Wojaczek (1999)

Reżyseria: Lech Majewski

"Wojaczek" to przede wszystkim niezwykle pesymistyczny opis napięć psychicznych i emocjonalnych powstałych między wrażliwą jednostką a otoczeniem. W filmie nie ma klasycznej "fabuły biograficznej" lecz jedynie ciąg czarno-białych sekwencji inspirowanych luźnymi faktami z życia Rafała Wojaczka, z których cześć przeszła do legendy literatury polskich zbuntowanych i niedostosowanych. Bohater filmowego eseju Majewskiego, grany przez młodego, śląskiego poetę, Krzysztofa Siwczyka, otoczony jest aurą irracjonalnego buntu, w którym dominuje ustawiczna nonszalancja wobec własnego życia. Rafał Wojaczek zafascynowany był legendą Hłaski. Nie liczył się z otoczeniem. Leczył się psychiatrycznie, walczył z alkoholizmem, jego ekscesy narażały go na ciągłe konflikty z prawem. Legenda biograficzna zaczęła narastać wśród młodzieży zaraz po jego samobójczej śmierci. Wiele scen "Wojaczka" kręconych było w rodzinnym Mikołowie. To z okna jego pokoju (obecnie siedziba literackiego Instytutu Mikołowskiego) statyczna kamera patrzy beznamiętnie na brzydki świat.

Obsada:

Pełna obsada

Dobre, czarno-białe kino dla buntowników.

W zamieszczonym tu opisie filmu, Wojaczek został określony jako jednostka wrażliwa! Z całym pozostałym opisem można się zgodzić, ale jeśli wrażliwość wiąże się alkoholizmem (łącznie z piciem z podłogi rozlanego spirytusu), wychodzeniem przez okna, nieliczeniem się z nikim i niczym, to ja czegoś nie rozumiem.
Film jest relacją z kilku dni życia młodego poety, który nie wie o co w życiu chodzi, co zrobić z sobą, z czasem, z czymkolwiek. Na pytanie czy studiuje, odpowiada "nie jestem aż tak małostkowy". To może powiedzieć każdy, kto z jakiegokolwiek powodu nie studiuje; tak lepiej brzmi, niż jestem za słaby, zbyt leniwy. Recytuje wiersze, w których może nawet coś jest, ale ciężko wszystko usłyszeć. Ciągle pije, próbuje się zabić. Owszem, tacy ludzie też są, ale o czym tu robić film? Co w tym zachwycającego? Ja nawet mu nie współczuję, bo on świadomie nie chciał niczego osiągnąć, nie chciał żyć, nie chciał niczego rozumieć, a to ani żadna sztuka, ani postawa godna uwagi.

Wrażliwość czy nadwrażliwość uśmierzana alkoholem to jedna z najczęstszych przyczyn uzależnienia.

Z jednym zdaniem się mogę zgodzić w tej recenzji - że czegoś nie rozumiesz. Pomijam już to, że mieszasz dwie sprawy, czyli prawdziwe życie Wojaczka i filmową kreację (która niekoniecznie jest prawdziwa, np. rodzina Wojaczka protestowała przeciwko temu, jak przedstawiono poetę). Przede wszystkim jednak nie masz za grosz empatii, kompletnie ignorujesz to w jakich ponurych czasach żył, jak (właśnie jako wrażliwy artysta!) czuł się przytłoczony tym wszystkim, jak sobie, tak po prostu nie radził z życiem. Rzeczywiście po co kręcić film o człowieku, który sobie nie radzi i nosi w sobie piętno śmierci, spod którego nie umie się wyrwać? Powinno się kręcić same filmy o bankierach, ci to sobie świetnie radzą, studia kończą, ciężko pracują...

Bohater filmu jest nieszczęśliwy nie dlatego, że spadło na niego jakieś nieszczęście (wypadek, strata czegokolwiek) tylko dlatego, że nie chce, nie umie (bardziej nie chce) wziąć życia w swoje ręce. A bez tego trudno sobie poradzić, żyć. Nie chodzi o bogactwa, karierę, ale o działanie. Postawa bohatera filmu jest jedną z najgorszych dróg życia. Nie usprawiedliwiajmy tego czasami, w jakich Wojaczek żył, bo czy na pewno teraz mamy łatwiej?! Teoretycznie jest większa wolność, ale jeśli przyjmiemy postawę Wojaczka, nie dojdziemy za daleko. Bez znajomości, układów lub wielkich zdolności bądź szczęścia, też możemy siąść, pić i płakać. A jednak normalny człowiek walczy. Dlatego ukazywanie takiej postawy jest, w moim odczuciu, niepotrzebne. Daje do myślenia, ale nie jest to nic wielkiego. I wrócę do tego wrażliwego artysty - wrażliwy artysta, to raczej (taki właśnie artysta), ma dużo empatii, a nie agresji, apatii. Nie olewa swojej rodziny, której też się nie przelewa, tylko okazuje jej jakieś pozytywne uczucia, których w tym filmie nie ma.

Z całym szacunkiem, ale empatii to chyba nie masz Ty, skoro nie potrafisz zrozumieć, że ludzie są różni i nie każdy zachowuje się tak jak Ty, czy jak "normalni" ludzie. "Wrażliwy artysta ma dużo empatii" - obawiam się, że słabo znasz historię sztuki - bardzo wielu artystów było egocentrycznymi sukinsynami, co nie przeszkadzało im być równocześnie wrażliwymi twórcami. Nikt nie twierdzi, że Wojaczek był wzorem do naśladowania, ale skąd pomysł, że kino ma pokazywać tylko wzory do naśladowania? A, chyba wiem skąd, z holiłudu. I właśnie dlatego ja tej kinematografii nie znoszę, jest dydaktyczna i przewidywalna.

I właśnie dlatego unikam komentowania filmów - bo zaraz słyszę, że jestem taki, a taki, nie mam tego czy tamtego... Przykro mi, że mam inne zdanie niż Ty, ale to jest moje zdanie. Wrażliwa osoba, a wrażliwy artysta - można chyba pojęcia oddzielić; a mnie uderzyło określenie Wojaczka (postaci filmowej) jednostką wrażliwą (sic!). To, że nie poczuwam się do zbyt głębokiej empatii wobec tego bohatera, to chyba nic niezwykłego? W filmie nie było pokazane nic, co tłumaczyłoby zamknięcie się Wojaczka na innych i na świat. Nie było powiedziane, że ktoś go torturował, molestował, ranił etc. Dlatego jego nihilistyczny bunt nie skłania mnie do empatii. Ja uważam, że poddawać się nie wolno. A Wojaczek poddał się - nie wiadomo dlaczego. I z tego względu nie przekonuje mnie pokazywanie takich zachowań w taki sposób. Po moich ocenach chyba widać, że większość filmów, które bardzo cenię, to obrazy raczej smutne i nie o ludziach, którym wiedzie się super.
I jeszcze dla sprostowania, nie napisałem, że kino ma pokazywać tylko wzory do naśladowania. Może pokazywać antywzory, chodzi o to, by chcący lub niechcący nie afirmować zła, głupoty itp.

Nie rozumiem co afirmuje film wg Ciebie, zło czy głupotę? Moim zdaniem nic nie afirmuje, tylko pokazuje emocje człowieka - chore być może, ale za tymi "chorymi" emocjami jest właśnie przestrzeń na pytanie o czlowieka, o jego ból, sens istnienia, ból świata. To co piszesz trąci jak dla mnie natrętnym dydaktyzmem, a z tym Wojaczek nie ma nic wspólnego.

Nie napisałem o tym filmie, że afirmuje zło czy głupotę; to dotyczyło kina w ogóle. Ten film pokazuje bezsensowne życie (podejście do życia) i bezsensowną śmierć. Tak wyjęte z kontekstu, przez co można rozmaicie to sobie tłumaczyć, ale jak dla mnie, brakuje tu przyczyny. Mamy sam skutek. Gdybym uważał, że film "Wojaczek" afirmuje złe emocje, dałbym mu notę 1 lub 2, a dałem 5, co u mnie oznacza, że film jest okay - bo film, mimo wszystko jest okay (gdyby oprócz skutku była jeszcze przyczyna, dałbym co najmniej 8). Przede wszystkim chodziło mi o samą postać głównego bohatera - że nie była to osoba wrażliwa i zasługująca na utrwalenie jej historii.

Ta afirmacja, o której piszesz, zawsze jest kwestią interpretacji. Tzn. dla mnie ona obecna jest poprzez oczywistość, jakąś męczliwą tezę, że np. masz być taki albo siaki, np. film nie dający szansy na samookreślenie. Ja nie interpretuję Wojaczka jako filmu o nim, do końca o nim. Dla mnie to film o pomieszaniu tego co w środku z tym co dookoła. Te skandale i alkoholizm są przecież w filmie tylko zewnętrzne. Wojaczek jest w rozpaczy wobec efektu bycia w świecie - wydaje mi się, że jego właśnie "nadwrażliwość" to istotny dramatyzm filmu.

@tropicielkoni: Wypisujesz zdania od których mi włosy dęba stają. Poeta jest dla Ciebie niewrażliwy, bo pił i się zabił. I dlatego też jest niewarty zapamiętania. Idąc tym tropem, mieliśmy w tym czasie na pęczki niewrażliwych i niegodnych zapamiętania poetów: Władysław Broniewski (pił na umór), Tadeusz Borowski (samobójstwo), Edward Stachura (samobójstwo), Marek Hłasko (zmarł z przepicia)...

W którym miejscu napisałem, że "poeta był niewrażliwy, bo pił i się zabił"???
Wyłączam się z dalszej dyskusji i tłumaczenia, bo nie czytacie ze zrozumieniem. Strasznie to dzisiaj powszechne.

A Ty nie oglądasz filmów "ze zrozumieniem" i, tak jak w wypadku afirmacji zła i głupoty, najpierw coś sugerujesz, a potem rakiem uciekasz, że tego nie napisałeś. Ja np. bardzo chciałbym zrozumieć, o co Ci w ogóle chodzi.

Widać, że jesteś młody, bo się obraziłeś jak dzieciak, jak Ci wypunktowano, że piszesz bzdury. I jeszcze na do widzenia obrażasz nas. Zacytuję Ci, gdzie tak napisałeś, proszę bardzo: "(...)jeśli wrażliwość wiąże się alkoholizmem (łącznie z piciem z podłogi rozlanego spirytusu), wychodzeniem przez okna, nieliczeniem się z nikim i niczym, to ja czegoś nie rozumiem." A później jeszcze konsekwentnie powtarzałeś, jaką to niewrażliwą osobą był Wojaczek.
Zamiast się obrażać, lepiej zastanów się, co chcemy Ci powiedzieć. A ja chcę Ci w sumie powiedzieć tylko dwie rzeczy. Nie oceniaj ludzi, tylko dlatego że postępują inaczej niż Ty byś postąpił. Postaraj się zrozumieć, że każdy jest inny, inaczej odczuwa i ma inną wrażliwość. A tym bardziej nie krytykuj filmów tylko za to, że próbują jakąś prawdę o tych (zupełnie różnych od Ciebie) ludziach powiedzieć. Pozdrawiam.

Miałem już nie pisać, ale jak to tak zostawię, to pomyślicie, że jesteście najmądrzejsi na świecie.
1. Dawno nikt już nie powiedział, że jestem młody, choć czuję się młodo.
2. Obrażać się nie mam na co, stwierdzam tylko, że nie ma co dyskutować, bo piszesz o czymś innym i jeszcze mi wmawiasz, że piszę to czego nie piszę.
3. Od początku chodziło mi o to, że z tego co w filmie widzimy, nie widać, by bohater był wrażliwy, a widać, że jest alkoholikiem. Nie pisałem, że nie jest wrażliwy, bo pije, tylko że nie widać, że jest wrażliwy, a w opisie było "jednostka wrażliwa"
4. Wypunktowano mi tak pisanie bzdur, że jestem w szoku. Sorry, że film, który Wam się podoba, mnie nie przekonuje i że ośmielam się wyrazić swoją opinię, która komuś wydaje się stekiem bzdur.
5. Więcej koncentracji, doktorze, bo naprawdę masz kłopoty ze zrozumieniem tego co napisałem; przeczytaj dwa, trzy razy, dopiero potem odpisuj, bo jak dotąd, Twoje odpowiedzi i zarzuty były nie na temat. (Mój kolega z klasy na maturze z polskiego dostał dwóję, gdy dwója znaczyła niedostateczny, za to, że jego wypracowanie, bezbłędne i w pięknym stylu, było nie na temat.
6. Pozwólcie, że swoją skalą będę oceniał filmy i według swojego gustu je komentował - chyba każdy ma do tego prawo?
7. Pozdrawiam, proszę o zrozumienie i cierpliwość; i uważne czytanie.

Może zamiast pisać: "z tego co w filmie widzimy, nie widać, by bohater był wrażliwy", mógłbyś spróbować pisać chociażby: "z tego co widzę w filmie, nie wydaje mi się, by bohater był wrażliwy". Gdybyś pisząc, nie używał liczby mnogiej, może ludzie nie czuliby potrzeby wyrażenia sprzeciwu. Używając liczby mnogiej, wypowiadasz się także w ich i moim imieniu, a z tego co widzę, posługujemy się kompletnie inną definicją "wrażliwości". Dla Ciebie Wojaczek nie był wrażliwy, dla mnie - wręcz nadwrażliwy. Każde z nas ma prawo do swojego zdania, to oczywiste. Ale fajnie by było, gdyby było jasne, że stanowisko na którym stoimy, jest nasze własne, a nie nasze (ogółu) wspólne.

@nevamarja @doktor_pueblo @lapsus czepiacie się strasznie. @tropicielkoni napisał po prostu jak to widzi, wy widzicie to inaczej i tyle. Trudno przed każdym zdaniem pisać "moim skromnym zdaniem" / "w mojej opinii", etc - wiadomo, że piszmey subiektywnie. Od @queerdelys chyba też nie wymagacie obiektywności w jej serii o horrorach, a może komuś te flimy się podobają :)

@michuk Ja bym powiedziała, że to Ty się mnie czepiasz dzisiaj i to strasznie. :/ Obserwuję tę dyskusję od paru dni i widząc, że się nie kończy, doszłam do wniosku, że może problem tkwi w formie. Ja do tej krótkiej recenzji nic nie mam, ale mogę zrozumieć, czemu wywołuje u innych potrzebę buntu. Tak samo jak mogę zrozumieć, czemu nie wywołuje jej u Ciebie i u Esme. Ludzie są różni przecież i różnie reagują na to, co się do nich mówi i pisze.

@nevamarja Ciebie... czepiać... ja??? Nigdy!!! :)
Ale fakt, głównie do @doktor_pueblo i @lapsus to było.

Widać ja dziś jakaś nadwrażliwa jestem. :)

@nevamarja, po Sputniku będziesz hiper-nadwrażliwa... jak tak dalej pójdzie.

No ale to chyba oczywiste, że jak ktoś coś pisze, to jest to jego zdanie. Używanie liczby mnogiej to taka figura retoryczna i nigdy mi jakoś nie przyszło do głowy, że ktoś używając jej może się wypowiadać w moim imieniu albo coś zawłaszczać...
[Edit] A Ojca Dyrektora wpis wygląda bardzo pokracznie na kokpicie z tymi wyłażącymi tagami...

Może nie jest to takie oczywiste, skoro co poniektórzy czują się w obowiązku podkreślać, że ich zdaniem jest ich zdaniem, pisząc coś w rodzaju: "Mnie osobiście to się podobało/nie podobało.. "? ;-)

To jest kwestia stylu lub asekuranctwo, czyt. problem tej osoby, które to pisze. Dla mnie, która czytam, niezależnie od sformułowania, jest to osobista opinia. No bo przecież jest, no jest przecież...

Jest, jest, zgadzam się z Tobą w tym temacie w zupełności. Wtrąciłam swoje 3 grosze, bo mnie to 'osobiście' zawsze wkurza. Niech wkurza też innych. :P

Ależ ja się solidaryzuję. Mnie też wkurza. :) Dlatego właśnie usiłuję przekonać, żeby nie gasić kogoś, kto tego nie robi, nawet jeśli w zamian używa liczby mnogiej.

Tak, wiem. Moja wypowiedź była prześmiewcza.

Osobiście nie ogarnęłam. :(

A nieosobiście? :>

Wg mnie to kwestia braku dbałości językowej...

Ech. Może i tak, chociaż stawiam raczej na brak pewności siebie. Ale gdyby miała mnie zalewać krew za każdym razem, gdy to widzę, chodziłabym cały czas czerwona. Poza tym mam własnych ulubieńców. :) Wolę złościć się na "włanczanie" lub używanie słowa "ilość" w stosunku do przedmiotów policzalnych.

Mnie tam od czasu przyzwolenia na "ubieranie bluzki" nic już nie wkurza. Skoro tak, to niech sobie ludzie w ogóle mówią i piszą, jak chcą.

Gdzie?! Kiedy?!

Ach.. to tzw. regionalizm. Fuj.. w moich uszach małopolskie regionalizmy brzmią fatalnie. Oglądnąć, ubrać spodnie.. http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=10676

To że można "coś ubrać", a facet może powiedzieć "szłem", jest mi o tyle na rękę, że jakiś czas temu dałam sobie zielone światło na bezkarne używanie anglicyzmów, neologizmów, slangu i niektórych regionalizmów (tak w mowie, jak i w piśmie), i nie mam wyrzutów sumienia w związku z tym. Żadnych.

A to mnie też. I wiele, wiele innych...

Coś się schrzaniło ostro. Poprawimy priorytetem.

@Esme słusznie zauważyła, że coś się spsuło i formatowanie się rozjechało.

@michuk ja tam nie wiem, gdzie się czepiałem tropicielakoni, bo dopiero, gdy napisał, że nie umiem czytać ze zrozumieniem, to odpowiedziałem ni mniej ni więcej tylko w podobny sposób

a Wojaczek był nadwrażliwcem, właściwie cierpiał na nadwrażliwość, w zasadzie to tak jakby nie miał skóry psychicznej, a ten film jest o cierpieniu - niewytłumaczalnym dla drugiego człowieka wewnętrznym cierpieniu; i dlatego rozumiem, o co chodzi doktorowi, nie rozumiem co tropiciel pisze - ale ok każdy pisze tak jak czuje (dawno nie było takiego flame'a, więc w sumie fajnie;))

Widzę, że społeczność filmasterowa ma sporą potrzebę dyskusji :)
Odpowiadam po kolei:
@tropicielkoni: ciągle mi piszesz jaki to niekumaty jestem i jak to nie rozumiem Twoich zdań. Cóż, powiem Ci tak, uczono mnie, że za przekaz odpowiada nadawca a nie odbiorca i jeżeli jest on niezrozumiały dla odbiorcy, to wina leży po stronie nadawcy. Ja w Twoim tekście dostrzegłem wyraźne sugestie, że picie i samobójstwo są objawami niewrażliwości Wojaczka (nie jedynymi, ale jednak) i to wydaje mi się po prostu dziwaczne, bo jak słusznie napisał @lapsus i @nevamarja często jest dokładnie odwrotnie, tzn. osoby bardzo wrażliwe nie radząc sobie z życiem (i wyolbrzymiając istniejące problemy) popadają w alkoholizm, lub odbierają sobie życie.

@michuk @Esme: kompletnie nie wiem o co chodzi w Waszej krytyce mojej krytyki, nie mówiąc już o tym, że jesteście niekonsekwentni. Skoro ja nie mam prawa krytykować poglądów tropicielakoni, to jakim prawem Wy krytykujecie moje? :)
Szczerze powiedziawszy, to tropicielkoni napisał jedno zdanie, bo którym miałem ochotę go walnąć (ale na szczęście było to niewykonalne ;)), a mianowicie, że Wojaczek nie był godny, żeby utrwalić jego historię. Ja bym tak nie powiedział nawet o przypadkowej osobie z ulicy, a już kompletnie nie mieści mi się w głowie, że można tak napisać o kimś tylko dlatego, że sobie nie radził (i ostatecznie nie poradził) w życiu. Czy nie miałem prawa napisać, że mi się takie przedstawienie sprawy nie podoba?

@tropicielkoni: ostatnie zdanie kieruję do Ciebie: oczywiście, że masz prawo do wyrażania zdania o filmie, a przedmiotem dyskusji w ogóle nie jest to, czy film jest dobry czy nie. Przedmiotem dyskusji są Twoje sformułowania o niewrażliwości i o niezasługiwaniu na miejsce w historii. Tak jak Ty masz prawo je wygłaszać, tak samo ja mam prawo się z nimi nie zgadzać.

@doktor_pueblo ja z kolei nie czaję o co chodzi z tą moją krytyką Twojej krytyki. Odezwałam się w odpowiedzi na wpis @nevamarja potępiający używanie pierwszej osoby liczby mnogiej i od tej pory dyskutuję tylko o kwestiach stylistycznych i językowych. Lubię ustawki i nie przepadam za postawą "to jest moje zdanie i proszę zostawić je w spokoju, bo jestem do niego przywiązany", ale akurat w tym wątku jestem grzeczna. ;P

@Esme, a bo chyba czytałem te wpisy po kolei od góry (gdy już ich było kilkanaście) i najpierw przeczytałem wpis @nevamarja, gdzie napisała, że macie z michukiem wspólne zdanie krytyczne na temat mojej krytyki (uff..) i tak sobie zakodowałem, że mi moje rozbójnicze prawa kwestionujesz. Się cieszę, że nie :)

@doktor_pueblo Żeby było zabawnie (bo to jest taki wątek, w którym wszyscy gubimy się w tym, co próbują wyrazić inni), ja wcale nie napisałam, że Michuk i Esme mają wspólne zdanie krytyczne na temat Twoje krytyki, ale że rozumiem, czemu forma (liczba mnoga i takie tam), w jakiej pisze Tropicielkoni, ich nie razi (podczas gdy Ciebie i Lapsusa najwyraźniej tak). ;) Jeśli Esme coś krytykowała, to co najwyżej moją awersję do liczby mnogiej i zamiłowanie do sygnalizowania, co jest, a co nie jest opinią własną.

@nevamarja Mnie żadna liczba mnoga nie razi. Nie zgadzam się po prostu z tym co tropicielkoni pisał o postaci Wojaczka, a to że pisze to w swoim imieniu było dla mnie oczywiste. Wygląda na to, że wszyscy czytamy bez zrozumienia, tropicielkoni miał rację. A ja w tym bryluję :)

Tzn. są osoby podatne na uzależnienia, w których wypadku wrażliwość nie odgrywa roli.Takie osoby piją, bo piją i już. Jak mówi Sidney Polak "Piłem, piję i będę pił". Natomiast dużo częściej alkoholizm jest jakąś powolną formą samobójstwa - wtedy alkoholizm jest raczej symptomem a nie samą chorobą, której przyczyna leży głębiej. Zresztą ten drugi przypadek jest dużo gorszy do leczenia, bo to zakamuflowana opcja depresyjna najczęściej jest.

@doktor_pueblo: Nie napisałem "że Wojaczek nie był godny, żeby utrwalić jego historię" tylko "...postać głównego bohatera - że nie była to osoba wrażliwa i zasługująca na utrwalenie jej historii". Subtelna różnica, jednak wyraźna w wymowie: postać bohatera filmu, nie osoba autentyczna. Napisałem, że takie wycinki z życiorysu człowieka nie zasługują na utrwalenie w filmie (ten, przedstawiony w filmie okres życia tego bohatera filmu - to krótkie błądzenie bez celu i zmierzanie do samobójstwa, nie zasługuje na uwiecznienie, bo jest wyjęte z kontekstu, bez komentarza, pokazuje jedynie, że "jakie życie, taka śmierć", jak śpiewała E. Geppert). Oto mi chodziło: że pokazanie, że samobójcze podejście do życia kończy się samobójstwem, niczego nie wnosi, nie tłumaczy. Nigdy, o nikim, o najgorszym człowieku, nie twierdzę, że jego życie jest niepotrzebne, jeśli to miałeś na myśli. Co innego człowiek, co innego bohater filmu; co innego czyjeś życie, a co innego sposób w jaki jest realizowane; i co innego to co się dzieje, a co warto utrwalić dla innych. Teraz pewnie jeszcze bardziej niejasno to opisałem.

może to faktycznie problem z używaniem skrótów myślowych - no ale jak ktoś pisze: "W zamieszczonym tu opisie filmu, Wojaczek został określony jako jednostka wrażliwa! Z całym pozostałym opisem można się zgodzić, ale jeśli wrażliwość wiąże się alkoholizmem (łącznie z piciem z podłogi rozlanego spirytusu), wychodzeniem przez okna, nieliczeniem się z nikim i niczym, to ja czegoś nie rozumiem...." to chyba ewidentnie widać, że nie zgadzasz się z opinią zawartą w opisie, że Wojaczek był wrażliwy, a to dlatego, że pił i że wychodził przez okna. Całe to rozwlekanie, że tego nie napisałeś, i że miałeś coś innego na myśli, i cała ta zabawa w niuanse i subtelności semantyczne nie ma sensu. Ja do tej pory zrozumiałem, że chciałeś powiedzieć coś o wiele bardziej złożonego, ale tak naprawdę cała dyskusja dotyczy Twojego braku akceptacji dla tak pojmowanej wrażliwości jak to pokazał Majewski. Ja to rozumiem w ten sposób, że alkoholizm i takie zachowanie jak pokazane w filmie są po prostu wg Ciebie niegodne, nie darzysz takiej postawy szacunkiem, a wrażliwość pojmujesz jako emocje ukierunkowane na zło, niesprawiedliwość, krzywdę itp. Pomijając te wszystkie detale - @tropicielkoni, czy Twoim zdaniem film nie pokazuje alienacji, samotności człowieka, jego braku kontaktu ze światem, który jest obcy, właśnie nieczuły, który nie potrafi zrozumieć chorej duszy, nie jest w stanie przedrzeć się przez mur, za którym stoi samotny człowiek?

Zaczynam czuć się jak uczeń wezwany do tablicy. Zbyt dobrze pamiętam atmosferę, w jakiej na początku lat siedemdziesiątych mówiło się we Wrocławiu o Rafale Wojaczku. Zbyt dużo jego wierszy nauczyłem się na pamięć. Twórcy filmu o nim stanęli przed zadaniem niemal skazanym na przegraną, gdyż ukazanie tak skomplikowanej postaci, jak ten poeta wydaje się niemożliwe. Jednak osiągnięty przez nich efekt uważam za bardzo dobry. Maja Anna Polkowska pisała o poecie: "Wojaczek był egocentrykiem. Zarówno swoje życie, jak i śmierć traktował z ogromną powagą, je tylko uznał za godne zapisania w swej poezji. Przebywając w szpitalu psychiatrycznym, tak tylko mógł pisać o śmierci. Inaczej byłaby ona oznaką szaleństwa, a na to nie mógł sobie Wojaczek pozwolić. Ironizując zatem, dał paradoksalnie wyraz temu, iż śmierć, towarzysząca mu od zawsze, jest sprawą poważną, dużo bardziej skomplikowaną niż choroba, z której chciano go leczyć." Tropicielu koni - przeoczyłeś to w filmie. Może spróbuj zrozumieć, że poezja jest oddaniem własnej osobowości poety. Czy znasz tomiki wierszy Rafała Wojaczka? Czy natknąłeś się kiedyś na opublikowane po śmierci jego listy? Może wtedy usłyszysz to coś, co innych potrafiło zachwycić.

Nie uważam, by znajomość życia i twórczości poety była niezbędna, by móc obejrzeć film i wypowiedzieć się na jego temat. Oczywiście, wtedy na pewno inaczej wszystko się postrzega, ale film jest odrębnym dziełem i może wszystko ukazywać w inny sposób, a na pewno można go oglądać bez znajomości faktów etc. z życia osoby tam przedstawionej. Ja w filmie nie zauważyłem, żeby głównego bohatera ukazano jako jednostkę wrażliwą. Wyalienowaną, nieszczęśliwą tak, ale nie wrażliwą. I wątpię, by ktoś był w stanie mnie przekonać, że się mylę. Na pewno nie ci eksperci, którzy twierdzą, że napisałem to czego nie napisałem, a co oni jedynie inaczej sobie zinterpretowali.

Podziwiam Twój opór i konsekwencję w pisaniu, że Cię nie zrozumieliśmy i jednoczesnym nie rozwijaniu tego dalej :) Mam coraz większą pewność, że używasz po prostu kompletnie innej definicji wrażliwości niż cała reszta i to jest główną przyczyną nieporozumienia. Może być więc napisał, czym jest Twoim zdaniem wrażliwość zamiast powtarzać chyba już trzeci raz, że Cię nie rozumiemy? A także - abym wreszcie zrozumiał - czy możesz mi jednoznacznie napisać, czy Twoim zdaniem picie i samobójstwo : A) są przejawami braku wrażliwości, B) mogą być konsekwencją dużej wrażliwości, C) nie mają z wrażliwością bezpośredniego związku?

Ten wpis wreszcie mi się podoba! Metodą pytań i odpowiedzi chyba możemy się porozumieć. Moim zdaniem picie i samobójstwo: A) nie są przejawami wrażliwości, B) tu się z Tobą zgadzam, C) nie muszą mieć z wrażliwością bezpośredniego związku. W punktach A) i C) musiałem trochę inaczej to ująć, by było tak jak myślę - uważnie przeczytaj zanim znowu coś mi zarzucisz.

@tropicielkoni, przeczytałem uważnie i przyznam, że teraz to już ni w cholerę nie rozumiem. Myślałem że wybierzesz jedną z tych opcji, które napisałem, a nie wszystkie 3. Piszesz w jednym poście, że picie i samobójstwo nie są przejawami wrażliwości (opcja A), mogą być konsekwencją dużej wrażliwości (opcja B, z którą, jak napisałeś, się zgadzasz) oraz nie muszą mieć z wrażliwością bezpośredniego związku (opcja C). Nie powiem, żebym po tej wypowiedzi miał pełną jasność co do Twojego zdania :-/ Natomiast, co najważniejsze, nie odpowiedziałeś mi na główne pytanie - czym jest wg Ciebie wrażliwość? Może to wszystko wyjaśni?

Ci "eksperci" - co tak elegancko zauważyłeś - mówią tylko, że picie i wychodzenie przez okna nie świadczą o wrażliwości albo jej braku (zgadzam się z Doktorem - to jedna z większych bzdur, jakie słyszałem), ale że słowa z natury są wieloznaczne, dlatego warto innych poinformować o tym, jak się coś rozumie. Dla mnie "wojaczek" jest filmem o artyście i świecie jego wrażliwości, której odbiorca nie jest w stanie pojąć, można zetknąć się z nią jedynie poprzez wiersze poety - bez tego obraz staje się historią pijanego, nieczułego głupka, który robi z siebie idiotę, krzywdząc przy okazji innych. Nie ma na to zgody z mojej strony i tyle. Ty z kolei zostań na swojej pozycji, ale nie mów, że ktoś nie rozumie tego, co napisałeś, tylko dlatego, że nie myśli w ten sam sposób.

Lapsusie, powyżej stwierdziłeś mniej więcej to samo, co ja na początku: "bez tego obraz staje się historią pijanego, nieczułego głupka, który robi z siebie idiotę, krzywdząc przy okazji innych". Napisałeś to dosadniej niż ja. Dalsze ataki na mnie będą niemerytoryczne, lecz stricte personalne, co nie przystoi inteligentnemu człowiekowi (jakim na pewno jesteś) w dyskusji.
Doktorku, jaśniej już nic Ci nie wytłumaczę. Pytasz czym jest dla mnie wrażliwość! Tym, czym po prostu jest. Człowiek uczy się tego jeszcze w podstawówce. Ja nie stwarzam swoich definicji; jestem Polakiem i posługuję się językiem polskim. W każdym razie, nie dostrzegłem wrażliwości w postaci bohatera filmu. Jeśli potrafisz, wskaż mi, w którym momencie zachowywał się jak jednostka wrażliwa.

Przepraszam, jeśli poczułeś się urażony, nie było moim zamiarem atakować Ciebie. Jeśli pozwoliłem sobie na tych kilka uwag, to dlatego, że uważam film za bardzo ważny i kompletnie się z Tobą nie zgadzam. Dotknęło mnie, że zarzuciłeś mi nieumiejętność czytania ze zrozumieniem. Większość życia spędzam na próbowaniu zrozumienia rozmaitych tekstów i, uwierz mi, wcale nie jest to takie proste.

@tropicielkoni Nie za bardzo wiem, jaki jest sens odpisywania na Twoje posty, skoro na każdym kroku próbujesz mnie obrażać. A to zarzucając mi nierozumienie tekstu pisanego (i to jeszcze generalizując na temat takich jak ja, co to nie rozumieją), a to nazywając mnie teraz "Doktorkiem". Moim zdaniem, jeżeli ktoś cierpi, to czuje, a jeśli czuje, to jest wrażliwy. Jeśli nie zauważyłeś, że Wojaczek w tym filmie cierpi, to może obejrzyj go jeszcze raz? To że przy okazji krzywdzi innych, jest niewątpliwym faktem, ale nie jest dowodem braku wrażliwości, tylko egocentryzmu. Swoje bardzo silne uczucia Wojaczek skoncentrował po prostu w dużej mierze na sobie. A jeśli uważasz, że koncentrowanie się tylko na swoich uczuciach jest dowodem braku wrażliwości, to sam jesteś niewrażliwy, bo nie sądzę, żebyś koncentrował się na moich uczuciach nazywając mnie tu nie wprost matołem.

@doktor_pueblo: myślę, że stwierdzenie, że ktoś jest wrażliwy, ponieważ cierpi, jest grubą przesadą, bo każdy człowiek może cierpieć (nawet pomijając cierpienie fizyczne). Chyba trzeba tu jeszcze wziąć pod uwagę, co powoduje czyjeś cierpienie i w jakim nasileniu? Najmniej wrażliwy człowiek będzie cierpiał, jeśli straci coś na czym mu bardzo zależy, a każdemu na czymś lub na kimś bardzo zależy. W tym filmie powód cierpienia Wojaczka jest nieokreślony, nie zauważyłem u bohatera ani odrobiny altruizmu czy empatii, ani jakichkolwiek pozytywnych uczuć, dlatego nie zgadzam się z nazwaniem go jednostką wrażliwą (nie odnoszę się do postaci autentycznej).
Fakt, przyznaję, że chciałem Ci trochę dokuczyć, ale tylko i wyłącznie z tego powodu, że Twoje wypowiedzi momentami też były dla mnie obraźliwe.

No to że ja Cię obrażałem to oczywiste i świadome, tyle że ja jestem gburem i wszyscy już to wiedzą.
A co do niekończącej się dyskusji. Być może wpadłem wreszcie na to, dlaczego oceniasz ten film tak odmiennie od nas. Napisałeś, że powód cierpienia Wojaczka jest nieokreślony, a tymczasem mi się wydaje on dość jasny. Powodem cierpienia Wojaczka jest otaczająca go rzeczywistość i jego nieprzystosowanie do niej. Wydaje mi się, że dla Lecha Majewskiego było to tak oczywiste, że nawet specjalnie tego nie podkreślał. Poeta, bez perspektyw, zmuszony żyć w czasach, w których króluje kłamstwo, a brzydotę (socrealizm) wyniesiono do rangi sztuki. Poeta przytłoczony szarzyzną i kolesiostwem, nie potrafiący tak żyć, szukający ratunku tam gdzie go nie ma, czyli na dnie butelki. Nie przypadkiem wymieniłem Ci te kilka innych nazwisk paręnaście postów temu; zrobiłem to, żeby Ci pokazać, że to nie był wcale wyjątek, że wielu poetów tak kończyło, a skoro tak, to niewątpliwie był w tym jakiś wspólny mianownik. Być może nie poczułeś tego, bo słabo pamiętasz tamte czasy? Ja co prawda czasów Wojaczka również nie mam szans pamiętać, ale komunę jeszcze pamiętam i może dlatego lepiej rozumiem Wojaczka.

Bardzo dobrze pamiętam lata osiemdziesiąte i siedemdziesiąte, więc z grubsza wiem jak było. Doskonale widzę jak w dzisiejszych czasach wygląda rzeczywistość, jak dziś ludzie posługują się kłamstwem, układami i jakiego dna (momentami) sięga sztuka. Dlatego nie zgadzam się, że tamte czasy były aż tak straszne, że nie dało się żyć i należało się alienować itd. Za niewinny żart na tle politycznym można było wylecieć ze szkoły lub z pracy, artyści nie mogli otwarcie mówić o wszystkim, historia była fałszowana; ale kiedy były dobre czasy? Dziś zabijają nas kredyty, wyścigi szczurów, niemoc czy nieudolność wymiaru sprawiedliwości, mafie, zwyrodnienie obyczajów... I też trzeba jakoś żyć. Mamy inne problemy, ale też mamy i gdyby myśleć tylko o tym, to też by się okazało, że najlepszym wyjściem jest wycofać się z takiej rzeczywistości. I niezależnie od czasów, jeśli człowiek się podda, to zawsze przegra.
Film pokazuje upadek człowieka. Poety, którego krytyka dostrzegła i doceniała, więc przyszłość przed sobą miał. Bo czy dla artysty nie jest najważniejsze realizowanie się poprzez tworzenie sztuki? Gdyby pisał, a nikomu się to nie podobało, przekonywałoby mnie jego rozczarowanie, ale też nie usprawiedliwiałbym autodestrukcji. I wówczas określenie "wrażliwy" byłoby bliższe prawdy.

No popatrz, czyli rzeczywiście nie jesteś aż taki młody :)
Problem w tym, że ludzie nie działają jak maszyny. Czy depresja jest racjonalna? Pewnie że nie, a wpędzić w nią może nawet głupstwo, o ile ma się ku niej predyspozycje. Czy Kurt Cobain miał poważne powody, żeby się zabić? Obiektywnie pewnie nie, ale wewnętrznie na pewno czuł, że tak. Może podobnie było z Wojaczkiem. Zgadzam się, że to film o upadku człowieka, ale nie zgadzam się, że to nieinteresujący temat. Dla mnie interesujący. Uff.. mam nadzieję, że doszliśmy do czegoś na kształt konsensusu, mimo tego że się nie zgadzamy, bo przynajmniej zaczynam rozumieć, w czym konkretnie się nie zgadzamy.

Warto rozmawiać:)
Mamy po prostu inne zdanie, co jest zupełnie normalne. Akurat ja, w wielu przypadkach zupełnie inaczej oceniam filmy niż to powszechnie jest przyjęte. Zresztą, dotyczy to nie tylko filmów.

Bo jesteś wyjątkowy tropicielu, prawda?
Po pierwsze wrażliwość ma wiele twarzy - czym innym jest wrażliwość na piękno, czym innym wrażliwość na krzywdę, to sprawa kontekstu. Po drugie są tacy twórcy, którzy mają w nosie świat , przezywają wszystko intensywnie i spalają się w ogniu sztuki. Ten film pokazuje sens takiego życia. Jak możesz mówić, że Wojaczek miał przed sobą przyszłość? To, co robił, to było całopalenie, ofiara na ołtarzu poezji. I nie zgodzę się, że cierpienie było wywołane podłą rzeczywistością, gdyby było to takie proste, to 70% ludzkości powinna popełnić samobójstwo.

Daruj sobie mierny sarkazm z tą "wyjątkowością".
Jeśli ostatnie zdanie kierowałeś do mnie, to zauważ, że zgadza się ono z moim.
Różnimy się chyba tylko tym, że Ty uwielbiasz Wojaczka (wydaje mi się, że bezkrytycznie) i nie dasz o nim złego słowa powiedzieć, a mi jest on obojętny zarówno jako poeta jak i człowiek. Dlatego Ty oceniasz wszystko z nim związane emocjonalnie, a ja obiektywnie; co nie jest równoznaczne, że twierdzę, iż tylko ja mam rację. Ja wyrażam swoje opinie tak jak to widzę.
I może w ten sposób napiszę: to co w filmie kieruje postępowaniem Wojaczka (biorę pod uwagę tylko film!) można nazwać frustracją, a nie wrażliwością. Dlatego przyczepiłem się do tego jednego słowa w opisie filmu. I do tego, że nie podoba mi się taka postawa jaką prezentuje bohater filmu.
I dlaczego nie mogę mówić, że Wojaczek miał przed sobą przyszłość?? Po pierwsze, mogę mówić wszystko co myślę, po drugie, dlaczego nie miał? On dobrowolnie i świadomie z niej nie zrezygnował.

Prawda lapsusa jest subiektywna, a prawda tropicielakoni obiektywna. Tropicielkoni wyraża swoje poglądy "tak jak je widzi", a lapsus "emocjonalnie". I wszystko jasne! ;)

Ostatnie słowa były do Pana Doktora;) Nie sarkazuję, tylko cały czas mam wrażenie, że zamiast powiedzieć centralnie - gardzę Wojaczkiem (coś wyrazistego) to mydlisz oczy obiektywnością. Uważam, że wcale nie jesteś obiektywny. Ja tez nie. I tak ma być. Nie chodziło mi, że nie możesz pisać w ogóle, ale że dla mnie to jakieś nieporozumienie - Wojaczek w filmie nie ma żadnej przyszłości, ma pięć minut - pięć minut rozpaczy, pięć minut samotności, pięć minut piekielnego ognia, który trawi go od środka. To jest film o tych pięciu ostatnich minutach bycia od początku do końca szczerym, nagim, bezbronnym wobec własnych demonów. To pięć minut poety i tego konsekwencje, czyli śmierć. Tak żyć się po prostu nie da, w takim żarze, z taką wrażliwością boską niemalże.

Sobie zdaję sprawę lapsus, że nie każdy targa się na swoje życie jak mu źle. Dla mnie to w ogóle jest oczywiste, że ludzie mają różną wrażliwość, różne światy wewnętrzne i różnie reagują, ale dla tropicielakoni nie jest i starałem mu się (nieudolnie) podsunąć jakieś "tropy". Niestety tropiciel jest tak przekonany co do swojej "obiektywnej" racji, że nic to nie daje i jestem już pewien, że nie da. Tropicielkoni - takie mam wrażenie - jest przekonany, że ludzie są w gruncie rzeczy prości, a tzw. depresja czy nadwrażliwość to wymówki, używane przez ludzi leniwych. Wojaczek był leniwy, to jego wina i basta. A nawet jeśli nie jego wina, bo po prostu urodził się słaby, to i tak nie ma co się nim interesować, bo w ludziach słabych nie ma nic interesującego. Wiem, tropicielu, że nigdzie tak wprost nie napisałeś i nawet zdaję sobie sprawę, że jest całkiem możliwe, że w ogóle tak nie myślisz, ale tak to wygląda, na podstawie tego co piszesz. W każdym razie tak to wygląda dla takiego niekumatego typa jak ja.

Przy tak ekstatycznym podejściu do Wojaczka żadne moje argumenty się nie przebiją. Przypomina się Ferdydurke.
A z tą "boskością" to już totalna hiperbola. Nie wiem jakich bogów wyznajesz lub jakich miałeś na myśli, ale ja prędzej bym się tu dopatrzył (jeśli już takimi kategoriami operować) szatańskiego tryumfu.

Coś w tym jest, a "boskim" napisałem z małej. Tyle że ja w promatejskim, satanicznym buncie widzę znamiona tragedii. Ja np wierzę w Faustów, Prometeuszów i Ikarów - może ktoś być przeciw, ale ja w tym widze sens. "Jam tej siły cząstką drobną, co wiecznie zła pragnąc, wieczne czyni dobro". Myślę, że tam gdzie jest cierpienie, tam jest też przezwyciężenie zła.

Dla mnie to jeden z najlepszych polskich filmów w historii, genialny właściwie pod każdym względem (zdjęcia, aktorstwo). A Wojaczek jest bohaterem na miarę Jamesa Deana, czy Iana Curtisa, aż dziw, że w Polsce niemal zapomnianym.

Efunia
cutiexmochi
tlehi
Agni
dcd
dcd
monika26041989
barsta
psubrat
annemily
bylotamjesttu