Opowieść wigilijna

Data:
Ocena recenzenta: 6/10

Ponad dwadzieścia lat po śmierci Diana znów staje się pierwszoplanową bohaterką popkultury. Ożywione zainteresowanie to przede wszystkim zasługa serialu Netflixa i megxitu. Nic więc dziwnego, że w 60 rocznicę urodzin księżnej powstają też bardziej artystyczne wersje tej historii, takie jak Spencer Pablo Larraina.

Realizacyjny koncept jest intrygujący, początkowe napisy obiecują „baśń opartą na prawdziwej tragedii”. Historii blisko jednak do gotyckiego opowiadania grozy. Akcja rozgrywa się w ciągu kilku dni świąt Bożego Narodzenia. Podobnie zamknięte pozostaje miejsce, sceną jest jedno zamczysko, Sandringham House i jego najbliższe okolice. Diana przyjeżdża tam spóźniona. Postanawia jechać bez ochrony i gubi drogę. Do rezydencji przybywa już po królowej. To pierwsze z serii przekroczeń protokołu. Księżna jednak nie walczy ze skostniałym systemem. Jest w złym stanie psychicznym i stara się przetrwać. To zadanie nie należy do najłatwiejszych, zwłaszcza dla kogoś, kto ma zaburzenia odżywiania. Tuż za drzwiami na każdego członka rodziny królewskiej czeka waga. Zgodnie z tradycją służy sprawdzeniu czy Święta były udane. Po kilku dniach wszyscy powinni wyjść z pałacu ciężsi. Dla Diany ciąg posiłków to też niekończące wizyty w toalecie, gdzie zwraca jedzenie. Siłę znajduje jedynie w rozmowach z synami i z zaufaną garderobianą.

Spencer nie jest tytułem przypadkowym. Larrain stara się w ten sposób wyrwać swoją bohaterkę z rodziny królewskiej, nadać jej podmiotowość. W tej optyce nie może być tylko dodatkiem do królowej i jej potomstwa. Diana tworzy własną rodzinę. Dlatego w filmie Elżbieta II mówi zaledwie kilka kwestii. Poza główną bohaterką widzowie usłyszą przede wszystkim jej dzieci i służbę. Właściwie tylko tych, którzy są lub byli Dianie przychylni. Boże Narodzenie służy księżnej do zrozumienia, że tacy ludzie istnieją i podjęciu decyzji o wyrwaniu się na wolność.

Film twórcy Emy łatwo byłoby odrzucić zarzucając mu koniunkturalizm. Na pewno niegasnące zainteresowanie brytyjską rodziną królewską i upływające w tym roku 60 urodziny Diany wskazują na znalezienie sposobu na łatwy zarobek. Spencer broni się jednak stylem. Wizualnie to kino bardzo wyrafinowane, posługujące się niezwykle efektownymi, ziarnistymi obrazami. To chyba najlepsza praca operatorska Claire Mathon, a przecież mówimy o autorce zdjęć do takich filmów jak Portret kobiety w ogniu czy Nieznajomy nad jeziorem. Muzyka też nie należy do najbardziej oczywistych. Poza kilkoma gwałtownymi wejściami popu z epoki w ścieżce dźwiękowej słychać przede wszystkim niepokojące, jazzowe utwory. Larrain potwierdził swój talent inscenizacyjny, tworząc z niepozornych zdarzeń sceny godne kina grozy. Dość powiedzieć, że najbardziej pamiętną sekwencją jest konfrontacja Diany nie z królową czy Karolem, a z zupą krem.

Świetna realizacja nie jest w stanie przykryć jednak faktu, że najsłabszym ogniwem pozostaje Kristen Stewart. Odegrała przyzwoitą rolę, mimo wszystko brakuje w jej Dianie większej głębi, czegoś, co naprawdę wyrwałoby ją z jej popkulturowego obrazu. Przez to Spencer skutecznie działa przede wszystkim w kontekście. Ta część widowni, która żyje mitem brytyjskiej rodziny królewskiej może być poruszona tak daleko idącym odbrązowieniem. Dla reszty zostaje szereg wyjątkowo estetycznych obrazów.