Profil użytkownika doktorpueblo

Krabi, 2562 (2019)

Anocha Suwichakornpong kręci świetne filmy i nie wiem, czemu - niestety - bierze do współpracy Bena Riversa, żeby było "lżej". Te, powiedzmy, komediowe elementy kompletnie do mnie nie trafiają; bez nich film mógł być fantastyczny.

DAU. Natasha (2020)

Trudno oceniać cały wielki projekt, którego się nie zna (bo nie jest jeszcze ukończony). Oceniam wyłącznie ten jeden film, a jako zamknięta całość... nie jest to do końca przekonujące.

Vitalina Varela (2019)

Ależ to jest pięknie sfotografowane! Chyba jeszcze nie widziałem tak czarnego filmu, tak fantastycznie oświetlonego. Nie ma sensu oglądać tego na kiepskim odbiorniku, z szarościami zamiast "blacków".

Eden (2020)

Za długi. Ale końcowa scena cudowna!

David Attenborough: Życie na naszej planecie (2020)

Zdjęcia w większości znane z wcześniejszych produkcji BBC a wywód dość oczywisty. Film rekomendowałbym do puszczania w szkołach.

Lubow - miłość po rosyjsku (2017)

W porządku, ale siły rażenia książek Aleksijewicz to nie ma.

Kult Film (2019)

Otrzymujemy tu bardzo prawdziwy obrazek funkcjonowania zespołu i jego fanów, tylko że ceną tej "prawdy" jest nuda - co mnie obchodzi, kto siedzi na którym miejscu w busie? W pewnym sensie ten dokument to spore osiągnięcie, bo nudniej się chyba o Kulcie nie da opowiedzieć.

Pięciu braci (2020)

Już "Czarne Bractwo" było trochę niezborne, tu jest jeszcze gorzej. Nie wiem, czy swoista naiwność i "serialowość" tego filmu, to efekt zamierzony, czy też dowód na to, że Spike ma na głowie szczytniejsze cele niż po prostu sprawne opowiadanie historii.

Terminator: Mroczne przeznaczenie (2019)

Tylko Arnold prezentuje się tu godnie, reszta kompletnie bez sensu.

A Dog Called Money (2019)

Gdyby wyciąć komentarze PJ Harvey z offu, byłby to dokument niemal bez wad. Zdjęcia z Afganistanu czy Kosowa fantastyczne.

Pollywood (2020)

Ciekawy temat (najważniejsi założyciele Hollywood pochodzili z Polski) zniszczony przez fatalny gonzo pomysł reżysera na autokreację. Miało być chyba śmiesznie, ale przez mizerny angielski było częściej żenująco.

Można panikować (2020)

Skoro prof. Malinowski nie owija w bawełnę w kwestiach, na których się zna, to ja też nie będę owijał w bawełnę - ten dokument jest kompletnie do bani. Główny przekaz Profesora jest taki, że w kwestii klimatu nie chodzi o opinie, tylko o twarde naukowe fakty. No to ja się pytam - gdzie te fakty?! Słyszymy tylko i wyłącznie (umiarkowanie sprawną) retorykę, czyli dokładnie to samo, czym raczą nas zwolennicy odmiennego poglądu. A zamiast danych oglądamy przez długie minuty zdjęcia profesora z dzieciństwa. Nuda i amatorka (niestety...).

Pokój saren (1997)

Zapomniane arcydzieło Lecha Majewskiego.

Mowa ptaków (2019)

Chaos i histeria są wpisane w filmy Żuławskich, trzeba je brać z dobrodziejstwem inwentarza. Ale ten polityczny kabaret i pretensjonalne popisywanie się nazwiskami z listy maturalnych lektur można sobie było darować.

Jutro albo pojutrze (2018)

Polski dystrybutor wyrządza krzywdę temu filmowi po pierwsze poprzez nijaki tytuł, po drugie przez opis sugerujący, że to jakaś wyluzowana opowiastka o deskorolkowcach. A tymczasem mamy do czynienia z jednym z lepszych dokumentów ostatnich lat, bardzo poważną (a przy okazji fantastycznie zmontowaną) opowieścią o przemocy w rodzinie i jej konsekwencjach, z którymi mierzyć trzeba się przez całe życie.

Ave Satan? (2019)

Wreszcie jakiś Kościół, do którego mógłbym należeć. Estetyka trochę kiczowata, ale zasady wiary bardzo w porządku.

Nieoszlifowane diamenty (2019)

Piekło zamarzło - Adam Sandler umie grać. Kolejny film, którym bracia Safdie udowadniają talent i oryginalność. Jedyny drobny minus to fakt, że główny bohater jest nieco podobny do bohatera Good Time.

Bardzo dziki kraj (2018)

Gorąco polecam ten miniserial dokumentalny (dostępny na Netflixie). Trudno uwierzyć w tę historię, mimo że wszystko jest świetnie udokumentowane. I trudno po jej obejrzeniu nie spierać się o to, czym jest prawo, wolność, demokracja, prawda, prawo do własnej kultury/religii itp.

Czarownica 2 (2019)

Można by tę kiczowatą, przesłodzoną bajeczkę uznać za typowy Disneyowski produkt dla dzieciaków, gdyby w tym całym kolorowym do wyrzygania świecie nie pojawiła się nagle ni stąd ni zowąd scena nawiązująca do gazowania Żydów w Auschwitz. Oczywiście z wesołymi skrzacikami w tle. Na bazie tych faktów wnioskuję, że film jest dziełem osoby o poważnych zaburzeniach umysłowych.