Ralph Demolka (2012)

Wreck-It Ralph
Reżyseria: Rich Moore

Bohaterem filmu jest osiłkowaty Ralph, który na co dzień jest czarnym charakterem w grze komputerowej. Jednak w głębi duszy Ralph to miły i ciepły facet, mający po prostu dość swojej roboty, która nie zjednuje mu przyjaciół. Pewnego dnia postanawia udowodnić, że on też nadaje się na prawdziwego superbohatera. Zdeterminowany wyrusza w misję, aby zdobyć Medal Bohatera. Na swojej drodze spotka bardzo energiczną dziewczynkę - Wandelopę, która, podobnie jak on, jest odrzucona przez społeczność swojej gry. Gdy okoliczności zmuszą ich do współpracy, oboje odkryją, że istnieje coś znacznie cenniejszego niż wszystkie nagrody świata: prawdziwa przyjaźń. (Opis dystrybutora)

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Zdecydowanie więcej tutaj Pixara, niż w Meridzie Walecznej (mimo, że nie jest podpisany). Animacje, world-building, budowanie emocji - pierwsza klasa. Polski dubbing zaskakująco dobry. Do tego dochodzi element nostalgii. Jeżeli, tak jak ja, pół dzieciństwa spędziliście grając na automatach, po prostu MUSICIE obejrzeć ten film!

Niezła rozrywka dla dorosłych (zwłaszcza jeśli pamiętają te wszystkie gry lub oglądali "Django" i widok pana Candy z jego ponurym służącym coś im przypomina) i spoko film dla dzieci. Ja gry mniej więcej pamiętam, ale nostalgia jakoś się mnie nie ima. Daje radę, ale raczej jednorazowego użytku.

No w końcu po długim okresie posuchy w porywach do poprawności, mamy świetną, rozrywkową animację. Wyraziste postaci, sporo błyskotliwych pomysłów i wartkie jak struga elektronów dialogi. Koniecznie.

Doskonała zabawa i ciekawa historia. Oczywiście to nie jest perfekcyjne "Toy Story", ale i tak bardzo dobry film, z wieloma aluzjami, nie tylko do gier (np. jaja jak z "Obcego"!).

Przede wszystkim ciekawe postacie, zwłaszcza żeńskie: pyszny dubbing zrobiła Olszówka (świetna twarda baba!) i Fraszyńska (nadpobudliwa, złośliwa dziewuszka), no ale jej postać to był samograj - w dodatku muszę obejrzeć oryginalną wersję z głosem wspaniałej, nieokrzesanej komiczki Sary Silverman, bo Wandelopa jest ewidentnie zrobiona pod nią. Bez niej to by było pewnie pół filmu.

Scenariusz po prostu bardzo dopracowany i mimo wielu ubarwiających gagów i powiedzonek ta historia się nie rozpadała na scenki jak w "Epoce lodowcowej 4" - jest w niej dłuższa perspektywa. Jest zabawnie, ale i wzruszenia były. Jestem bardzo zadowolony, ten film w całości spełnił potencjał, który w sobie miał. Mogę go z czystym sumieniem polecić, zwłaszcza lekkim geekom.

Nietutejszy
kocio
Guma
Blue2012
JUMAN
Erufi
Ivonalan
exxxpresja
Fi5heR
alanos