Nos do sztuki

Data:
Ocena recenzenta: 7/10

Nos Nikołaja Gogola, kilkanaście stron historii o części ciała, który zyskała świadmość i oddzieliła się od człowieka, posłużył Andriejowi Chrżanowskiemu do opowiedzenia o blisko 150 latach rosyjskiej kultury. Od dziewiętnastowiecznego romantyzmu, przez awangardę, stalinizm, po współczesność. Przedsięwzięcie ambitne, ale dzięki równie wysoko mierzącej animacji jednak spełnione.

Wszystko zaczyna się na zachodzie Imperium, czyli na Ukrainie, skąd pochodzi Nikołaj Gogol. Jego literacki talent zostaje dostrzeżony i pisarz trafia do Petersburga. Doświadczenie życia w stolicy owocuje Nosem – groteskowym opowiadaniem opublikowanym w Sowriemienniku wydawanym przez Aleksandra Puszkina. Chrżanowski widzi w tym krótkim tekście źródło, z którego będą czerpać kolejne pokolenia odmieńców, artystów albo awangardowych, albo po prostu mających odwagę nie maszerować równym rytmem. Po Nos sięga Dmitrij Szostakowicz, aby stworzyć modelową radziecką operę. Libretto napisane razem z Jewgienijem Zamiatinem, Aleksandrem Preisem i Gieorgijem Joninem miało być satyrą na czasy carskie. Bardziej szokująca od tematu jest jednak awangardowa forma muzyczna, mająca niewiele wspólnego z klasycyzującą harmonią. Jak przystało na rosyjskiego awangardzistę kompozytor posłużył się montażem łącząc ze sobą różne style muzyczne.

Tak jak Gogol jest początkiem, tak opera Szostakowicza jest dla filmu punktem węzłowym. Od niej odchodzą kolejne wątki. Pozwala opowiedzieć o teatrze czasów stalinowskich, ale też o pozycji wszystkich odmieńców, takich jak Michaił Bułhakow, którego sztuki trafiały do przepastnych szuflad dyrektorów teatrów. Inna nić biegnie ku Wsiewołodowi Meyerholdowi – tytanowi rosyjskiej sceny. Twórca koncepcji biomechaniki miał wyreżyserować Nos. Do premiery nigdy nie doszło, jednak  reżyser służy w tej historii do pokazania czym mogło grozić bycie geniuszem w Związku Radzieckim. Wybitni artyści ryzykowali więzieniem i śmiercią. Taki los spotkał Meyerholda, obok Konstantina Stanisławskiego najwybitniejszego rosyjskiego twórcę teatralnego. Został oskarżony o szpiegostwo. W wyniku tortur przyznał się do winy, a następnie został rozstrzelany. Nie był jedyny. Film przedstawia twarze i nazwiska wielu innych m.in. Osipa Mandelsztama, Isaaka Babla czy Warłama Szałamowa. Chrżanowski pokazuje, że historia awangardowej literatury, muzyki czy sztuki to też przede wszystkim opowieść o śmierci, wygnaniu i więzieniu.

Oglądając Nos… trzeba pamiętać, że reżyser korzysta z tej samej metody twórczej co jego bohaterowie, czyli kreacyjnego montażu. Nie bez powodu wykorzystane zostały tu fragmenty Pancernika Potiomkina Siergieja Eisensteina – ucznia Meyerholda. Chrżanowski posługuje się gogolowską groteską i chociaż jest bardzo precyzyjny w doborze obrazów, to nie zawsze trzyma się faktów. Warto też podkreślić, że nie każda wizualna zbitka jest równie dobra. Najwięcej zastrzeżeń można mieć do lotniczej klamry kompozycyjnej, która zupełnie niepotrzebnie kieruje film w kierunku hagiograficznego lotniska. Artystyczna konsekracja dokonywana jest metodami znanymi z dzieł klasyków awangardy, więc ten samolot w końcu szczęśliwie ląduje.