Watchmen: Strażnicy (2009)

Watchmen
Reżyseria: Zack Snyder

Ekranizacja komiksu Alan Moore'a (scenariusz) i Dave Gibbons'a (rysunki). Przedstawia on alternatywną historię USA i świata gdzie superbohaterowie naprawdę istnieją. W przededniu nuklearnego holocaustu ktoś rozpoczyna polowanie na zamaskowanych strażników...

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Film zrobiony tak na poważnie, że nawet sceny miłosne są śmiertelnie nudne. Dajcie spokój, to w końcu tylko faceci w pelerynach! Kilka scen zasłużyło spokojnie na ocenę 8, ale reszta na poziomie X-menów. Wyjątkowo nierówny.

Początek jest genialny: Komediant, okno, krew, słoneczko, czołówka, deszcz, miasto. Nic tylko się rozsiąść i zajadać- niestety Zack Snyder robi kolejny raz to samo: kopiuje niewolniczo komiks, upodabniając wizualnie film do oryginału do tego stopnia, że mamy wrażenie autentycznie akcji zatrzymanej w ruchu, dosłownie niczym kadr komiksu. Nie ma tu napięcia, bohaterowie są nudni, historia do niczego ciekawego nie prowadzi, a większość filmu to jakieś retrospektywne anegdotki. Booring.

Film jest recytacją komiksu - niestety, przypominającą znudzonego uczniaka powtarzającego słowo w słowo treść arcydzieła bez zrozumienia i zaangażowania. Świat i bohaterowie powieści zostali oddani bardzo wiernie, lecz brak bogatej, wielowątkowej narracji i zmiana tempa daje zupełnie odmienny efekt.

Świetny film! Zaraz po "Mroczny rycerzu" kolejna, dojrzała i emocjonująca ekranizacja komiksu. Wspaniałe zdjęcia, doskonała muzyka, robiące wrażenie efekty specjalne. MARSZ DO KINA!

Nietypowy film, wciągająca fabuła, niejednoznaczni bohaterowie, nie wiem jak ma się do komiksu, ale jako człowiek, który komiksu nie czytał, odbieram go bardzo pozytywnie

dla fanów komiksu - must see. pozostali mogą sobie z czystym sercem odpuścić.

To nie Dostojewski tylko ekranizacja komiksu. Z takim nastawieniem poszedłem na film i dobrze się bawiłem. Emocjonujący, wciągający, nie dłużył się mimo 2,5 godzin trwania. Zaskakująco głębokie postaci. Podsumowując -- wszystko co najlepsze w hollywoodzkim kinie akcji.

Główny wątek, który tak w sumie, nie jest głównym wątkiem, jest średniawy - standardowy po prostu. Jednak wszelkie historie toczące się wokół niego. Flashbacki z życia bohaterów. Same kreacje superherosów, są po prostu kapitalne. Spojrzenie na ich życie i problemy zgoła inne niż w bajeczkach spidermanach, czy nawet popularnym ostatnio Mrocznym Rycerzu. Warto obejrzeć. Na dodatek wszystko okraczone jest zacną muzyką.

Koniecznie przeczytaj komiks. Prawie to samo, ale prawie robi wielką różnicę.

Jak ktoś lubi komiksy o superbohaterach to na pewno się nie zawiedzie, świetnie zrobiona produkcja. Bardzo dobrze dobrana muzyka, świetne zdjęcia. Polecam !

Zaczynał się świetnie, ostatnia godzina to połączenie króla lwa i małych agentów. Ehh.

Ocena za wersję Director's Cut

Film bardzo ciekawy , wiele osob pewnie liczylo na wiecej efektow specjalnych , albo na wieksza zywiolowosc , film ma swoj bardzo ciekawy klimat , nie oglada sie go latwo i ciezko go zrozumiec , aczkolwiek warty obejrzenia :)

Mogło być tak dobrze, a wyszło jak zawsze.

Zmarnowany temat, film bardzo nierówny, część wątków zrealizowano wyjątkowo słabo, pozostawiając je chyba jedynie albo ze względu na obecność w komiksie.
Niestety przenoszenie żywcem pomiędzy formami także tym razem się nie sprawdziło.
Oceny surowe jak na ekranizację komiksu ale film był zapowiadany jako coś znacznie poważniejszego niż kolejny "Spiderman" i teraz te szumne zapowiedzi i zawyżone oczekiwania odbijają się rykoszetem.

Po recenzjach nastawiłem się na obejrzenie bardzo dobrego filmu, a dostałem arcydzieło.

Arcydziełem możnaby od biedy nazwać komiks. Przynajmniej w swoim gatunku. Film niestety nieco spłaszczył książkę (jak to zwykle bywa) i stąd ciężko mówić tu moim zdaniem o czymś więcej niż dobrze wykonanej robocie. Coś jak świetna kopia Damy z Łasiczką. Świetna, ale kopia, bez wkładu własnego.

Nie czytałem komiksu. Sam film zachwycił mnie formą i głębią przekazu. Same napisy początkowe to dzieło sztuki (kwiatek w karabinie!). Ileż w tym filmie doskonale wplecionych elementów z historii świata, również tej najnowszej (WTC, Afganistan) . Nawiązania do klasyków kina (Czas apokalipsy, Łowca jeleni, Forrest Gump, Matrix, Łowca androidów) ujęły mnie. Po półtorej godzinie myślałem nawet, że to film dekady. Świetna robota.

No cóż, mnie chyba aż tak nie zachwycił nawet komiks, choć jest znacznie bardziej pokręcony i są dodatkowe wątki (komiks w komiksie), których nie zdecydował się przenieść na ekran Snyder. Komiks miał swój fantastyczny klimat i głównie za to go cenię (ale też za wiele trafnyc obserwacji socjologicznych). Film miał tego klimatu nieco mniej, ale nie na tyle żeby nazwać go nieudanym.

Być może jest tam właśnie wplecione zbyt dużo i całość się nieco rozłazi. Dajmy na to cały monolog dr. Manhatana na swój własny temat. Bardzo ładne ale zupełnie nie klei się z resztą filmu. Rytmu nie trzyma.

Komiks jest arcydzielem nieliniowej narracji. Film nie mial tej swiezosci i gracji - chyba po prostu zabraklo na niego pomyslu.

Gdyby zastosowano mniej ketchupu i pewnej dosłowności byłaby szansa na arcydzieło. Niezbyt przepadam za komiksową stylistyką, więc to raziło. Ogromnym plusem "Strażników" jest to, że bohaterowie czują, mają problemy i to kim są sprawia, że normalne życie nie jest możliwe. Jedyny film o superbohaterach, który mi się naprawdę podobał.

Czy ktoś, kto czytał komiks, może potwierdzić moje domysły, że ten film jest dosłownym przełożeniem obrazów z komiksu?

Nawet trochę zbyt dosłownym, bo stara się trzymać komiksu dosłownie, a nie zawsze to działa w świecie filmu.
Kinowe Watchmen nie ma za to tej fajnej cechy komiksu jaką jest pokazanie świata z punktu widzenia nie tylko superbohaterów, ale również zwykłych ludzi. W filmie są tylko herosi. Komiks jest też o wiele bardziej rozbudowany, jest więcej wątków, w tym wątek komiksu w komiksie, który czyta jeden ze "zwykłych ludzi" siedzących pod sklepem, a także cała część "dokumentująca" życie Watchmenów, jak wycinki z gazet, artykuły o Watchmenach czy komentarze.

Właśnie tak mi się wydawało, jednak kadr komiksowy różni się od kadru filmowego. Może się skuszę i zdobędę gdzieś ten komiks, bo jakoś nie miałem do tej pory szczęścia do tej formy. Zobaczymy, w każdym razie ten film jako zachęta do przeczytania pierwowzoru sprawdza się nieźle, a to można powiedzieć o niewielu filmach.

Gdyby poucinać pensjonarskie wątki romansowe i bardziej skupić się na zagadce, którą rozwiązuje Rorschach, powstałby mniej rozlazły a bardziej klimatyczny film (fani komiksu, możecie już bić). Wspaniała czołówka, chociaż takie literki widziałam już w "Boskim", i nieprzeciętna warstwa plastyczna. W komiksowej filmografii jedna z ciekawszych, a na pewno najbardziej prowokujących, produkcji. Wrażliwcy precz - dużo keczupu.

Jestem fanem komiksu, ale zgadzam się, że wątek Rorschacha powinien być rozwinięty. Ogólnie w firmie brakowało mi bardzo scen z "normalnymi ludźmi", które były siłą komiksu -- jakby uwiarygadniały tę historię.

Tak właśnie. Wyjątkowo dobrym pomysłem była historia psychoanalityka, który po spotkaniu z Rorschachem jest właściwie na najlepszej drodze do zajęcia się zamaskowanym bohaterstwem. Chociaż wątpię, czy w ogóle możliwe było zrobienie tego filmu tak, by nie spłycić komiksu. Lepiej było chyba pogodzić się ze stratami, a nawet przykroić go jeszcze trochę, nie trzymać się go tak kurczowo. Jeśli wyszedłby dobry film, Snyder mógłby to nawet przeżyć. ;)

Czołówka filmu to majstersztyk. Alternatywna historia w pigułce. Koncentrat. Być może dlatego przez cały film i po jego obejrzeniu odczuwałem niedosyt wrażeń na miarę tych pierwszych trzech minut.

W tym filmie podobało mi sie WSZYSTKO (no moze ciut przy dlugi) tworcy odwalili kawal dobrej roboty:)

Cytat Roszaka wart odnotowania :) "Nic nie rozumiecie. Nie zamknięto mnie z wami. To was zamknięto ze mną". Zaprawdę godne Brudnego Harrego :D

Absolutnie genialny, wręcz postmodernistyczny pastisz kina z superbohaterami! Wizualne cacko. Szkoda, że końcowe 20 minut rozczarowuje. Zack Snyder kosi Nolanów i tych tam innych.

Jesteś chyba trochę nie fair. Nolan sam pisze sobie scenariusze, a Snyder po prostu wziął jedną z najlepszych powieści graficznych w historii i przeniósł ją na ekran prawie 1:1, uwspółcześniając tylko wzornictwo. I dobrze powybierał aktorów, oto jego zasługi. Ja tam doceniam autorów-reżyserów, że im się chce kręcić całkowicie własne filmy.

przecie pisze o postmodernistycznym pastiszu, żonglowaniu konwencjami, że to nie jego - wiem, ale jest charakter pisma, styl własny, oryginalny, to jest dla mnie najważniejsze, w przeciwieństwie do panującego w blockbusterach stylu zero

Chodzi Ci o to, że wszystkie jego filmy wyglądają tak samo? :P Jakbym miała szukać świetnego stylisty, który reżyseruje blockbustery, to wskazałabym raczej Finchera, i to z całkowicie przeciwnego powodu. Każdy jego film wygląda inaczej, każdy wygląda doskonale i żaden z nich nie wyglądałby tak dobrze, gdyby wziął się za niego kto inny.

I w ogóle nie rozumiem, dlaczego walisz jak w bęben akurat w Nolana. A nie np. w Rolanda Emmericha, który w swoim blockbusterze nie tylko zasugerował, że Szekspir był analfabetą i kretynem, ale jeszcze dał do zrozumienia, że ten, kto naprawdę napisał "Hamleta" etc. to (uwaga spojler!) lekko stuknięty kazirodca.

Chodzi mi o to, że mają swój styl

Wieje nudą i to do tego stopnia że aby wytrzymać oglądanie trzeba zamówić jakieś dopalacze bo żaden normalny człowiek (czytaj osoba która nie ma wytapetowanego pokoju w x-menach, hulku lub spider-manie) nie jest w stanie tego wytrzymać!

Nie mam wytapetowanego pokoju, w ogóle pasjami nie cierpię Marvela. Wytrzymałam. Bez dopalaczy. Jestem hardkorem. ;)

Prawdziwa uczta dla oczu (sekwencja napisów początkowych to arcydzieło) i uszu (ale tutaj nie ma szału; twórcy po prostu umiejętnie dobrali znane i lubiane utwory). Wierna ekranizacja kultowego komiksu. Niestety aż nazbyt wierna: w filmie jest parę dłużyzn, których dałoby się uniknąć skupiając się bardziej na głównym wątku. Fabularnie Strażnicy prześcigają inne filmy oparte na komiksach o kilka okrążeń, ale ludzie, którzy nie lubią komiksowej stylistyki i tak najpewniej wyjdą z seansu zawiedzeni

Podobnie jak w historiach o Batmanie, podoba mi się tu pokazanie superbohaterów jako nienormalnych, zboczonych, nie zawsze działających według prostych, honorowych reguł itd. Niestety ograniczenia czasowe filmu nie pozwoliły pokazać licznych bohaterów z tyloma niuansami czy wyjaśnieniami co komiks. Trochę raziły mnie efekty specjalne: film miał być pewnie trochę komiksowy a wyszedł bardziej plastikowy (przynajmniej na małym ekranie).

Jedna z najwierniejszych ekranizacji komiksu jakie widziałem.

Świetna ekranizacja jeszcze lepszego komiksu.

Porządny scenariusz, niesamowity rozmach, wiele świetnych i pomysłowych ujęć i naprawdę ciekawe postaci z genialnym Rorschachem Haley'a na czele.
Za przegadaną i odrobinę nużącą końcówkę -1. Dziw, że film zdaje się przeszedł bez echa...

Podobno to kwestia oznaczenia, dostali R to do kina mało luda poszło.

Też chyba kwestia tego, że w Polsce rynek komiksowy jest cieniutki i ostro zapóźniony z powodu kurtyny żelaznej, więc mało kto należycie docenił fakt, że właśnie pojawiła się ekranizacja jednego z arcydzieł powieści graficznej.

A kategoria R to swoją drogą. I bardzo dobrze. "Watchmen" w wersji PG-13? To musiałoby być straszne.

Esme, może i rynek mały, ale jak wychodzi nowy film na podstawie komiksu jednego z największych wydawnictw to zaraz w internecie rozpoczyna się flame na temat Marvel vs DC. Filmy na podstawie komiksów mają dużą oglądalność, poprzednia adaptacja zrobiona przez Zacka Snydera odniosła u nas spory sukces. Nawiasem mówiąc też miała R, ale nie była niczym więcej niż festiwalem przemocy w slow motion, a to łatwiej sprzedać. Wiem, że dla fana powieści graficznych to co powiem będzie nieakceptowalne, ale widz filmów na podstawie komiksu to nastolatek oczekujący mnóstwa akcji, chodzący do kina by chrupać popcorn i siorbać colę. "Strażnicy" wymagają od widza nieco więcej uwagi niż ta, jaką jest się w stanie zapewnić podczas przerw między jednym nachosem a drugim. Niską popularność "Watchmen" widziałbym raczej w kiepskiej promocji (bo się stosunkowo słabo sprzedał w USA), skomplikowaniu, oraz w tym, że ludzie teraz chodzą do kina a nie na filmy, więc jakość tych drugich ma znaczenie drugorzędne..

Przy PG-13 byłoby mniej ketchupu ;) Jak już jesteśmy przy ambitniejszych adaptacjach, ciekawe jak w Polsce wyglądał box office "Persepolis". Chyba te oznaczenia mają większe znaczenie w USA niż u nas, ale gdy tam się nie sprzeda to w Europie mniej pójdzie na promocję, więc przychody zawsze są niższe, chyba że tekst z filmu stanie się trollowym memem.

jak mi sie 300 tak srednio podobalo (wlasnie przez komiksowosc) to wrzucac na liste do obejrzenia?

Zdecydowanie tak, 300, przynajmniej dla mnie, to straszna chała. "Strażnicy" wygrywają dzięki znakomitemu materiałowi na podstawie, którego powstali (podobno jedna z najlepszych powieści graficznych).

Strażnicy są niesamowici, to zgoła odmienny film od typowych "komiksówek".

Zacznę od tego, że nie marnowałam czasu na 162-minutową „kinówkę”, lecz od razu sięgnęłam po 215-minutowy Ultimate Cut. Zainteresowanych różnicami odsyłam tutaj: http://film.org.pl/dir_cut/watchmen.html Dość powiedzieć, że wersja ta zawiera także ekranizację 2 numerów serii komiksowej „Tales of the Black Freighter”. 3,5 godziny to szmat czasu, ale paradoksalnie im dalej w las, tym wciągałam się bardziej. Mój początkowy opór wynikał głównie z faktu, że pomijając jednego natchnionego dżina, to WCALE NIE JEST film o superbohaterach, lecz o zwykłych przebierańcach. Uświadomiwszy to sobie, poczułam się okradziona. Z czego? Ano z magii, którą niosą ze sobą nadprzyrodzoność i moc. Na szczęście Snyder potrafi wynagrodzić tego typu rozczarowania bajeczną realizacją. Oprawa wizualna zachwyca. Duże wrażenie robią też ułomności bohaterów, bajerancka czołówka i żartobliwe podejście do ścieżki dźwiękowej. IMO póki co „Watchmeni” to obok nolanowskich Batmanów najlepszy film osadzony w multiwersum DC.

Uhm. Taki Dr Manhattan. Przebieraniec indeed. Ja tam na żadnym filmie o Batmanie nie poczułam się jeszcze oszukana, chociaż gość nie ma żadnych supermocy poza mocarnym kontem bankowym...

W sumie racja. To ciekawe, że Batman nigdy nie wywoływał we mnie sprzeciwu. Może dlatego że się na nim wychowałam. A może w związku z faktem, że gość zawsze podchodził do swojego superbohaterstwa serio, podczas gdy Watchmeni sprawiają wrażenie... wielkiego żartu. Co w ogólnym rozrachunku jest zaletą, aczkolwiek z początku trochę drażni. :)

To jest arcydzieło właśnie.

Dno..

jumolugig
Montago
jayb85
janseraphim
tomek221079
Miami123
Iriszy
MIraami98
jurrock