Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową (2000)

Zycie jako smiertelna choroba przenoszona droga plciowa
Reżyseria: Krzysztof Zanussi
Scenariusz:

Przez średniowieczne, francuskie miasteczko podąża Bernard z Clairvaux - który został ogłoszony świętym, za to, że zainicjował wyprawy krzyżowe. W tym czasie na rynku ma być powieszony złodziej koni. Bernard prosi o zawieszenie wyroku, który uznano za nieodwałalny, by zabrać go do klasztoru i przygotować do nieuniknionej śmierci, aby mógł umrzeć z czystszą duszą. Później okazuje sie, że ta scena pochodzi z filmu właśnie kręconego. Na planie czuwa lekarz, który też już ma wyrok śmierci. Jest chory na raka. Musi wybrać między walką o życie, a przygotowaniem się do śmierci.

Obsada:

Pełna obsada

Bez Zbigniewa Zapasiewicza ten film byłby dużo gorszy.

Dobry Zapasiewicz, ale o całej reszcie nie mam nic miłego do powiedzenia. Nuda i nadmiar ambicji, który wyłazi wszystkimi porami.

Zanussi może gładko wygląda i się wypowiada ponadprzeciętnie kulturalnie, ale w takim filmie jak ten wychodzi z niego pazur. Jakkolwiek pogodzenie ze śmiercią jest możliwe, to niektórzy ludzie pozostaną niepokorni do końca, paradoksalnie nawet mimo tego pogodzenia. Tacy są. Może za to ich szanujemy?

Świetny Zapasiewicz (jak zwykle) i Zanussi wciąż w formie, warto zobaczyć.

Jak ja nie cierpię Zanussiego i tego jego mentorowatego tonu... Wszystko dobitnie wyłożone i założone. Oraz podkreślone trzy razy wężykiem w "najważniejszych" momentach. To ten typ kina, który ma gdzieś widza - w filmie nie ma dla niego miejsca, no bo po co, w końcu Pan Reżyser wie lepiej i chętnie wskaże jedyną słuszną interpretację.
Zapasiewicz - mistrz, tylko dzięki niemu "Życie jako śmiertelna choroba..." możliwe do obejrzenia. Poza tym - nuda, silenie się na cynizm, przegadanie, patetyzm... Koszmarna ścieżka dźwiękowa (chociaż pana Kilara bardzo cenię). Nie potrafię dać 4 gwiazdek, bo jednak pan Zapasiewicz wykonał tytaniczną pracę. Niech będzie 5.

Bez znieczulenia, ale z nadzieją.

Będę musiał kiedyś ułożyć listę grzechów głównych popełnianych przez kiepskie filmy. Kiczowatość, złamane tempo, logicznie spróchniały scenariusz... Przypuszczam, że najciekawsze okażą się wówczas dzieła, których reżyserzy z grzechami tylko igrają (świadomie bądź nie), lecz powstrzymują się w ostatniej chwili przed ich popełnieniem. W tym ujęciu będę musiał rozpatrzyć dokładniej filmy Zanussiego, które są inteligentne i PRAWIE przeintelektualizowane. Lecz „prawie” robi ogromną różnicę. W „Życiu...”, jednym z najgłośniejszych utworów warszawskiego reżysera (z wykształcenia fizyka i filozofa), obserwujemy ostatnie miesiące życia doktora Berga, nieuleczalnie chorego na raka płuc. W gruncie rzeczy jest to refleksyjny snuj – dużo rozmyślań o umieraniu, niewiele akcji. Wystarczy wspomnieć drugą część „Dekalogu”, by uświadomić sobie, że Kieślowski wyciągnąłby z tego materiału dużo więcej. Niemniej o sukcesie „Życia...” przesądza fenomenalny Zapasiewicz oraz, cóż, oraz inteligencja Zanussiego.

Nmyriadth
Nietutejszy
moch
adamp
Iceman
bjag
MureQ
Lamia
HollyGolightly79
jakilcz