Człowiek nie z marmuru

Data:
Ocena recenzenta: 9/10

Zmierzyć się z biografią Michała Anioła to trudne wyzwanie. Z jednej strony widzów przyciąga legendarny twórca, którego rzeźby i freski miliony turystów podziwiają co roku we Włoszech. Z drugiej rodzi się pytanie, jak nie ulec pokusie szkolnej laurki. Myślę, że Konczałowski wybrał ryzykowną drogę – jego bohater, Michał Anioł w dojrzałym wieku, jest postacią antypatyczną. Możemy tutaj jednak mówić o dekonstrukcji mitu a nie o polowaniu na sensację w stylu tabloidów.

Największym problemem była dla mnie przy oglądaniu warstwa biograficzna. Warto zapoznać się z tymi wszystkimi intrygami Medyceuszy, historią samego Michelangelo, ale i bez tego film zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Konczałowski zawdzięcza to uniwersalnemu potraktowaniu tematu biografii uważanego przez wielu za największego artystę w dziejach sztuki. Warto wspomnieć, że swoje „opus magnum”, a za taki film uważam „Grzech”, Konczałowski stworzył po osiemdziesiątce. Jeśli zauważymy, że rok późniejsi „Drodzy towarzysze” zbierają świetne recenzje, to aktywność i jakość reżyserska rosyjskiego twórcy może zdumiewać.

Buonarotti w tym filmie to nie „udręka i ekstaza”, to raczej sama udręka, obsesje, wręcz schizofreniczna podejrzliwość renesansowego artysty. Kreacja Alberto Testonego jest kompulsywna i przez to pełna chorobliwej energii. Bohater jest uwikłany w sieć intryg i sam próbuje tkać swoje sieci – w rezultacie zraża do siebie wszystkich. Często myli rzeczywistość z surrealną wizją i sceny te mają w filmie wyjątkowe, neurasteniczne piękno.Geniusz renesansowej sztuki jest także bezkompromisowy w dążeniu do swojego celu. Transport marmurowego bloku, z którego miała powstać „Pieta”, trwał dziewięć miesięcy i nie obyło się bez ofiar.

Właśnie marmur z okolic Florencji jest drugim bohaterem tego filmu. Sceny jego „ręcznego” wydobywania robią wielkie wrażenie. Pokazują geniusz ludzkiej pracy, która potrafi wydrzeć naturze jej naturalne skarby, by przekształcić je w dzieło. „Grzech” to jeden z najpiękniejszych wizualnie filmów, jakie widziałem. Marmurowe skały, lśniące w słońcu, to tło i kontrast dla brudnych, potarganych mrówek, uwijających się przy ich wydobyciu.

Ludzie, władza, polityka, sam Michelangelo są w filmie Konczałowskiego tylko mrówkami, prymitywnymi stworzeniami, rojącymi swe wielkie idee. Ale właśnie dzięki temu przekroczeniu mogło powstać coś, co przerosło piękno marmurowych skał – mogła powstać „Pieta”. Konczałowski w swoim filmie nie pozostawia nam złudzeń co do natury człowieka, co do jego egoizmu i pychy. Ale pokazuje też płomień geniuszu, boską iskrę, przekraczającą mierność i marność naszej egzystencji. „Grzech” w tym kontekście to film o wielkim pragnieniu piękna.