Krew, pot i łzy

Data:
Ocena recenzenta: 7/10

Dramat sportowy to we współczesnym kinie zarówno wyjątkowo wdzięczny gatunek ("scenariusze piszą się właściwie same"), ale też łatwo poddający się schematom i uproszczeniom dla osiągnięcia prostych efektów. Takie historie, bez zbędnego komplikowania i nakładania warstw znaczeniowych, zazwyczaj potrafią widza zaangażować i nierzadko poruszyć. Debiutująca w pełnym metrażu Lauren Hadaway nie poszła żadnym przetartym szlakiem, a wręcz przeciwne - ostro skręciła w wyjątkowo ciemną uliczkę, którą ostatnio poruszał się w "Czarnym Łabędziu" Darren Aronofsky.

"Nowicjuszka" to iście Cronenbergowski dramat sportowy, którego głównym tematem jest obsesja doskonałości, rywalizacji, bycia najlepszą. Znakomita Isabelle Fuhrman wciela się w rolę studentki pierwszego roku, która sens akademickiej egzystencji odnajduje  w ciągłym stawianiu sobie najtrudniejszych wyzwań. Jeden z najbardziej wymagających fakultetów to za mało, a studenckie życie ze swoimi rytuałami, bractwami, imprezami także szybko dziewczynę znudziło. Dopiero idealną pożywkę dla własnych paranoi i fiksacji Alex odkryje w uczelnianej drużynie wioślarskiej. To sport z gatunku tych trudnych i wyczerpujących, a Hadaway jego ciężar pozwala nam odczuć niemalże na własnej skórze. Prowadzonej przez Todda Martina kamerze nie umknie żadna kropla potu czy krwawiący odcisk. Zawsze będziemy nienaturalnie wręcz blisko Alex, a precyzyjniej - blisko jej ciała, wystawianego na nieludzki wysiłek, obolałego i okrutnie eksploatowanego.

W filmie miesza się brutalna rzeczywistość dyscypliny, która wymaga morderczych, siłowych treningów i stawiania się na treningach o nieprzyzwoicie wczesnych godzinach oraz w każdych warunkach pogodowych z projekcją wizji siebie w tym środowisku - śnionym na jawie koszmarem. To body horror, w których szlachetne, sportowe wartości jak duch rywalizacji i przekraczanie własnych barier są ich ponurą karykaturą. Ścigając się z najlepszymi, bardziej doświadczonymi, zdolniejszymi, bohaterka zmierza prostą drogą do samodestrukcji zarówno cielesnej, jak i psychicznej. Aż trudno uwierzyć, że ten niepokojący, niespokojny film, na którym można spocić się prawie tak samo jak ta rozkołysana emocjonalnie dziewczyna, wyszedł spod ręki debiutantki po drugiej strony kamery. Lauren Hadaway - zapamiętujemy to nazwisko.