Tradycja i klimat

Data:
Ocena recenzenta: 6/10

Łowienie ryb nie ma przyszłości - to stwierdzenie, którą kino wypowiada co najmniej od 1948 roku, czyli od premiery "Ziemia drży" Luchino Viscontiego. Tym razem zrobiło to w rzadko słyszanym na wielkim ekranie języku maltańskim. 

Tytułowe Luzzu jest tradycyjnym kutrem rybackim używany na Malcie. Odpornym na sztormy, kolorowym, z namalowaną parą oczu na dziobie, które mają dostrzec niebezpieczeństwo. Czas magii jednak się skończył i nawet symbole przyciągające szczęście nie uchronią przed zmianą. Boleśnie przekonuje się o tym Jesmark który po tym jak jego łódź została uszkodzona musi wybrać czy ważniejsza jest dla niego rodzina, czy trzymaniem się profesji, którą uprawiali jego przodkowie. Bycie rybakiem to podstawa jego tożsamości. Bez łowienia ryb nie będzie sobą. Z drugiej strony jest mężem i ojcem. Wychowanie kosztuje zbyt wiele, żeby wystarczyły pieniądze ze sprzedaży ryb.

Dylemat, przed którym zostaje postawiony główny bohater to nie tylko efekt przemian technologicznych i społecznych.  Równie ważny jak wątek wykroczenia w nowoczesność jest temat zmian klimatu i polityk klimatycznych. Sytuacja rybaków została wywołana przez konkurencję ze strony trałowców, które nie tylko łowią więcej i szybciej, ale też ich właścicielom, ze względu na skalę produkcji, łatwiej omijać przepisy. Malta z jednej strony wspiera rybaków np. udzielając im dużych zniżek na paliwo, z drugiej nakłada ograniczenia uniemożliwiające połów niektórych gatunków. Płaci też za zniszczenie łodzi. Rybacy mogą dostać odszkodowanie, jeżeli odejdą z zawodu, jednak ich luzzu, często duma wielu pokoleń mężczyzn, musi trafić na wysypisko. Ten gest wymierzony w tożsamość jest rekompensowany wyłącznie niewielką sumą, nie idzie za nim żaden nowy projekt godnościowy.. 

Alex Camilleri utrzymał swój film w naturalistycznej poetyce. Wystąpili w nim naturszczycy, a dialogom daleko do dramaturgicznej efektowności. Nawet takiej na poziomie neorealizmu, ubierającego prawdopodobne sytuacje w gładką formę literacką. Nie jest to też obraz ważący racje, starający się w zrównoważony sposób przedstawić społeczny problem. Wprost przeciwnie, przyjmuje perspektywę bohatera, odzierając Maltę z jakiegokolwiek turystycznego uroku. Widzowie widzą morze, port, zaplecza restauracji, targ rybny. To robotniczy świat pracy, w którym nie ma miejsca na odpoczynek czy na przyjemności. Reżyser nie znalazł też uznania dla filmowego nowatorstwa. Film bywa wręcz boleśnie tradycyjny, zwłaszcza w porównaniu z mówiącą na podobny temat, a dużo ciekawszą formalnie Przynętą Marka Jenkina, zwycięzcą 19. Nowych Horyzontów.

Luzzu daleko do arcydzieła. Jest jednak ważny jako gest. Podejmując lokalny temat i dając wybrzmieć językowi maltańskiemu staje się wyrazem sprzeciwu wobec homogenizacji kultur dokonywanej przez globalizację. Zmiany klimatu prawdopodobnie sprawią, że rybacy na swoich luzzu nie będą mogli wypływać w morze, ale dzięki filmowi zostanie po nich przynajmniej ślad.