CANNES 2023: PARADA SKANDALISTÓW

Data:
Ocena recenzenta: 4/10

Okres francuskiej monarchii to niewyczerpane źródło inspiracji dla filmowych scenariuszy. Sięgając po historie ze, zdawałby się, odległej przeszłości, często szuka się dla nich współczesnych znaczeń i kontekstów. I tak postać drugiej, najbardziej znanej kochanki Ludwika XV, staje się pretekstem do rozważań o rolach kobiet w wybitnie patriarchalnych społeczeństwach i jak te role można modyfikować, by poszerzać pole do samoświadomienia i samodzielności. Jeanne du Barry, jak donoszą kronikarskie źródła, polityką się nieszczególnie interesowała, więc jej najpoważniejsze, antysystemowe osiągnięcia dotyczą dworskiej etykiety. Zmieniła kanon arystokratycznej, kobiecej mody, wprowadzając do niej męskie elementy, pokazując na obie samej nowe fryzury i niespotykane do tej pory wzory tkanin. Uchodziła za poważną mecenaskę sztuki, choć chyba jej osiągnięć na tym polu nie ma co porównywać do wyczynów jej poprzedniczki w królewskim łożu, Madame de Pompadeur.

Zaznaczmy jednak jasno, na te wszystkie ekstrawagancje ktoś taki jak Jeanne du Barry mogła sobie pozwolić tylko dlatego, że była stałą bywalczynią sypialni monarchii. Innej drogi nie było. I tę właśnie abiwalentną, uwłaczającą ściężkę Maiwenn w swoim filmie całkiem dokładnie opisuje. Stara się przy okazji uczynić ze swojej bohaterki silną heroinę, ale finał losów Jeanne du Barry (ten prawdziwy i też filmowy) pokazuje, jak w gruncie rzeczy zawsze słaba i niestabilna była jej poozycja. W całości zależna od kaprysów i kondycji psychofizycznej władcy. 

Jakkolwiek wyrafinowane i stylowe nie byłoby to kino (a nie jest), nie mogę pozbyć się wrażenia, że nie sama opowieść i jej forma mają do tego filmu przyciągnąć jak najszerszą publikę. Mój największy zarzut nie dotyczy bowiem wcale konstrukcji banalnego scenariusza oraz płytkości pewnych parareli i matefor, ale aktorskiej ekipy. Wcielająca się w najważniejsze role po obu stronach kamery Maiwenn jako Jeanne i Johnny Depp jako Ludwik XV sprawiają wrażenie, że grają w dwóch innych fabułach. Ta pierwsza - w lekkiej, kostiumowej komedii o zalotnej psotnicy, ten drugi - w manierycznym sitcomie, przenosząc zblazowaną manierę Rona Swansona z "Parks & Recreation" w realia XVIII-wiecznej Francji. Nie ma między nimi żadnej chemii. 

Chemia, a wręcz wybuchy, towarzyszą sprawom pobocznym. Francuzi postanowili podać pomocną dłoń amerykańskiemu aktorowi, którego kariera stanęła w ślepym zaułku, a zapowiadała się i przez pewien czas rozwijała przecież znakomicie. Cieniem rzucił się na osobę Deppa również skandal z Amber Heard i jej oskarżenia o agresję, jakiej miała doświadczyć ze strony ex partnera, w które nie uwierzył ostatecznie sąd. Rodzima opinia publiczna przypomniała sobie także o moralnie wątpliwej przeszłości Maiwenn, która jako bardzo młoda dziewczyna utrzymywała intymne relacje z Lukiem Bessonem, a już bardziej współcześnie z dociekliwością dziennikarzy radziła sobie, bijąc jednego z nich. Temu wszystkiemu rozgłos zawdzięcza "Jeanne du Barry", a nie swoim kostiumom, barwnej osobowości i ciekawym, dworskim perypetiom. 

Zwiastun: