Światła wielkiego miasta

Data:
Ocena recenzenta: 6/10

Dżakarta, najludniejsze miasto Indonezji i jedna z największych aglomeracji świata, której liczba mieszkańców przekracza 33 miliony. Metropolia tak rozrośnięta, że dosłownie zapadająca się pod własnym ciężarem. Miejsce ogromnych szans i równie wielkich nadziei. To też miasto mediów, nic więc dziwnego, że szczęścia szuka tam początkujący aktor Dom (Jefri Nichol). główny bohater Jakarta, City of Dreamers Robbye’go Eertanto

Kariera w showbiznesie nie jest łatwa, nawet jeżeli jest się młodym i przystojnym. Tym bardziej, gdy się ma tak krótki lont jak Dom. Epizodyczną rolę łatwo stracić, a znalezienie innego zajęcia wcale nie jest łatwe. Zawsze pozostaje handel narkotykami. Taką ofertę chłopak dostaje od przypadkowo spotkanej pary. Pinkan (Wulan Guritno) dzięki pracy didżejki w klubie pomaga swojemu partnerowi Raditowi (Ganindra Bimo) w organizowaniu sieci sprzedaży narkotyków. Dom zostaje ich kurierem. Paczki z zamówionymi dawkami zostawia w ustalonych miejscach: w sklepowej lodówce, na barowym stoliku, w pudełku z pizzą dostarczoną do mieszkania.  Na każdym kroku czai się policja, trzeba więc mieć ograniczone zaufanie i wykazywać się intuicją. Tym bardziej, że Indonezja to jedno z państw o najostrzejszej polityce narkotykowej. Posiadanie znacznej ilości substancji odurzających może skończyć się dożywociem, zaś przemyt karany karany jest nawet śmiercią. Mimo to spożycie narkotyków w tym kraju wcale nie jest małe, a drakońskie kary nie ograniczają popytu.  

Robby Ertanto zdecydował się na realistyczny, miejski film. Konwencję łatwiejszą do odnalezienia w obrazach z Filipin, niż w tych indonezyjskich produkcjach, które trafiają do Europy. Można tu znaleźć podobieństwa do klasyka Lino Brocki Manila in the Claws of Light. Z tą różnicą, że sprzedawana jest chemia, a nie ciała. Drugi ważny punkt odniesienia to Taksówkarz Martina Scorsese. Główny bohater podobnie jak Travis Bickle porusza się po najgorszych dzielnicach miasta widząc toczące je zepsucie. Dom ma na ścianie plakat z Robertem De Niro, a jego uczesanie lekko nawiązuje do kultowej fryzury protagonisty Taksówkarza. Ertanto trochę jednak przesadza z dosłownością w momencie kiedy każe swojemu aktorowi powtarzać słynny monolog z filmu Scorsese. Nawiązanie daje jednak ciekawy klucz interpretacyjny. Każe porównać bohaterów, którzy zostali dotknięci przez wojny: w Wietnamie i tę z narkotykami. To dwa konflikty, które służą jedynie elitom, a których koszty muszą ponosić ludzie z niższych warstw społecznych.

Jakarta, City of Dreamers mimo wszystko jest filmem pogodnym. Przybiera perspektywę bohatera i razem z nim czerpie radość z włóczenia się po mieście. Dla Doma to przygoda, spotyka ludzi, z którymi pewnie inaczej by się nie zetknął. Cały czas marzy o byciu aktorem, a ciągły kontakt z innymi pozwala lepiej opanować warsztat. Bez względu na miejsce i porę musi wtopić się w tło, być przekonujący w każdej sytuacji, aby nie wzbudzać podejrzeń. Dżakarta w jego oczach jest wyjątkowo pociągająca. Pełna przyjemności, kolorów, oferująca przygody i nagradzająca poniesione ryzyko. Dzięki temu Ertanto nie wpada ani w minorowe tony kina społecznego, ani w równie typowe dlań moralizatorstwo. Po prostu pokazuje jak może żyć i myśleć marzyciel w wielkim mieście.

 

Film prezentowany w sekcji Current Waves 24. Festiwalu Black Nights w Tallinnie