Pamięć i matematyka

Data:
Ocena recenzenta: 8/10

Nowe Hollywood kontratakuje – tak najłatwiej podsumować The Card Counter Paula Schradera. Autor scenariusza Taksówkarza znów pokazuje, że amerykańskie kino głównego nurtu ani nie potrafi, ani nie chce podejmować tematów naprawdę ważnych. Ktoś musi zrobić to za nie i powinna to być osoba nieprzesadnie skrępowana komercyjnymi więzami. Tylko w ten sposób może powstać kinowy wyrzut sumienia. Jednocześnie nieprzyjemny i olśniewający.

The Card Counter rozpoczyna chwyt znany z klasycznych amerykańskich filmów. Widzowie od razu dowiadują się jaki jest finał tej historii, muszą tylko poczekać na rozwój wypadków. Bez względu na to, w którym momencie rozpocząć opowiadanie sytuacja dramatyczna nie należy do typowych. Tytułowy bohater zajmuje się liczeniem kart zawodowo. Odkrył, że grając w blackjacka można manipulować grą na swoją korzyść, wystarczy liczyć karty pozostające w użyciu. Pozwala to na takie ustawienie rozgrywki, żeby nigdy na niej nie tracić. William Tell (Oscar Isaac) zadowala się niewielkimi wygranymi, jeździ od kasyna do kasyna, każde uszczuplając z małych sum. Apetytu na więcej nabiera dopiero kiedy spotyka Cirka, mierzącego się z życiowymi problemami syna jednego z żołnierzy służących w Abu Ghraib.

Główny bohater także byl zawodowym żołnierzem, a źródłem wszystkich wydarzeń w The Card Counter jest amerykański program rozszerzonych przesłuchań. Pod tym hasłem kryje się siatka więzień, w których osadzeni poddawani byli różnym wymyślnym torturom. Wszystko w ramach walki z terroryzmem. W specjalnych placówkach dochodziło do rzeczy strasznych, jednak ukarani zostali tylko szeregowcy, tacy jak William. Nikomu z dowództwa nie spadł z tego powodu włos z głowy.

William Tell to nietypowy weteran, ponieważ walczył nie z konkretnym wrogiem, a jego mirażem. Udział w programie tortur odziera go z przymiotów, którymi instynktownie obdarzamy żołnierzy. Bez względu na jego winę nie można nie zauważyć, że on też jest ofiarą. Więzienie wypchnęło go z normalnego życia. Zostały tylko jego atrapy, czyli kasyna. Jak się okazuje je można oszukać, aby utrzymywać się na powierzchni. Koszmar przeszłości podkreślają retrospekcje, w których obraz jest bardzo mocno zdeformowany. Nałożono na niego dość stereotypowy żółty filtr, kontrastujący z główną częścią filmu. Schrader wraz z operatorem Alexandrem Dynanem trzymają się realistycznej konwencji, jednak czasami ją naruszają i to nie tylko w retrospekcjach. Obraz stara się oddawać stan wewnętrzny bohaterów, co najlepiej widać w niezwykle kolorowej scenie randki. 

The Card Counter niesione jest na barkach Oscara Isaaca, to właściwie film jednego bohatera. Dla pochodzącego z Gwatemali aktora zagranie żołnierza nie jest pierwszyzną, jednak tym razem zamiast prezentować swoje fizyczne umiejętności mógł pochwalić się przede wszystkim dramatycznymi. Chciałoby się powiedzieć, że w końcu, ponieważ do tej pory Isaac nie dostawał ról na miarę swojego talentu. Świetną partnerką dla niego okazała się Tiffany Haddish, której do bycia tragiczną heroiną zdecydowanie daleko. Jest za to urodzoną artystką komediową, a jej wdzięk i niewątpliwy talent do czynienia wszystkiego zabawnym sprawiają, że ponury nastrój filmu zostaje nieco przełamany. Ostatnim wierzchołkiem aktorskiego trójkąta jest Tye Sheridan, który w tym zestawieniu reprezentuje młode pokolenie. Trudno nie zauważyć, że bez względu na talent aktora jego postaci poświęcono najmniej uwagi.

Geometryczne metafory są jak najbardziej zasadne do opisu filmu Schradera. Pod każdym względem to kino zrealizowane z matematyczną precyzją. The Card Counter nie jest obrazem otwartym na intuicję i żywioł, za to świetnie odnajduje się w pełnej kontroli. Zachowawczość, która w innych warunkach byłaby wadą, tu służy całości. W końcu reżyserowi Amerykańskiego żigolaka chodzi o to, aby coś powiedzieć. Wystarczy tylko zacząć słuchać.

Zwiastun: