądów i dał im upust tworząc skrajnie czarno-białe postaci. Z jednej strony chciwy i pozbawiony jakichkolwiek uczuć Michael Douglas, z drugiej dobry jak anioł Martin Sheen w roli szefa związków zawodowych. Rzeczywistość taka czarno-biała oczywiście nie jest. Nie jestem zakochany w kapitalizmie, ale jak widzę agitkę to się nie zachwycam, jakkolwiek dobrze by nie była zrobiona. Bo Wall Street to oczywiście świetnie zrobiony film, tyle że nic odkrywczego i prawdziwego nie mówi. I dlatego nie widziałem (i wciąż nie widzę) żadnego powodu, żeby oglądać Wall Street 2.

PS Kapitalizm tak, wypaczenia nie! ;)

@tangerine Niestety faktycznie melonik i aktówka to nie mój styl i nie mam wiele wspólnego ze światem finansów. Ale słyszałam, że "Wall Street" faktycznie swego czasu był w tym środowisku filmem kultowym a Gordon Gekko wzorem do naśladowania - chyba niezupełnie zgodnie z intencjami reżysera :) Zdaje się, że charyzmatyczna kreacja Douglasa to jest to, co zapada w pamięć przede wszystkim.

Dla mnie WS to film przede wszystkim o młodym chłopaku, który chce odnieść sukces i który w tym celu musi odstąpić od ideałów wpojonych mu przez ojca. Również o zetknięciu świata rekinów finansjery, co to nie sieją a zbierają, ze światem uczciwej amerykańskiej pracy - tak jak pisze Doktor jest tu wyraźne przesłanie polityczne.

Jeśli chodzi o Stone'a to zdecydowanie wolę "Pluton", który w sumie opiera się na podobnym schemacie. O duszę młodego żołnierza walczą dwaj podficerowie - jeden będący prawdziwym "psem wojny" a drugi uosabiający człowieczeństwo w takiej postaci, w jakiej można je w ogóle zachować na wojnie. Wydaje mi się, że jest tu mniej namolnego politykowania, chociaż przesłanie antywojenne jest dość oczywiste, a więcej indywidualnego dramatu. No i nie ma tapirów i watowanych ramion ;)

A ja myślę, że ten film wyprzedził epokę. Pokazał prawdziwe początki kryzysu, pierwsze skazy na systemie. Dlatego nie widziałem Wall Street 2 bo co więcej można dodać ? Wall Street AD 1987 "dokumentuje" początki kryzysu, który wybuchnie 20 lat później.

Ekonomista ze mnie żaden, ale czy za początek obecnego systemu ekonomicznego nie należy uznać rok 1971, gdy Nixon anuluje wymienialność dolara na złoto. Zmieniło to całkowicie stosunki finansowe, zniknęła stabilna waluta, na której opierał się system z Bretton Woods. Film powstał siedemnaście lat później, więc nie była to żadna nowość.

Hasło "greed is good" można by spokojnie przenieść kilkanaście lat wcześniej. Filmu nie widziałem.

Przyznam, że nie bardzo rozumiem, co zachowanie Gekko ma do kryzysu finansowego z ostatnich lat. Jeśli wejdziemy w szczegóły, to kompletnie nic, bo nie przypominam sobie w Wall Street nic na temat niskich stóp procentowych czy instrumentów finansowych opartych na wpływach ze spłat kredytów hipotecznych (tzw. subprimes), które rozłożyły system finansowy w USA w ostatnich latach.

Było oczywiście w Wall Street o chciwości, ale nie w kontekście kryzysu finansowego. Stone nie pokazał, w jaki sposób chciwość powoduje kryzysy finansowe, ja sobie w każdym razie nie przypominam. Nie było to po prostu tematem filmu. Notabene bańki spekulacyjne (zrodzone z chciwości) znane są w ekonomii od bardzo dawna, a pierwsze obserwowano już w XVIII wieku. Pozwolisz więc, że teraz ja zapytam: czy jesteś ekonomistą? Chyba nie, bo inaczej nie pisałbyś o "pierwszych skazach na systemie" w 1987 r., 60 lat po Wielkim Kryzysie.

A twierdzenie, że Stone był pierwszym, który pokazał finansistów jako chciwych i bez serca, jest również nieprawdziwe. Wcześniej był choćby Dickens.

Ale tangerine ma trochę racji - może nie w sensie ekonomicznym, ale memetyczno-kulturowym. Gekko był chciwy i bez serca jak klasyczny bogaty finansista, ale był też postacią uwodzicielską, fascynującą. To jego postać sprawiła, że obracanie pieniądzem (i brak moralnych hamulców na drodze do zysku) stało się w zbiorowej świadomości sexy. Spokojnie można sobie wyobrazić Gekko wśród tych kolesi, którzy wymyślili egzotyczne instrumenty finansowe. W pewnym sensie to on jest duchowym ojcem kryzysu. Nie w sensie uwarunkowań ekonomicznych, tylko pewnego stylu bycia i sposobu myślenia.

W archiwalej "Polityce" wymądrza się na ten temat Wróblewski.

A ja uważam, że to bez sensu. Idąc tym tropem, dochodzimy do wniosku, że to Stone jest odpowiedzialny za kryzys finansowy, bo wykreował modę na chciwość, która doprowadziła do kryzysu. Czy tak? Problem tylko w tym, że ludzie zawsze byli chciwi i głupi. Jedyne co się zmieniło od czasów Midasa, to metody. Rozumiem i mogę się zgodzić, że Gekko jest w jakimś sensie ojcem duchowym pokolenia yuppie. Ale kryzysów nie, bo one zawsze były i będą i wynikają z immanentnych cech ludzkiego charakteru. Ludzie co kilkanaście lat robią dokładnie to samo, co kilkanaście lat twierdząc, że teraz to już naprawdę mają nauczkę. Do następnego razu... :)

PS A tak btw Esme skoro się już wypowiadasz, to wyjaśnij mi co jest złego w egzotycznych instrumentach finansowych, tak z definicji, bo widzę że użyłaś tej nazwy w sensie pejoratywnym, a ja nie wiem dlaczego.

PPS Dodam, że ja mam wykształcenie ekonomiczne, choć maklerem ani bankierem nie jestem :)

No kryzysów nie, bo kryzysy były i przed "Wall Street" i wszystkie Twoje argumenty dot. ich ponadczasowości są smerfne. Stone nie jest oczywiście odpowiedzialny za kryzys finansowy jako taki, co najwyżej tylko za jego... no nie wiem, styl. Samo określenie "moda na chciwość" wydaje mi się trochę za proste. Jeśli ktoś chce być jak Gekko, to nie dlatego, że Gekko jest chciwy i się tego nie wstydzi. Tylko dlatego, że jest ostry jak brzytwa, inteligentny, pozbawiony skrupułów itd itp. I że odważnie porzuca dotychczasowo obowiązujący etos na rzecz prymatu własnej kieszeni. I nawet jeśli nadejdzie kryzys, on i tak będzie na wierzchu, bo jest taki niezatapialny.

PS Nie będę się przecież kompromitować kopiąc się z koniem, zresztą to chyba bardziej pytanie filozoficzne. Z definicji żaden przedmiot lub zjawisko nie jest nacechowane moralnie. Więc w rzeczonych instrumentach z definicji nie ma nic złego ani nic dobrego. Jeśli piszę, że Gekko, gdyby istniał, mógłby się zaangażować w ich tworzenie, to chodzi mi bardziej o to, że jego postać dobrze odzwierciedlała pewien typ umysłowości, charakterystyczny dla nowych czasów i nowego typu finansisty.

PPS Ostrzegawczy strzał w powietrze. Nice :)

Może masz rację. Do mnie seksapil Douglasa nie przemówił, ale skoro tak wielu mądrych ludzi twierdzi, że finansiści się nim zainspirowali, to nie wypada mi się kłócić (szczególnie że nigdy finansistą nie byłem :))

PS "jego postać dobrze odzwierciedla pewien typ umysłowości, charakterystyczny dla nowych czasów i nowego typu finansisty" - piękne zdanie, mimo że wciąż uważam że już w XIX wieku istnieli pazerni kapitaliści (tzw. "drapieżni" ;)), którzy też byli równocześnie gwiazdami ówczesnych mediów, obiektem westchnień pięknych pań itp itd ii stąd nie wiem, co to jest ten "nowy typ finansisty"... no ale niech będzie

PPS Dobrą cechą strzałów ostrzegawczych w powietrze jest to, że nie da się poznać, czy nie strzelano ślepakami ;)

Widzę, że dyskusja wspaniale się toczy, wybaczcie, że nie było mnie chwilę. Wyjaśniając moją wypowiedź to chciałbym zauważyć, że nazwa obecnego kryzysu i nazwa filmu o którym piszemy są tożsame. To był kryzys na Wall Street w większym stopniu niż kryzys w ogóle, a Oliver Stone pokazał, że to miejsce przyciąga i promouje ludzi o pewnym typie charakteru, nie pracują tam społecznicy tylko kreatywni finansiści. Jeśli ktoś ma skrupuły to kończy tak jak bohater grany przez C.Sheena, nie osiagając nic bo to nie był jego świat. Mnie to przekonuje. Nie ukrywam, że ostatnią rzeczą jaką bym zrobił to zainswestował na giełdzie poprzez dom maklerski.
Nowy typ finansity to moim zdaniem nie kwestia kredytów bez pokrycia, finansowanych wirtualnymi przepływami, ale utrata kontroli nad gospodarką, prawdziwe uwolnienie giełdy spod nadzoru, co się wiązało z kultem kreatywności, wzrastajacym udziałem decyzji podejmowanych spontanicznie, jednoosobowo, nieracjonalnie. Nie bez znaczenia był także rozwój nowoczesnych technologii teleinformatycznych i związane z tym zwiększające się tempo obiegu informacji gospodarczej. W świecie Gekko nie było Internetu, który umożliwił reakcje na giełdzie w czasie niemal rzeczywistym, co też się przyczyniło do kryzysu. Prawda jest taka, że oddziaływanie spekulantów w XIX wieku nijak się ma do dzisiejszych czasów. Dlatego zgadzam się z Esme, że to rozkwit kultury kreatywności finansowej, ideologia yuppiesów wykładana na wydziałach ekonomicznych renomowanych uniwerystetów jest w tym filmie krytykowana. I myślę, że Stone nie chciałby żyć w socjaliźmie, tylko pyta o mechanizmy kariery na Wall Street.

Nie chcę Was zanudzać wykładem z ekonomii. Powiem tyle, że źródła obecnego kryzysu są jednak trochę bardziej złożone, niż piszecie. Wiele czynników się na niego złożyło. Jednym z nich były np. bardzo niskie stopy procentowe w USA, co było "zasługą" FEDu i co miało mało wspólnego z gospodarką rynkową, a więcej z próbami sztucznego nią sterowania. To przez te niskie stopy nisko oprocentowane były kredyty mieszkaniowe, a przez to ludzie je masowo brali. Drugim czynnikiem było to, że kredytów tych udzielano ninjom (od NINJA = no income, no job, no assets), czyli ludziom, którzy nie byli w stanie ich spłacić. A czemu udzielano? Ano dlatego, że była presja na wyniki, a urzędnik w banku, których ich udzielał, był rozliczany za sprzedaż i co go to obchodziło, że potem ktoś tego kredytu nie spłaci. Ponadto bezmyślnie wierzono, że skoro nieruchomości drożały w ostatnich latach, to będą drożeć dalej (tak właśnie powstają bańki spekulacyjne), więc właściciele domów jakoś je spłacą (np. dzięki dodatkowym kredytom).

Udział giełdy (czyli Wall Street) w kryzysie polegał "tylko" na tym, że notowano na niej te egzotyczne papiery (powiązane z kredytami mieszkaniowymi), więc problemy związane z ich spłatą rozlały się na dużą liczbę instytucji, a potem jak w dominie na cały świat. Ale i bez giełdy problem by był, bo musiał być, skoro kredyty dawano na lewo i prawo. U początków kryzysu stał więc pewien problem realny (niemożność spłaty zadłużenia), a nie wirtualny (egzotyczne instrumenty na giełdzie), jak zdajecie się sugerować.

Jeśli miałbym szukać odpowiednika Gekko w ostatnich czasach, to wskazałbym raczej na karierę Nicka Leesona, który poprzez ryzykowne inwestycje doprowadził w 1995 r. do upadku bank Barrings. Samodzielnie udało mu się wygenerować ponad 800 milionów funtów strat, wszystko dzięki wirtualnym transakcjom na instrumentach pochodnych :)

Na pewno masz rację, tylko, że prezentujesz bezpośrednie mechanizmy kryzysu. Po pierwsze więc uzupełniłbym to co napisałeś o jeden szczegół - nie tylko ludziom NINJA pożyczano kredyty, ale bardzo często spekulantom hipotecznym których było stać na 4 domy, ale brali kredyty na 10 bo uważali to za dobry interes. Szczególnie w miastach takich jak Warszawa jest mnóstwo tych toksycznych aktywów na rynku i wrezultacie toksycznych nieruchomośći do wynającia.Gdyby w Warszawie załamał się rynek pracy to zobaczylibyście skalę tego problemu, bo okazałoby się że wiele kredytów będzie nie spłacalnych. A wsztystko dlatego, że jak piszesz presja na wyniki, koncentracją na czasie terażniejszym.
Zgodzę się że FED ma w tym udział, bo oni kończyli te same uczelnie co podejrzewam Gekko, czytali, a nawet pisali te same podręczniki. Dlatego wciąż uważam, że w centrum problemu jest człowiek, czynnik ludzki, Stone pokazuje zaś nieuchronność społecznego darwinizmu. I w tym sesnie on i ja jesteśmy sceptykami. Nie można dać żadnego człowiekowi zbyt dużej władzy, to jest skrajnie ryzykowna zabawa.

A ja się cieszę, że Doktor wyjaśnił to i owo. Tzn byłam pewna, że zaczeło się od kredytów udzielanych zbyt hojnie osobom bez szans na ich spłacenie, co jak widać było zbyt prostym wyjaśnieniem. Mimo wszystko błędną jest teza jakobym uważała, że źródłem kryzysu były instrumenty, jak Doktor sugeruje, że ja sugeruję. :)

duzulek
Konfucjusz70
bartje
bttfisthebest
GARN
Michalwielkiznawca
dag
dag
AniaVerzhbytska
MureQ
umbrin