Moje Nowe Horyzonty: Dzień 6

Data:


KOŃ TURYŃSKI
reż. Béla Tarr
PANORAMA

Jakby nie patrzeć - prawie arcydzieło. Minimalistyczne, czarno-białe kino o końcu świata, człowieka, Boga, pokazane w iście biblijnej konwencji. Oto bowiem ów koniec u Tarra to nic innego jak jego tworzenie, tyle że wspak. Dnia pierwszego ludzka cywilizacja ma się całkiem zwyczajnie, by dnia szóstego, gdy to Bóg kończył dzieło kreacji, Tarr ukazał jego mroczny koniec. Węgierski mistrz jest tyleż sugestywny i absolutny, ile w gruncie rzecz banalny (stąd prawie arcydzieło). Jego metafora, co podkreśla sam reżyser, jest prosta i czytelna - wszystko jest w filmie (w przekonaniu Tarra dziele perfekcyjnym i genialnym), nie ma więc miejsca na dopowiadanie, autorskie interpretacje i wątpliwości. Niedawno u von Triera koniec cywilizacji był lekiem na depresję, u Tarra jest on zaś tylko (albo aż) końcem wszystkiego, pustką, ciemnością, ciszą. Ascetyzm i wiejska chata zmiażdżyły tym samym majestatyczne, niebieskie ciało z kosmosu. Jak na ponoć swój ostatni film, Tarr zakończył własną filmografię szalenie mocnym akcentem.

NAGRODA
reż. Paula Markovitch
MIĘDZYNARODOWY KONKURS NOWE HORYZONTY

Rzeczywistość totalitarnego państwa z punktu widzenia małej dziewczynki. Cecylia wraz z matką przenosi się na argentyńską prowincję, najprawdopodobniej uciekając przed służbami reżimu, które schywytały już ojca i jakichś, innych członków ich rodziny. Dziecko biega po wietrznej, zachmurzonej plaży i chodzi do szkoły, rozumie, że grozi jej niebezpieczeństwo, ale, jak to dziecko, nie do końca pojmuje, o co w tym wszystkim chodzi. Buntuje się preciwko żyjącej w permanentnym poczuciu strachu matce. Dzieci z defincji mają w sobie coś urzekającego i rozczulającego, więc okrucieństwo rzeczywistości dorosłych w zestawieniu z ich prostolinyjnym, nieskomplikowanym światem musi mieć pewną siłę oddziaływania. Paula Markovitch zrobiła ładny film, pozbawiony ostentacyjnego dramatyzmu i krzyczącej martyrologii, a przy tym refleksyjny i całkiem przejmujący.

POZA SZATANEM
reż. Bruno Dumont
RETROSPEKTYWA: BRUNO DUMONT

Bruno Dumont, jakiego znamy i mniej lub bardziej uwielbiamy. Malownicza prowincja oraz jej dziwni, nieatrakcyjni mieszkańcy tworzą tradycyjną, dumontowską przestrzeń do konfrontacji dobra i zła, przyziemnego człowieczeństwa i nadludzkich pierwiastków, do refleksji na temat wiary i religijności. Fabularna abstrakcja, sceny bez kontekstu, szerokie plany - 100% Dumonta. Kluczem do odczytywania metafor Francuza, jak zwykle, jest tytuł, ale wiadomo, że w przypadku tego reżysera nie możemy oczekiwać jasnych, prostych odpowiedzi na kwestie, które w filmie zostają dotknięte czy też poruszone. Centralna postać "Poza Szatanem", bezimienny mężczyzna, jest trochę jak Jezus, stawiający czoła złu, jakie napotyka na swojej drodze. Skojarzenia z głównym bohaterem "Ludzkości" są zatem jak najbardziej na miejscu. Zresztą najnowsza fabuła Dumonta stanowi w gruncie rzeczy repetycję wielu wątków z "Ludzkości" właśnie, dlatego też niczym nie może zaskoczyć widzów zaznajomionych z twórczością Francuza. Zaś tych, którzy od "Poza Szatanem" swoją znajomość z Dumontem postanowią zacząć, może to być naprawdę trudna przeprawa.

W IMIENIU DIABŁA
reż. Barbara Sass
KONKURS NOWE FILMY POLSKIE

Kontrowersyjne wydarzenia z klasztoru Betanek (kiedy to grupa zakonnic zamknęła się w klasztorze i postanowiła na swój własny, sekciarski sposób oddawać się Bogu) stają się dla Barbary Sass podstawą dla stworzenia uniwersalnej opowieści o mechanizmach manipulacji. Reżyserka skupia się więc na relacjach siostry przełożonej z jedną z młodych sióstr - dramatycznie dotkniętej przez los osoby, której zakonna egzytencja niegdyś przywróciła równowagę w życiu. Dziewczyna będzie więc przechodzić przez wszystkie, podręcznikowe stadia manipulacji, poddając się woli i słowom przełożonych, do czasu gdy zda sobie sprawę, w jak zakłamanych środowisku funkcjonuje. Poprawne kino i nic poza tym.

Wydaje mi się jednak, że Ludzkość jest filmem o bierności, podczas gdy w Poza szatanem główny bohater podejmuje się wyznaczenia granic moralności. Swiat Ludzkości jest pod tym względem o wiele bardziej pozbawiony Boga. Oczywiście oba filmy są kwintesencją Dumonta, ale nie łączyłabym głównych bohaterów.

Bohaterowie są akurat bardzo podobni. Obaj czasem uosabiają i głównie szukają dobra w świecie najwyraźniej jego pozbawionym, szukają też punktów granicznych między złem a dobrem, starają się zrozumieć. Oczywiście mężczyzna z "Poza Szatanem" jest "Jesusem" dużo bardziej ambiwalentnym niż Pharaon z "Ludzkości". Pharaon zdaje się uosabiać dobro w najczystrzej postaci, ale to mężczyzna z PS dokonuje cudu.

Ciężko mi właśnie zobaczyć Pharaona jako 'Jezusa'. Dla mnie on jest niemocą. Wobec otaczającego go zła kuli się w ciszę. Zło go przeraża, ale nie dysponuje żadną mocą, żeby je zwalczać. Natomiast mężczyzna z PS nie pozostaje bierny.

Ten biblijny Jezus jest przecież postacią szalenie bierną, czego egzemplifikacją jest droga krzyżowa. Niesprawiedliwe jest jednak nazywanie Pharaona biernym, bo gdy taki był, poddałby się zalotom Domino np. Pharaon ponadto na końcu wykonuje iście jezusowy gest w stronę mordercy. Mężczyzna z PS uzdrawia i zabija, czyni więc dwie, totalnie przeciwstawne rzeczy. Dumont chyba traktuje postać biblijnego Jezusa jako plastyczną figurę retoryczną i dowolnie ją przerabia - raz jest to postać jak w PS, innym razem ktoś taki jak Pharaon.

Gdyby w każdym pocałunku szukać Judasza, dużo by było tych Jezusów.
Ale nasza różnica zdań prawdopodobnie sprowadza się do różnego rozumienia biblijnego Jezusa. Dla mnie on jest postacią bardzo ambiwalentną, dlatego jestem skłonna przyznać postaci w PS pewną 'boskość', natomiast Pharaon wydaje mi się kompletnie zagubiony. Nie wskazuje właściwej drogi nawet sobie.
Ale w Ludzkości nie rozumiem tylko sceny, gdzie Pharaon lewituje w ogródku, może więc czegoś nie dostrzegam.

Taki spoko dzień. Trzy browary i kimono.

Dodaj komentarz