Wenecja 2021: polityka, wyścigi i więzienia

Data:

Amira, reż. Mohamed Diab, Orizzonti, 7/10

Rodzina Amiry nie należy do najzwyklejszych. Jej rodzice pobrali się, kiedy Nawar, palestyński bojownik o wolność, był już w izraelskim więzieniu. Para nigdy nie miała że sobą żadnego fizycznego kontaktu poza przypadkowym zderzeniem się w sklepie. Od kilkunastu lat oddziela ich szyba w pokoju widzeń. Amira urodziła się przy pomocy sztucznego zapłodnienia dzięki spermie przemyconej przez jednego ze strażników. Kiedy Nawar chce drugiego dziecka status pierwszej córki zostaje podważony, a jej pochodzenie zakwestionowane.

Mówiąc o biopolityce najczęściej myślimy o Dalekim Wschodzie czy państwach Zachodu. Najciekawsze filmy poruszające ten temat pochodzą jednak ze świata arabskiego. Podobnie jak tunezyjski Syn Mehdiego Barsaoui Amira eksploruje splot klanowej mentalności z nowoczesnymi technologiami medycznymi. In vitro, dokładna diagnostyka czy testy zgodności genetycznej rozsadzają tradycyjne społeczności oparte do tej samej pory na zaufaniu. Opieranie statusu wyłącznie na więzach krwi wydaje się z europejskiej perspektywy szalenie anachroniczne, jednak Diab mówi o palestyńskiej rzeczywistości, w której pokrewieństwo jest jedyną pewną wartością. Pod izraelską okupacją nie istnieje państwo czy inne niezależne instytucje pozwalające oprzeć się na innych strukturach niż rodzina. Jednocześnie współczesna medycyna pozwala nie tylko na kontrolę czystości własnej grupy, ale też na nowe formy oporu. Palestyńskim mężczyznom, którzy prawdopodobnie do końca życia zostaną w więzieniach wciąż rodzą się dzieci. Od 2012 roku takich narodzin była blisko setka.

 

Les promeses, reż. Thomas Kruithof, Orizzonti, 6/10

Isabelle Huppert przywraca wiarę w samorządy. Grana przez nią Clemence kieruje jednym z miast wchodzących w skład paryskiej aglomeracji. Podstawowy problem jej dwóch kadencji to wielkie podmiejskie blokowisko, niszczejące i podupadające socjalnie. Miasta nie stać na pomoc, musi więc dostać rządową subwencję. Burmistrzyni o niezbędne miliony będzie walczyć nie patrząc na koszty osobiste. Nawet jeżeli będzie musiała złamać dane wcześniej obietnice. Clemence jest polityczką chimeryczną, nie porzuca rozpoczętych  projektów, jednak jej ambicje się zmieniają, nie zawsze są jasne, a wewnętrzne motywacje bywają nieprzeniknione. Trudno orzec ile w tym zasługi reżysera, a ile Huppert. Możliwe, że z kimś innym w roli głównej otrzymalibyśmy historię o idealnej lokalnej polityczce, mającej swoje zasady, ale próbującej wbrew nim dostosować się do okolicznościowe. Huppert nadaje swojej bohaterce nie anielski, a demoniczny rys. Nigdy nie wiadomo jak się zachowa walcząc o mniejsze i większe polityczne stawki. Ostatecznie okazuje się, że ma granice, których nie przekroczy i to jedna z najpiękniejszych rzeczy, jakie można powiedzieć o jakimkolwiek polityku.

 

Atlantide, reż.Yuri Ancarani, Orizzonti, 5/10

Szybcy i wściekli na Lagunie Weneckiej nie istnieją, nie mogą cię skrzywdzić… Okazuje się, że istnieją i jak najbardziej mogą. To chłopcy, których pasją są rozwijające duże prędkości łodzie motorowe. Daniele zamiast pracować z dziadkiem przy zbiorach woli się ścigać. Etnograficznie Atlantide to film wyjątkowo interesujący. Przesunięcie bohaterów na łodzie to tylko pozornie mało znacząca zmiana w stosunku do filmów o chłopcach i ich autach. Ich życie kręci się wokół wody, a główny bohater nie schodzi z motorówki, jeżeli nie musi, nawet śpi i spotyka się z dziewczynami na pokładzie. Niezwykła jest metoda twórcza Ancaraniego. Zaczął nie od scenariusza, a od obserwacji. Lata spędzone na byciu z młodymi ludźmi mieszkającymi na Lagunie Weneckiej pozwoliło mu lepiej ich zrozumieć. Atlantide to jednk nie sielankowy wiejski film, a nietypowe kino o nastolatkach, które nie chce być delikatne. Głośna elektroniczna muzyka uderza w uszy, motory łodzi wyją, a neony sprawiają, że aż bolą oczy. Przez to przeładowanie sensoryczne produkcja Ancaraniego staje się po prostu nużąca. Wenecja jest idealnym miejscem do pokazania tego lokalnego filmu, ale nawet dla tutejszej publiczności okazała się przytłaczająca, o czym najlepiej świadczą częste ucieczki z sali kinowej.