CANNES 2024: ZNÓW NA DRODZE GNIEWU

Data:
Ocena recenzenta: 7/10

Po 9 latach znów wracamy do apokaliptycznego uniwersum Mad Maxa. 

 

Jak zobaczycie krainę, w której dzieciństwo spędziła młodziutka Furiosa (Alyla Browne), z miejsca zrozumiecie, dlaczego motyw powrotu do domu jest tak ważny w prequelu "Fury Road". Świat pogrążył się w chaosie, dotknęły go okrutne plagi i kataklizmy. Ziemia zamieniła się w pustynne Pustkowie, ale garstka ludzi ocaliła trochę czystej wody, błękitnego nieba i przyrody. Wizja zbyt idylliczna, przyznaję, ale to właśnie z tego świata brutalnie wyrwano dziecko, by w kategoriach zdobyczy dostarczyć je pod psychodeliczny majestat Dementusa (Chris Hemsworth) - egocentrycznego przywódcy spalinowych piratów. Ten na oczach dziewczynki zabija jej matkę, a niedługo później w ramach handlowej wymiany zostawia Furiosę w Cytadeli, gdzie ma wychować ją na matkę opresyjny system Immortana Joe. Sprytna dziewczynka uniknęła tego losu, ukrywając i ucząc się fachu pomiędzy śmierdzącym od paliwa i lepiących się od smaru maszyn w warsztacie armii watażki. Jego otoczenie zajęte jest bowiem wojną podjazdową z ekipą Dementusa, który destabilizuje brudne królestwo władców Cytadeli. 

Paliwem napędzającym akcję "Furiosy" jest zemsta, której chce dokonać po latach dorosła już bohaterka (Anya Taylor-Joy). W ogóle odkładając na bok to wszystko, co czyni z filmu kolejne rozpędzone kino akcji oraz szalony spektakl fajerwerków przemocy, nowa produkcja George'a Millera jest fabułą bardzo gorzką. Pokazuje zdehumanizowany świat pozbawiony nadziei, w którym nawet Furiosą, od najmłodszych lat wprowadzoną na 'drogę gniewu' targają głównie negatywne emocje. Dokonywany przez nią akt zemsty odarty został z wszelakich romantyczno-oczyszczających właściwości, a mityczna wizja powrotu do domu pozostaje boleśnie utopijną fantazją. Anya Taylor-Joy jest przy tym inną Furiosą niż Charlize Theron, ale sprawdza się w tej roli bardzo dobrze. Ma charyzmę, a buntownicza swada wręcz wpisana jest w mimikę twarzy aktorki. 

 

Film Millera bywa też przesadzony i karykaturalny. Dementus Hemswortha jest kreskówkowo wręcz przerysowany, a postacie drugoplanowe przezroczyste, bo ukryte za Furiosą, jej dojrzewaniem i życiową misją. Spektakularne sceny akcji w pustynnym piachu i na pełnym gazie oglądaliśmy w "Fury Road", więc tu nie robią już takiego wrażenia, choć ciągle to efekty naprawdę specjalne i brawurowe. Niech nie umknie jednakowoż ważna kwestia - w kategorii prequeli "Furiosa" to pozycja absolutnie kapitalna. Szukająca świeżych bodźców, innych perspektyw, w końcu - nadająca nowych znaczeń pod względem fabularnym późniejszemu poprzednikowi. 

 

Oddajmy też, co należy twórcowi nowej sagi z uniwersum Mad Maxa. George Miller swoje lata na, a jednak wciąż ma młodzieńczy zapał, heavymetalową energię i niewyczerpane pokłady fantazji, by w ramach rozrywkowego kina akcji proponować coś innego nie tyle w kwestii fabularnych schematów, ale wizji szalonych i odważnych, których po wyjściu z kinowego seansu nie da się zapomnieć. 

 

Zwiastun: