Strach zżerać duszę

Data:
Ocena recenzenta: 6/10

Po pięciu latach od rewelacyjnych Przegranych Ivaylo Hristov zaprezentował w Tallinnie swój kolejny film. Strach został skonstruowany według znanych wytycznych. Bułgarski reżyser znów każe widzom śmiać się z rzeczywistości bez nadziei. Tym razem jednak nad jego kinem zawisły ciężkie chmury i nawet humorowi niełatwo je przebić.

Strach pokazuje dlaczego opowieści o uchodźcach nie stały się stałym elementem kinematografii wschodnio i środkowoeuropejskich. Dla zachodniej części Unii kryzys uchodźczy stał się faktem bardzo istotnym kulturowo, który wymaga artystycznego przetworzenia. Te narracje jednak opierają się na założeniach, które sprawiają, że w innym kontekście stają się nieskuteczne. Przede wszystkim na opozycji państwo – jego brak. Dramat budowany zwykle jest na tym, że ludzie szukający pomocy trafiają w tryby systemu. Zazwyczaj bezdusznego, często funkcjonującego wadliwie, ale bez wątpienia działającego. Powiedzieć, że państwo, które pokazuje Hristov zbudowane jest z dykty to obrazić ten szlachetny materiał. Kiedy Svetla znajduje w lesie czarnoskórego mężczyznę nie ma co z nim zrobić. Chce go oddać straży granicznej, ale ta nie ma miejsca, pani burmistrz odmawia jakiejkolwiek pomocy, kobieta musi sobie radzić sama. Film zaczyna się od zamknięcia szkoły, jedynej funkcjonującej instytucji. To w niej pracowała Svetla. Musi zająć się nie tylko sobą, ale też mężczyzną, z którym ze względu na nieznajomość języka trudno się jej porozumieć. Nie pomaga w tym otoczenie. Mieszkańcy okolicy mają do powiedzenia jedynie to, że sypia z czarnoskórym. Tylko używają bardziej dosadnych określeń. To kolejne odstąpienie od zachodnich narracji, gdzie ludzie zwykle są dobrzy. Reżyser Przegranych nie próbuje przekonywać, że jego ziomkowie mają czyste serca i dobre intencje, a krzywda wyrządzana najsłabszym jest wbrew ich najlepszym chęciom. Ludzie są tu śmieszni, straszni, małostkowi, dziwaczni. Trudno w nich dopatrzeć się posągowej szlachetności. Nawet głównej bohaterce, która robi coś pozytywnego daleko do nieskazitelności. Cnota jest czymś, co musi w sobie wypracować. Bycia dobrym nikt nie wymaga, wprost przeciwnie, to jedynie utrudnia przeżycie. Bułgaria, do której trafiają uchodźcy nie jest ich wymarzoną Europą, a jej zaprzeczeniem. Zarówno jeżeli chodzi o instytucje, bezpieczeństwo, ale też pod względem etycznych podstaw funkcjonowania.

Krytykę swojego kraju i jego mieszkańców Hristov nieco osładza humorem. To zabieg znany z jego poprzedniego filmu, fenomenalnych Przegranych, w których najczarniejsza rozpacz okraszona została histerycznym śmiechem. I o ile do koncepcyjnej warstwy Strachu trudno mieć poważne zastrzeżenia, tak elementy komediowe bywają przestrzelone. Wciąż możemy zobaczyć kilka udanych scen jak groteskowy wiec polityczny złożony z patriotycznych pieśni i losowo wybranych haseł (zabawny, ale też boleśnie prawdziwy) czy brawurowe tłumaczenie z bułgarskiego na angielski. Często żarty jednak nie trafiają w tarczę. Najlepszy przykład to wątek dziennikarki, który został zrealizowany z równą swobodą i smakiem, co Smoleńsk Antoniego Krauze. Zawód to niemały, przecież Przegrani byli jedną z najśmieszniejszych produkcji, jakie powstały w ostatnich latach w regionie.

Dużo więcej dobrego można powiedzieć o warstwie wizualnej. Tu również Strach podąża tropem wyznaczonym przez Przegranych. Zdjęcia znów są czarno-białe, jedynie kontrast tym razem jest nieco większy. To świadomy artystyczny zabieg, z jednej strony nieco odrywa akcję od współczesności, z drugiej podkreśla depresyjność świata przedstawionego. Ten nawet niewiele różniłby się gdyby film został nakręcony w kolorze, śnieg nadal byłby biały, a pnie drzew szare. Czerń i biel to niewielkie przesunięcie, co nawet widać w jednej ze scen. Mimo nieprzyjemnego tematu zdjęcia są bardzo estetyczne i czuć, że Strach powstał przede wszystkim, żeby dostarczać przyjemności z oglądania. Robi to skutecznie, jednak znika w cieniu poprzedniego, jedynego w swoim rodzaju, filmu Hristova.

 

Film prezentowany w Konkursie Głównym 24. Festiwalu Black Nights w Tallinie