Mały i nieśmiały

Data:
Ocena recenzenta: 6/10

Film "Mały, gruby, łysy" to opowieść o nieśmiałości wykonana w nietypowej technice i konwencji plastycznej. Nie jest powalający, nawet nieco sztampowy jeśli idzie o fabułę, ale ogląda się go z rosnącą przyjemnością.

Początkowa trudność w oglądaniu polega na tym, że postacie z pierwszego planu są rysowane uproszczoną, nerwową kreską, natomiast wszystko w tle to zdjęcia filmowe, ale mocno przymglone. Ma to swoje wyjaśnienie - chodziło o to, aby wewnętrzne przeżycia postaci były wyraźniejsze przez rozmycie fizyczności.

Historia nieśmiałego urzędnika bankowego jest dosyć prosta: mieszka sam, nosi takie same garnitury. Ma brata, Bernardo, którego kocha, ale który pożycza od niego pieniądze i nigdy ich nie oddaje. W pracy też jest obiektem kpin kolegów i męczy się przyjmując klientów. Aż tu nagle... zmienia się szef, a nowy dyrektor okazuje się bardzo podobny zewnętrznie do Antonia.

To nie jedyna zmiana - przypadkiem nawiązuje kontakt ze starszym sąsiadem, a któregoś dnia dosłownie zostaje złapany na porcję darmowych uścisków przez wolontariusza fundacji zwalczającej nieśmiałość.

Bliższa znajomość z szefem oraz uczestnictwo w kursie zwalczania nieśmiałości powodują, że Tonio zaczyna oddychać swobodniej i choć pozostaje osobą raczej cichą, to udaje mu się naprawić stosunki z bratem. W ostatniej scenie widzimy jak radośnie przygotowuje sobie posiłek. Ta scena znalazła się tu dlatego, że nie pasowała gdzie indziej, a realizatorom się podobała. Czuć, że jest nieco przypadkowa, ale jakoś ilustruje stan ducha bohatera.

Reżyser przyznał też, że film ma korzenie autobiograficzne: sam był bardzo nieśmiały, dopóki nie stał się członkiem zespołu rockowego... Oczywiście wątek osobisty został przetworzony - sam jest dosyć wysoki, szczupły i kudłaty. =}

W miarę, jak poznajemy Antonia, dziwna technika animacji (częściowa rotoskopia z drgającą kreską) przestaje tak przeszkadzać wizualnie. Bardzo w tym pomaga kreacja głównego bohatera, który się bardzo realistycznie jąka i traci rezon, jak i aktora grającego Bernardo (tak irytujący drobny spryciarz, że chciałoby się go kopnąć!), a także rola prezesa fundacji - jest postacią artystowską, a jednocześnie nosi w sobie ślady własnej zaleczonej chorobliwej nieśmiałości.

Film mnie trochę zmęczył, ale pozytywna wymowa i bardzo dobre aktorstwo w dużym stopniu to równoważą, a oryginalność plastyczna to w końcu nic złego. Szkoda tylko, że został zilustrowany tak kiepsko zaaranżowaną muzyką (mimo całkiem fajnego motywu melodycznego)!