Pasterz swej owczarni

Data:
Ocena recenzenta: 8/10

Czy kino może opowiedzieć o życiu człowieka? I to nie niezwykłej postaci, której biografia obfitowała w wydarzenia, a najprostszego z prostych. Mężczyzny, który zaczął życie jako pasterz, i jako pasterz je zakończy. Keman Kalev nie tylko udowadnia, że to możliwe, ale też pokazuje, jak ciekawym tworzywem dla filmowca jest zwyczajność.

Luty wbrew tytułowi rozpoczyna się w lato. Pierwszą część poświęcono dzieciństwu. Petar jest małym chłopcem, który pomaga swojemu dziadkowi wypasać owce. Są sami, daleko od wsi. Jedynie mężczyzna, dziecko, zwierzęta i rośliny.  W okolicy znajduje się też stara owczarnia, rozpadająca się budowla, która fascynuje chłopca. Przyciąga go rozkładem i śmiercią, wszystko wokół jest pełne życia, wręcz wybucha witalnością. Tajemnicza strefa, piękna, niezwykła, ale też przecież będąca przede wszystkim kontaktem z naturą przypomina Stalkera Tarkowskiego, z jego kontemplacją przyrody i niebezpiecznym pięknem obrazu.

Natura jest równie ważna w części środkowej, jednak spojrzenie na nią jest inne. Patrzy nie dziecko, a młody mężczyzna. Główny bohater żeni się, ale nie jest mu dane zostać w rodzinnej wsi z kobietą i zwierzętami. Dostaje powołanie do wojska i trafia do marynarki. Tresura ciała nie zrywa jego kontaktu z przyrodą. Znajduje się w zupełnie innym środowisku, zamiast pastwisk jest wyspa otoczona morzem, a w miejsce owiec wchodzą mewy. Obraz traci na tajemniczości, a zaczyna go przepełniać niemal erotyczne napięcie. Młodzi mężczyźni, woda i słońce. Skojarzenia z Piękną pracą Claire Denis są jak najbardziej zasadne, to film tej autorki pod względem wizualnym patronuje młodości głównego bohatera.

Najmniej zmysłowa jest trzecia część poświęcona wiekowi podeszłemu. Petar jest stary. Nie znajduje się już na wyspie. Wrócił na pastwisko, w góry, do stada swoich owiec. Rodzina znajduje się daleko, a za oknem pasterskiego domku leży śnieg. Zima nie przynosi życia, ona je odbiera. Główny bohater musi zmierzyć się z nadchodzącym końcem. Umiera jego siostra, a cykl życia w końcu się domknie i dla niego. W miejsce starca wejdzie chłopiec, chociaż tym razem tylko metaforycznie. Kemana Kaleva zainspirowało życie jego dziadka, pasterza. Reżyser nie tkwi już w łańcuchu pokoleń, który przekazywał los z pokolenia na pokolenie, ale oddaje mu hołd. Robi to w piękny, niezwykle dojrzały sposób. Luty wyreżyserowane jest po mistrzowsku. Kalev nigdzie się nie spieszy i pozwala nacieszyć się słońcem przebijającym się przez liście, bezkresem nieba, falami rozbijającymi się o klif. Dzieki temu można na chwilę zapomnieć o zupełnie innej codzienności i poczuć się częścią większej całości.