Pogorzelisko

Data:
Ocena recenzenta: 8/10

Napisać, że „Pogorzelisko” to film o wojnie, to jakby nic nie napisać. A jednak. To film o wojnie. W całej rozpiętości znaczeń tego stwierdzenia. To film o cierpieniu, o przemianie, o miłości i nienawiści; to obraz wydarzeń i emocji, które przekraczają możliwość ludzkiego wyobrażenia. „Pogorzelisko” to ból, ale i nadzieja; to wytrwałość, ale i załamanie; to brutalność, ale i delikatność; to wiara – w siebie, w swojego boga i świat – ale również jej utrata.

Zgodnie z ostatnią wolą matki, Nawal (Lubna Azabal), przedstawionej przez notariusza, bliźniaki Jeanne (Mélissa Désormeaux-Poulin) i Simon Marwan (Maxim Gaudette) mają dostarczyć pozostawione przez kobietę listy. Jeden adresowany jest do ojca bliźniaków, drugi zaś do ich nigdy niepoznanego brata. Dopiero wtedy postawić będą mogli zmarłej nagrobną płytę. Simon planuje zignorować zalecenia matki, jednak Jeanne udaje się z Kanady do Libanu. Chwytając się kolejnych strzępów informacji i poszlak, próbuje odnaleźć postaci z historii sprzed kilkudziesięciu lat. To, co znajdzie, na zawsze zmieni jej życie. Podróż Jeanne okazuje się przynieść nie tylko prawdę o jej ojcu i bracie, ale również skrywanych przez matkę sekretach, historii rodzinnego kraju i własnej wytrwałości.

 inc1

Film Denisa Villeneuve’a powinien być znany każdemu kinomaniakowi. Jeżeli nie z powodu odbytego seansu, to pewnej legendy jego twórcy. Reżyser uważany jest za jedną z najbardziej utalentowanych postaci swojego pokolenia. Trudno się z tym nie zgodzić, zwłaszcza, jeżeli wziąć pod uwagę fakt, iż debiutancki pełnometrażowy obraz Villeneuve’a zobaczyć można było na ponad trzydziestu pięciu międzynarodowych festiwalach filmowych. „Pogorzelisko” z kolei przyniosło twórcy nominację do Oscara w kategorii najlepszego filmu nieanglojęzycznego 2011.

Niełatwo jest pisać o „Pogorzelisku” z myślą o czytelniku, który produkcji nie oglądał. Każda bowiem scena to fragment zagadki. Kolejne mikrohistorie przeplatają się ze sobą, często ignorując zasadę linearności zdarzeń czy ciągu przyczynowo-skutkowego. Wiele obrazów zyskuje znaczenie dopiero w ostatnich minutach produkcji. Odkrywanie, poszukiwanie, śledzenie i snucie domysłów to nieodłączny element „Pogorzeliska”. Zaangażowanie – to słowo klucz – w historię i jej rozwikłanie, emocjonalna relacja i utożsamienie się z bohaterami – dopiero to stanowi esencję odbiorczą filmu. Na próżno byłoby odkrywać kolejne karty, na próżno wskazywać ważne wątki i zwroty akcji, na próżno analizować i interpretować. To po prostu trzeba zobaczyć.

„Pogorzelisko” to doskonały przykład produkcji multigatunkowej oraz przemyślenia rozegranej intrygi, z suspensem i nieopuszczającym widza ani na sekundę napięciem. Trzeba jednak zauważyć i to, że w ostatecznym rozrachunku niektóre z fabularnych rozwiązań okazują się nieco naiwne. Czy puenta nie wydaje się zanadto bliska telenoweli? Czy motywacje matki, jej pośmiertne pragnienie uświadomienia dzieciom własnego dramatu i ich pochodzenia są rzeczywiście logiczne? Bo która matka chciałaby być wobec swoich potomków równie okrutna? Nie przemawia do mnie koncepcja ich emocjonalnego odrzucenia i nienawiści. „Powstałeś z miłości, a więc i twoje dzieci są miłością” oraz „są piękne” – przekazuje na końcu Nawal. A więc kocha je, docenia je. Dlaczego więc zaplanowała zranić je równie głęboko? I to wtedy, gdy sama już odeszła?

 wbwncl_li0txp

Kolejne wydarzenia przemawiają emocjonalnie same za siebie, bez wsparcia reżysera i operatora. Zdjęcia są zimne, pozbawione personalizacji. Brak w nich współczucia i dynamiki, która miałaby jeszcze bardziej podkreślić tragedię zdarzeń i cierpienie. Jak na przekór – to właśnie ten bezosobowy dystans zdaje się wyłuszczać emocjonalność kolejnych kadrów. Zachęca również do buntu i przywiązania do bohaterki; do wdarcia się w świat przemocy i sekciarskiej nienawiści.

„Pogorzelisko” to dzieło kompletne, a jako obraz-  dopracowane. Równie, co warstwę wizualną i scenariuszową, także jego dźwiękowy aspekt charakteryzuje wysoki poziom i przemyślenie. Melodie utrzymują koncepcję wycofania i zdystansowania. Są proste, ale w swej prostocie bardzo dosadne i przejmujące. Bardzo często zapada w świecie przedstawionym muzyczna cisza, a dźwiękową pałeczkę przejmuje otoczenie. Brak w nim ciszy absolutnej. Zdaje się, że bohaterowie, zwłaszcza Nawal, wciąż jej poszukują, ale czynniki zewnętrzne zawsze stają tu na przeszkodzie. Nie da się uciec – przekazuje udźwiękowienie – od życia (dźwięków).

„Pogorzelisko” powinno znaleźć się na obowiązkowej liście każdego wielbiciela nie tylko kina, ale i przemyślanie opowiadanych historii. To obraz dla każdego, kto oczekuje od filmu zaskoczenia i trwającej po seansie gonitwy myśli. To produkcja, na którą trudno pozostać obojętną. Brak w niej narzucania interpretacji i nachalnych uczuć. Emocjonalnie panem i władcą pozostaje widz, chociaż sprzeciw oglądającego wciąż jest sprzeciwem bezsilnego podglądacza. I to właśnie chyba boli najbardziej.