CANNES 2021: BYŁA SOBIE DZIEWCZYNA

Data:
Ocena recenzenta: 6/10

Doprawdy krętymi ścieżkami wiła się reżyserska kariera Joachima Triera, by w 2021 roku Duńczyk powrócił do swoich korzeni, gdy w świetnym "Reprise" i "Oslo, 31 sierpnia" opowiadał o rozterkach młodego pokolenia. Od początku raz jeszcze. Od premiery tamtych filmów rzeczywistość dosyć się zmieniła, ale poszukiwanie własnej drogi w zmieniającym się nieustannie świecie dalej pozostaje tak samo żmudne i ambiwalentne, o czym przekonuje przypadek Julie (Renate Reinsve). 

Dla takich osób jak bohaterka "Najgorszego człowieka na świecie" Anglosasi stworzyli określenie 'young adult', które wskazuje już pewne ułomności i przywary jednostek w wieku 20-30 lat. To zgrabne, acz w gruncie rzeczy paternalistyczne pojęcie najłatwiej przecież przetłumaczyć jako 'prawie dorosły' - metryka dowodzi pełnoletniości, ale czyny i zachowania dają świadectwo raczej niedojrzałości. Julie w dorosłości zadebiutowała doskonale, kierowana ambicją i pełna energii, szkolna prymuska wybrała trudne i wymagające studia medyczne. Szybko ją jednak one znudziły. Następnie miała się odnaleźć w roli psycholożki i fotografki, finalnie kończąc jako pracownik księgarni. Dowcipny narrator w filmie Triera puentuje zawodowe perypetie bohaterki w kategoriach braku satysfakcji oraz entuzjazmu w podejmowaniu kolejnych wyzwań. A to raptem prolog podzielonej na 12 rozdziałów (i zakończonej epilogiem) opowieści o niepoukładanej dziewczynie, która szuka odpowiedzi na pytania, dręczące jej rówieśników właściwie od zawsze na pewnym etapie życia. 

Jeszcze więcej ekranowego miejsca w "Najgorszym człowieku na świecie" poświęca się sercowym rozterkom bohaterki. Julie szybko wchodzi w intensywny związek z Akselem (Anders Danielsen Lie) - sporo starszym od siebie mężczyzną, rysownikiem seksistowskich komiksów. Zaczyna obracać się w kręgu jego znajomych, czterdziestolatków z dziećmi. Jej kochanek czuje już presję w temacie założenia rodziny, dziewczyna ma wątpliwości, czy jest na to gotowa. Zresztą relacje międzyludzkie stale będą konfrontować Julie z wieloma problemami - z kochankami, z wiecznie zaniedbującym córkę ojcem, z wizją własnej przyszłości. Trier pozwala swojej bohaterce na niepewność i jej za to nie krytykuje. Na jej brak zdecydowania patrzy z czułością, z jej wrażliwości czyni największy atut, a do obojętności wobec dylematów najpoważniejszego kalibru daje jej prawo. 

Siłą pokoleniowego portretu Triera jest jego lekki ton. W historii Julie nie ma wielkich słów czy patosu. W jej losach mogą się przejrzeć jej rówieśnicy, ale też reżyser - człowiek po 50. - nie ma aspiracji, by ich czegokolwiek uczyć, moralizować, napominać. Przesłanie "Najgorszego człowieka na świecie" wyraża się przede wszystkim w dawaniu młodym prawa do szukania własnej drogi oraz nie krytykowania ich za pomyłki i błędy, jakie zrobią w trakcie. Gdy mówi to wszystko dodatkowo atrakcyjnym filmowym językiem, jak wtedy, gdy obrazuje zakochanie Julie jej biegiem przez zastygłe w ruchu miasto albo ekranizuje doznanie po zażyciu grzybków halucynogennych, Trier naprawdę tworzy odpowiedni przekaz dla konkretnego, młodego odbiorcy. Ale też w końcowe rozdziały opowieści o Julie wkrada się zbyt wiele taniego sentymentalizmu. Tempo staje się wolniejsze i bardziej refleksyjne, tematyka poważna. Wiadomo, że życie nie zawsze toczy się na najwyższych obrotach, ale w realiach narracji filmowej nie warto zwalniać z piskiem opon, by następnie dojeżdżać do celu 30 km/h, ciągle zerkając w tylne lusterko.