Kobiety bez mężczyzn (2009)

Zanan-e bedun-e mardan
Reżyseria: Shirin Neshat

W mistyczno-poetycki sposób film opowiada o jak najbardziej współczesnych problemach irańskich kobiet. To wyjątkowy przykład kina o sztuce i kina, które jest sztuką.

Reżyserka tak mówi o swoim filmie: „To była praca pełna miłości, trwająca sześć lat. (…) Ten film opowiada światu o moim kraju”. Obraz pokazuje wydarzenia z 1953 roku, kiedy to w Iranie doszło do inspirowanego przez Wielką Brytanię i USA zamachu stanu, w wyniku którego Szach Iranu Mohammed Reza Pahlavi obalił demokratyczny rząd Mohammeda Mossadeka zmieniając kraj w dyktaturę. Kraje zachodu doprowadziły do tego, aby zabezpieczyć swoje interesy paliwowe i prawa do wydobycia ropy naftowej. Obraz jest niemiecko-francusko-brytyjską koprodukcją. (Tofifest)

Obsada:

Zwiastun:

Zachwycający film, pod każdym względem. Kadrowanie, muzyka, dopracowanie szczegółów, aktorzy - to wszystko poskładane tak, że ogląda się z zachwytem i pamięta, nawet jeśli tematyka niekoniecznie jest tym, co nas interesuje.

Bardzo ładnie sfotografowana historia dziejąca się na dwóch płaszczyznach: uniwersalnej, oraz tej silnie zakorzenionej w irańskich realiach.

Prawdziwa uczta wizualna - staranne kadrowanie, perfekcyjne oświetlenie i kolorystyka. I niestety niewiele więcej. Postaci kobiece naszkicowane bardzo pobieżnie, naprawdę ciężko się z nimi identyfikować. Niejasne i niekonsekwentne relacje emocjonalne między nimi tylko pogarszają sprawę. Fabuła nie podąża w żadną sensowną stronę, poza wątkami politycznymi, których nie sposób zepsuć, bo ostatecznie tak było naprawdę. Jak ktoś chce film o ciemiężonych irańskich kobietach to są lepsze wybory.

Nie podobał mi się. Ładne zdjęcia, kilka momentów (ale i tak wszystko opierało się na zdjęciach) i nic poza tym.

„Zanan-e bedun-e mardan” („Kobiety bez mężczyzn”). Kobiety? Tak. Bez? Owszem. Mężczyzn? No niekoniecznie, ale mniejsza o to. Główne mankamenty filmu? Chaotyczność, słabo nakreślone postacie i nieudolne operowanie realizmem magicznym. Plusem są dość ładne zdjęcia oraz muzyka Ryuichiego Sakamoto. Nie musiałam płacić za bilet więc nie żałuję wizyty w kinie, ale zachwycona nie jestem.

Chilly
hrabalka
Uciekinier
tropicielkoni
Tityron
ScuMmy
yo
yo
Pilotka
joandrazkow
Licorne