Cannes 2022: Holy Spider

Data:
Ocena recenzenta: 7/10

Ali Abbasi („Holy Spider”) i Lukas Dhont („Blisko”) wydają się mieć zsynchronizowane procesy twórcze. W roku 2018 ich filmy trafiły do canneńskiej sekcji Un Certain Regard. Ali pojawił się tam z absolutnie dziką i szaloną „Granicą” opowiadającą o dwójce szwedzkich trolli (w znaczeniu baśniowym). Lukas z wrażliwą, delikatną, empatyczną „Dziewczyną”. Pierwszy film został nagrodzony jako najlepszy w tej sekcji. Drugi zebrał imponującą kolekcję nagród za najlepszy debiutancki film, dla najlepszego aktora, za najlepszy film sekcji zdaniem Międzynarodowej Federacji Krytyków Filmowej oraz queerową Palmę. Minęły cztery lata, panowie znowu spotkali się w Cannes, obaj też awansowali już do konkursu głównego. Całkiem słusznie, bo Abbasi i Dhont pokazali w tym roku, że są reżyserami, którym warto będzie się przyglądać w przyszłości.

Artystyczne ścieżki obu twórców zdają się ciągle krzyżować, ale drogi jakie obrali zupełnie się różnią. „Blisko” stanowi naturalną konsekwencję „Dziewczyny”, emocjonalne akcenty stawiając wprawdzie w odmiennych punktach, ale robiąc to z podobną wrażliwością i delikatnością, tematycznie nie odbiegając zbyt daleko w obu filmach, aczkolwiek seksualność w tym drugim odgrywa znacznie mniejszą rolę. Abbasi natomiast ucieka w „Holy Spider” jak najdalej od tego, co pokazał w „Granicy”. Jest tu wprawdzie podobna wnikliwość obserwacji społecznych i wpisana w to szorstkość portretów ludzkich, ale „Holy Spider” to historia jak najbardziej realistyczna, przyziemna i uciekająca od humoru (co nie znaczy, że pozbawiona zabawnych momentów). Zainspirowana autentycznymi wydarzeniami z początku tego stulecia, opowiada o irańskim seryjnym mordercy, który zabijał prostytutki w Meszhed. Drugie co do wielkości miasto w Iranie, jest jednym z najświętszych miejsc dla szyitów, więc morderca swoją zbrodniczą działalność traktował jako „czyszczenie ulic z brudu”.

Abbasi mówi, że jego film nie opowiada historii seryjnego mordercy. „Holy Spider” jest o społeczeństwie seryjnych morderców. Młody reżyser nie ściga się więc z Davidem Fincherem w wierności faktom, do czego podchodzi z dużym luzem, czy też pogoni za emocjami wiążącymi się zwykle z gatunkiem thrillerów o seryjnych mordercach. Od budowania solidnego napięcia (film ma jednak kilka mocnych scen), czy ekscytacji z podążania śladem mordercy, Ali bardziej jest zainteresowany sportretowaniem społeczeństwa, który morderczemu procederowi otwarcie przyklaskuje ze względu na charakter ofiar (bo „należało się nimi zająć”). Abbasi oskarżycielskim palcem wskazuje liczne przykłady niesprawiedliwego, opresyjnego, zbrodniczego traktowania kobiet w Iranie. Z niesmakiem przygląda się, jak niewiele znaczy życie w tym kraju, jeżeli tylko ktoś wypada poza granice norm moralnych i kulturowych.

Niewystarczająco dobre jako kryminał, żeby zachwycić fanów tematu, co wynika z tego, że sam reżyser przyznaje brak zainteresowania tym gatunkiem, ale świetne jako punkt wyjścia do opowieści o czymś zupełnie innym, czemu Abbasi już przygląda się z zaangażowaniem i zaciekawieniem.