Skrwawione ziemie

Data:
Ocena recenzenta: 6/10

Z nieba znika samolot, zostaje zestrzelony gdzieś nad Europą Środkową. Następuje wybuch, ale po chwili niebo znów jest tak samo błękitne, jakby nic się nie stało. To jeden z pierwszych obrazów Mindörökké Györgiego Palfi, filmu o wyobrażonym konflikcie, który uśpiony tkwi w kulturach regionu, i w każdej chwili może stać się rzeczywistością.

Wrak pasażerskiego samolotu szybko staje się obiektem szabru mieszkańców okolicy. Wojna w tej części Europy trwa już sześć lat, więc zwłoki i zgliszcza nie robią na nikim wrażenia, a już na pewno nie na Ocsenįsie, żołnierzu, który trafił do szpitala. W ciało młodego mężczyzny wbiły się odłamki, jednak czuje się na tyle dobrze, żeby pomagać pielęgniarkom i szukać w lesie rzeczy, które można wymienić na alkohol. Takie podróże wiążą się z niebezpieczeństwem, gdzieś w okolicy ulokowany jest snajper. Nikt nie wie czy nie zginie przechodząc przez ulicę. Morderca wydaje się nie mieć określonego celu, jego działania są nieprzeniknione. Zastrzelony może zostać zarówno dorosły mężczyzna, kobieta, jak i bocian. Śmierć kieruje się tylko sobie znanym paradygmatem, swobodnie decydując o tym, kto ma prawo do życia.

Palfi unika szczegółów temporalnych i przestrzennych. Trudno powiedzieć czy to przyszłość alternatywna wersja teraźniejszości czy przeszłości. Pewne są za to Węgry, to w ich imię walczą, wykonują rozkazy i umierają bohaterowie Mindörökké. Nie ma znaczenia kiedy to robią i kim jest wróg. Najważniejszy jest fakt, że w ogóle istnieje taka możliwość. Palfi zdaje się mówić, że wojna jest w nas. Nie tylko w Węgrach, ale mieszkańcach Europy Środkowej i Wschodniej. Skrwawione ziemie, posługując się terminem Timothy'ego Snydera, to nie tylko fakt historyczny, ale też konstrukt kulturowy, z którego konsekwencjami musimy się mierzyć.

Mindörökké prezentuje nie postapokalipsę czy koszmar, a stan docelowy, do którego społeczeństwa tej części Europy autodestrukcyjne dążą. Perspektywa to ciekawa, jednak nie znajdująca odpowiedniej filmowej formy. Widać, że Palfiemu zabrakło budżetu. Efekty specjalne nie są przecież dla niego nowością, wystarczy przypomnieć Taxidermię, jednak jakimś cudem można tu zobaczyć efekt specjalnej troski na miarę kultowego polskiego Wiedźmina. Scenariusz został napisany tak, żeby było to możliwie mało widoczne, w końcu wioski położone niedaleko frontu wyglądają zwykle podobnie bez względu na czas, ale są tu sceny, które ogląda się z lekkim zażenowaniem. Dotyczy to nawet sekwencji, na której wyświetlane są napisy początkowe. Pewnie nie bolałoby to tak bardzo, gdyby Palfi nie udowodnił jak sprawnym jest inscenizatorem. Nie jest jednak cudotwórcą i bez odpowiedniego budżetu nawet on nie potrafi zaproponować porywającej wizualnie wizji. Mimo wielu technicznych niedociągnięć Mindörökké proponuje ciekawe spojrzenie na Europę Środkową. Jeżeli kino jest dobrym barometrem nastrojów społecznych to czeka nas niewesoła przyszłość, której ziarna już zaczęły kiełkować.

Film prezentowany w ramach Konkursu Głównego 25. Festiwalu Filmowego w Tallinnie