Najlepsze filmy 2021: 25 - 11

Data:

2021 to kolejny rok pandemii, ale już rok w kinie. Odżyły wielkie i mniejsze festiwale, a i klasyczny obieg wrócił do łask. Bez wątpienia widać jednak zmianę, pozycja największych serwisów VOD stała się dużo silniejsza, również w filmie artystycznym.

25. Psie pazury, reż. Jane Campion

Najodpowiedniejszym słowem do opisania najnowszego filmu Jane Campion jest „retro”. Western to przecież gatunek zdecydowanie niedzisiejszy. Reżyserka Fortepianu ożywia go jednak swoją wrażliwością i niezrównanymi umiejętnościami inscenizacyjnymi. Psie pazury robiłyby piorunujące wrażenie, gdyby powstały pięć, sześć dekad temu. Teraz zawisły nieco w próżni. To wciąż jednak film świetnie zagrany i sfotografowany.

Recenzja

 

24. Pieniądze dla was, mi wystarczy zemsta, reż. Edwin

Edwin przyjechał do Locarno z filmem nietypowym nie tylko dla profilu festiwalu, ale i dla swojej twórczości. Pieniądze dla was, mi wystarczy zemsta to przede wszystkim hołd dla klasycznego kina akcji z Azji Południowo-Wschodniej. To dynamiczny film o kopaniu innym tyłków, ale też i o kryzysie męskości. Wątek tak niespotykany w tym gatunku, że aż szokujący. Jednocześnie jest obraz ciekawie zrytmizowany, zmontowany z dużą swobodą i wzbogacony ciekawą ścieżką dźwiękową.

 

23. Na księżyc, reż. Tadhg O'Sullivan

Wideoesej o Księżycu? Czy może być coś lepszego? Tadhg O'Sullivan tka swoją odę do srebrnego globu przede wszystkim z archiwaliów. Przygląda się księżycowym mitom, opowieściom i pieśniom. Irlandzki reżyser okazał się świetnym przewodnikiem po kultorowej historii lunarnej.

 

22. W drogę!, reż. Panah Panahi

W drogę! pokazuje, że niekiedy jabłko pada daleko od jabłoni. Panah Panahi to syn Jafara Panahiego, ale filmowo należy do innej rodziny. Jego debiut mało ma w sobie powagi, mimo że i w nim jest polityczność. W drogę! bliżej do filmów Majida Majidi, znanych z tego, że ich bohaterami są dzieci. Niekwestionowaną gwiazdą jest tu młody aktor Rayan Sarlak, którego bohater jest chodzącym chaosem. Najmłodszy członek nietypowej, szalonej rodziny pozostaje najważniejszy i to on niesie tę żywiołową komedię drogi.

 

21. Who is Sleeping in Silver Grey, reż. Liao Zihao

Liao Zihao zaprezentowała w Tallinnie jeden z najpiękniejszych debiutów sezonu. Czarno-białe zdjęcia zachwycają urodą, ale równie ważna jest towarzysząca im poetycka fabuła. To enigmatyczna, opowiedziana nie wprost historia zarówno o kobiecym doświadczeniu, jak i Chinach czasów przemian. Kobiet za kamerą nigdy za mało, tym bardziej takich, które wybierają niełatwą ścieżkę kina autorskiego.

Recenzja

 

20. Memoria, reż. Apichatpong Weerasethakul

Pierwszy pełnometrażowy film Apichatponga Weerasethakula zrealizowany poza Tajlandią był lekkim rozczarowaniem. Mówimy jednak o jednym z najwybitniejszych współczesnych reżyserów, więc nakręcona w Kolumbii Memoria wciąż jest intrygującym kinem. W końcu kto inny zabrałby Tildę Swinton do dżunglii na poszukiwanie orchidei i prześladujących ją niezwykłych dźwięków. Twórca Cmentarza wspaniałości zaproponował oniryczną historię, która powoli przelewa się przez ekran. Wszystko jest tu pozornie takie jak w poprzednich filmach, ale tym razem Weerasethakul śni sny ludzi oderwanych od swojej ziemi, którzy muszą zmierzyć się z wyzwaniami migracji, przede wszystkim tymi psychologicznymi.

 

19. Dry wind, reż. Daniel Nolasco

Mroczny przedmiot pożądania ma na imię Maicon i nagle pojawia się w małej miejscowości w stanie Goias w Brazylii. Przybycie przystojnego nieznajomego burzy spokój Sandra, pracownika fabryki nawozów w średnim wieku. Vento seco to kolejny film o pożądaniu, ale za to jak zrealizowany. Nolasco nie boi się queerowej estetyki, sięgając nie tylko po obrazy z repertuaru Tom of Finland, ale też oferujący zmysłowe, pełne kolorów ujęcia. To prowokacyjny debiut, zrealizowany tak, jakby hamulce były dla słabszych reżyserów.

 

18. Odbicie, reż. Walentyn Wasjanowicz

Walentyn Wasjanowicz to przedstawiciel wymierającego gatunku wschodnioeuropejskich reżyserów-inteligentów. Cały swój film buduje na wizualnej metaforze odbicia. Serhija, chirurga z Dniepropietrowska, od konfliktu na wschodzie Ukrainy oddziela szyba. Dopóki patrzy na wojnę dzięki zapośredniczonym obrazom cały czas widzi siebie. Wasjanowicz już Atlantydą udowodnił, że potrafi twórczo wykorzystać styl znany z filmów Andrieja Tarkowskiego i tym razem idzie tą samą drogą. Każdy obraz jest tu wysmakowany, ale też istotny, bo pełen znaczeń.

Recenzja

 

17. Anatomia czasu, reż. Jakrawal Nilthamrong

Jakrawal Nilthamrong nakręcił film, w którym wykorzystuje historię swojej matki. Akcja obejmuje kilka dekad, jednak to nie rozbudowana rodzinna saga, a kino, którego najważniejszym tematem jest czas. Kilka linii czasowych przeplata się ze sobą tworząc osobistą historię. Kolejność zdarzeń nie jest istotna, liczą się przede wszystkim emocje, które są następnie przywoływane, zaburzając chronologię.

 

16. Neptune Frost, reż. Anisia Uzeyman, Saul Williams

Oglądając Neptune Frost można odnieść wrażenie, że jest w nim wszystko. Musical, kino antykolonialne, dramat społeczny, science fiction, szamanistyczne fantasy? Jak najbardziej i jeszcze więcej. Na pierwszy rzut oka widać, że autor scenariusza ma dyplom filozofii z amerykańskiej uczelni, ale to jeszcze nie zbrodnia. Tym bardziej, że wizualnie to film ciekawy, flirtujący z afrofuturyzmem lat 70. Neptune Frost potrafi przytłoczyć, ale to unikatowe kino, którego ambicją jest łączenie przeciwieństw.

Recenzja

 

15. Przystanek - Ziemia, reż. Kateryna Goronostai

Bycie nastolatkiem jest trudne, ale nakręcenie dobrego filmu o młodych ludziach jeszcze trudniejsze. Ta sztuka udała się Katerynie Goronostai. W Przystanku - Ziemia nie ma fałszu, który czuć w wielu produkcjach okołonetfliskowych. Reżyserka sięgnęła po paradokumentalny styl, żeby opowiedzieć o pierwszych miłościach i szkolnych dramatach. Widać, że Goronostai spędziła z nastolatkami sporo czasu, co dało rzadko spotykany efekt intymności. Nawet mimo tego, że opowiada o sprawach, na które nieco starsi ludzie nie mogą patrzeć bez lekkiego zażenowania.

 

14. Animals, reż. Nabil Ben Yadir

Jeden z najtrudniejszych seansów i jeden z najbardziej potrzebnych filmów ubiegłego roku. Animals jest o tym, że homofobia potrafi zabijać. Nabil Ben Yadir sięgnął po prawdziwą historię, żeby pokazać jak cienka jest granica między człowiekiem, a bestią. Świetnie sfotografowany film o eleganckim, klarownym scenariuszu, a jednak pozostawia po sobie poczucie winy z powodu samego oglądania obrazów przemocy.

Recenzja

 

13. W pętli ryzyka i fantazji, reż. Ryûsuke Hamaguchi

Ryûsuke Hamaguchi w tym roku pokazał swoje filmy na dwóch dużych festiwalach filmowych i to ten prezentowany w Berlinie był lepszy. W pętli ryzyka i fantazji składa się z trzech części, każda na nieco inny temat, ale wszystkie łączą delikatny humor z melancholią. Wyjątkowo urocze, lekkie kino. Bez pretensji do zmieniania świata, ale też niepozostające na niego obojętne.

 

12. Saloum, reż. Jean Luc Herboulot

Najciekawszy film konkursu głównego Warszawskiego Festiwalu Filmowego oczywiście wyjechał bez nagrody. Tym większa szkoda, że to kino akcji nie tylko obłędnie stylowe, ale też inteligentnie opowiedziane. Jean Luc Herboulot zainspirował się wizualną intensywnością spaghetti westernów i zaaplikował ją w Saloum. Efekt jest niezwykły, zwłaszcza biorąc pod uwagę kraj pochodzenia. Zachodnia Afryka jeżeli była do tej pory znana z kina gatunkowego, to raczej z takiego, które łatwo rozpoznać po niskim budżecie. W Saloum tego w ogóle nie widać. To wystawne, bogate narracyjnie i wizualnie doświadczenie.

 

11. Intregalde, reż. Radu Muntean

Jedno z największych zaskoczeń, jakie zgotowało rumuńskie kino w ostatnich latach. Radu Muntean wodzi widzów za nos obiecując kino grozy. Każda gatunkowa klisza zostaje jednak odwrócona, a najbardziej zaskakujące okazuje się to, co najzwyczajniejsze i najmniej dramatyczne. Intregalde to nie tylko odtrutka na banał horroru, ale też stereotypowe miejskie spojrzenie na wieś.

Recenzja