Za wzgórzami

Data:
Ocena recenzenta: 7/10

Każdy może zostać świętym Mikołajem, to zdanie zdaje się przyświecać bohaterom Întregalde Radu Munteana. Przed Bożym narodzeniem rozdają na głębokiej prowincji worki z darami. Kiedy w górach spotykają starszego człowieka z demencją postanawiają zboczyć z trasy i go podwieźć. Szybko jednak utykają na szlaku, w nocy i praktycznie bez kontaktu ze światem.

Muntean eksploruje motywy znane z kina grozy. Grupa przyjaciół, noc, tajemniczy nieznajomy, wątpliwej jakości wybory i odcięta od świata wioska. To wszystko aż prosi się o horror. W każdej scenie czai się strach i za każdym razem okazuje się bezpodstawny. Zapowiadane niedźwiedzie i wilki nie przychodzą, dwóch podejrzanie wyglądających mężczyzn nie ma złych zamiarów, a żaden z wolontariuszy nie ukrywa mrocznego sekretu. Za to ekran tonie w mroku, akcja rozgrywa się głównie w nocy, a światła dostarczają latarki i samochody. Idealna scenografia dla filmu grozy i Munteanowi, jak ironicznie by do tej formy nie podchodził, udaje się zasiać poczucie niepokoju. Robi to unikając jak ognia najbardziej oczywistych chwytów gatunku, brak tu jump scare’ów czy dudniącej muzyki, jest za to zatopiony w ciemności las.

Întregalde bawi się nie tylko z gatunkowym kinem grozy, ale też oczekiwaniami widzów. Grupa mieszczuchów, która rozwozi paczki po zabitych dechami wsiach powinna okazać się bandą dupków łechczących swoje ego pracą charytatywną. Po części tak jest, ale nie do końca. Wieś aż się prosi o to, aby okazała się siedliskiem przemocy i grubiaństwa. To też nie do końca kłamstwo. Widz przyzwyczajony do polskiego postsmarzowskiego kina z każdą kolejną minutą oczekuje, że w końcu zaczną się lać te hektolitry wódki, pojawi się scena gwałtu, a z grobów wyjdą jakieś trupy, o których wszyscy chcą zapomnieć. To stereotypy miejskiego spojrzenia na wieś, które są skutecznie przez Munteana rozbijane.

Opowiadana historia jest prosta, a warstwa formalna też nie należy do najbardziej ekstrawaganckich. Do tego stopnia, że bardzo trudno ten film oglądać poza kinowymi warunkami, zapewniającymi odcięcie od zewnętrznych bodźców. Nie da się jednak ukryć, że to kino diablo inteligentne, które rozszerza ascetyczną filmową formułę proponowaną przez Rumuńską Nową Falę o samoświadomość. Întregalde jest niezwykle migotliwe, trudne do uchwycenia. Często prowokacyjnie mówi „nie” przyzwyczajeniom widzów, ale nigdy nie staje się postmodernistyczną grą, w której narracja byłaby mniej ważna niż intertekstualność.

Zwiastun: