Pieniądze szczęścia nie dają

Data:
Ocena recenzenta: 7/10

"Forsa" Konstantina Busłowa okazała się całkowitym zaskoczeniem, po raz pierwszy na Sputniku, po współczesnym filmie, mówiącym o Rosyjskim tu i teraz, wyszedłem z kina w dobrym nastroju. Może i nie jest to arcydzieło, jednak za lekkość karcić nie można, tym bardziej na festiwalu gdzie lwia część filmów jest przygnębiająca.

Milioner Grigojij dostaje propozycję od urzędników - zapłacisz milion euro, a my damy ci spokój. Rzecz prosta, powszechna i akceptowana społecznie. Problem polega na tym, że sam zainteresowany nie ma zamiaru tego zrobić, wykorzystuje swoje powiązania z policją by ta zgarnęła czepiających się urzędasów. Pieniądze wracają do dwóch jego ludzi, którzy mają odwieźć je w bezpieczne miejsce, jednak gdy jeden z nich musi na chwilę wyjść, do samochodu podchodzi piękna blondynka ubrana tak by więcej odkryć niż zakryć. Podchodzi do samochodu, nachyla się i zaczyna rozmowę, facet obecny w samochodzie jest tak zapatrzony, że nie zauważa gdy koledzy dziewczyny otwierają drugie drzwi i zabierają torbę z milionem. Tak rozpoczyna się podróż tych pieniędzy. Przechodzą z rąk do rąk, a w poszukiwanie świętego Graala chciwców angażuje się coraz więcej osób.

"Forsa" jest komedią i nie stara się opowiedzieć głębokiej, poruszającej historii, ma przede wszystkim bawić, dlatego analizowanie czy aby na pewno bohaterowie są prawdopodobni psychologicznie, oraz czy nie istnieją luki fabularne nie ma większego sensu. Obraz Konstantina Busłowa ma dwie rzeczy, które powinien mieć film komediowy - po pierwsze zapewnia rozrywkę, a po drugie nie irytuje nielogicznościami i głupotą. By się śmiać naprawdę nie są potrzebne wielkie tematy.

Nie oznacza to wcale, że jest to dzieło oderwane od rzeczywistości, czy też wysoce nieprawdopodobne. Sam reżyser powiedział, że jego znajomemu ukradziono torbę w ten sam sposób co bohaterom filmu (chyba nie miała takiej zawartości). Powiązania mniej lub bardziej czystego biznesu z policją i będąca na porządku dziennym korupcja nie zostały wyssane z palca. Interesująco prezentuje się kontrast między stolicą - wielką, piękną i elegancką Moskwą, oraz biedną, brzydką, zaniedbaną prowincją.

Czy warto się na "Forsę" wybrać? Chyba tak, to zabawny, lekki obraz. Podchodzi z dystansem do współczesnych problemów Rosji, a na Sputniku do określenia jednego filmu wyrażeń "współczesność" i "komedia" można było użyć zbyt rzadko.

Obejrzano na festiwalu 5. Sputnik nad Polską 2011 pod patronatem Filmaster.pl.
Sputnik nad Polską 2011

Mnie też udało się pójść na lżejszy film, w którym jednak nie zabrakło współczesnej Rosji (urzędnicy i ich decyzje), ale w sumie to była komedia romantyczna, z której wyszłam z uśmiechem ("Dwa dni"). Z "Obojętności" też wyszłam z uśmiechem.

Dodaj komentarz