Druga zaraza we wsi Karatas

Data:
Ocena recenzenta: 7/10

Patrząc na filmografię Adilkhana Yerzhanova, najciekawszym punktem na mapie współczesnego Kazachstanu musi być wieś Karatas. Reżyser regularnie powraca do tej miejscowości w swoich fabułach, odnajdując w tych banalnych krajobrazach idealne miejsce dla swoich opowieści. Jedna, szrutowa droga, kilka mało imponujących domostw, frywolnie rosnąca trawa, niewielkie pagórki, w letnich porach palące słońce i masa barwnych jednostek - niby wieś spokojna, ale w "Herd Immunity" Karatas okazuje się rządzić zasadami rodem z amerykańskiego Dzikiego Zachodu. Selkeu (Daniyar Alshinov) to lokalny detektyw, krętacz i hulaka. Sam przyznaje, że pieniądze pożyczał już od każdego mieszkańca i niespecjalnie ma zamiar kiedykolwiek je zwrócić. Marzy o wyjeździe do sąsiedniej stolicy Biszkeku i na to dalej zbiera fundusze wciągając ludzi w różne, małe przekręty. W wolnym czasie, którego ma najwyraźniej całkiem sporo, rozwija własną grupę muzyczno-taneczną. Chce rytmicznym krokiem przejść przez życie, ale niespodziewanie obowiązki służbowe przypomną mu o jego pracy. Karatas nawiedza bowiem już druga zaraza w filmach Yerzhanova - tym razem to pandemia covid-19.

Kwarantanny, obostrzenia, izolacje zaczynają dokuczać nawet kazachskiej prowincji. Selkeu - z braku zasobów ludzkich - staje się częścią grupy, która ma walczyć z pandemią, minimalizując jej skutki. Chodzi przede wszystkim o odnajdywanie tych potencjalnie zarażonych i izolowanie ich od reszty. W skorumpowanym Karatas, gdzie wszyscy naginają zasady i prowadzą szemrane biznesy, nikt nie życzy sobie inspekcji i kontroli. Tym bardziej przydają się społeczne umiejętności Selkeu, który z prawdziwą wirtuozerią potrafi manipulować i bajerować. W oczach stróżów prawa wydaje się skuteczny, ci drudzy sądzą natomiast, że mężczyzna rozwiązuje ich nowe, pandemiczne problemy. Jakaś kolizacja wydaje się nieunikniona tym bardziej, że coraz bardziej niezadowolony z sytuacji staje się najpoważniejszy, tutejszy gangster.

"Herd Immunity" to zaczepnie zabawny komentarz do aktualnej sytuacji perfekcyjnie wpisany w ramy narracyjnego uniwersum Yerzhanova, w którym zawsze pojawiają się drobne cwaniaczki, skorumpowani urzędnicy i bezwględni przestępcy, a czyste, wiejskie powietrze zdaje się być mocno toksyczne. W filmie bez trudu rozpoznajemy znane twarze z poprzednich dzieł reżysera - Alshinov to przecież narwany bokser z "Walki Atbaia", Nurbek Mukushev - szef policji z "Właścicieli", Assel Sadvakassova uwalniała siostrę ze szponów patriarchatu w rytm przeboju Donny Summer w "Ulbolsyn". Yerzhanov nie jest być może najefektowniejszym z reżyserów, ale ale jego surowy, a jednocześnie lekki styl potrafi być zarówno poetycki i komediowy. To nigdy nie są przesadnie skomplikowane historie, a jednak są w nich z gracją przemycane głębsze prawdy o świecie i ludziach, w których przejrzeć się może nie tylko kazachska prowincja.

 

Film prezentowany w ramach Konkursu Głównego 25. Festiwalu Filmowego w Tallinnie