Knut Hamsun - przypadkowy nazista

Data:
Ocena recenzenta: 8/10

Troell to szwedzki "dokumentalista" kręcący filmy będące dokładną ilustracją rzeczywistości. Interesuje się ważnymi wydarzeniami w historii Skandynawii (jak szewdzka emigracja sportretowana w filmach "Emigranci" i "Osadnicy") oraz ciekawymi postaciami ze starszej i nowszej historii.

"Hamsun" to film z tej drugiej kategorii. Opowiada o największym norweskim pisarzu, nobliście, który w latach trzydziestych ubiegłego wieku skręcił niebezpiecznie w kierunku nazizmu.

Troell jest obiektywny. Nie moralizuje, nie przekazuje między zdaniami ukrytej treści. To proste, tradycyjne i świetne warsztatowo kino ilustracyjne. Również w "Hamsunie", który aż prosi się o interpretację postawy tego kontrowersyjnego człowieka, nie znajdziemy ocen ani analiz, poza krótką i powierzchowną dyskusją psychiatrów na temat stanu mentalnego pisarza, w końcowej fazie filmu.

Co jest więc siłą "Hamsuna"? Moim zdaniem jest nią właśnie dosłowność. Podobnie jak w "Osadnikach", gdzie Troell portretuje pierwsze lata Szwedów na emigracji w dzikiej Ameryce bez zbędnego filozofowania, czy błyskotliwych dialogów, które zupełnie nie pasowały by do prostych i poczciwych bohaterów, tak i w "Hamsunie" mamy do czynienia z bardzo dokładnym, detalistycznym wręcz portretem (przykładowo, rozmowa z Hitlerem nagrana jest na podstawie stenogramu ze spotkania) norweskiego mistrza pióra i -- w równym stopniu -- jego rodziny. Bez pobocznych wątków, bez migawek z wojny, bez przebłysków z dzieciństwa i innych zbędnych dodatków.

Po wyjściu z kina wiemy kim był Hamsun, kim była jego żona oraz możemy domyślać się ich motywacji przy ważnych wyborach życiowych. Bardzo sprawnie udało się tu połączyć wątek polityczny z rodzinnym (które oczywiście w prawdziwym życiu równie się przenikały). Skomplikowana relacja Hamsuna z żoną stanowi trzon filmu i klucz do jego zrozumienia.

Dzięki fenomenalnej wprost roli Maksa von Sydowa, postać pisarza nabrała głębi i zagatkowości. Po obejrzeniu filmu aż chce się sięgnąć po dzieła Hamsuna, szczególnie to ostatnie, stworzone już po wojnie, które powstawało w najsmutniejszym (a może właśnie nie?) okresie jego życia. Ogromną zasługę miał w tym również sam reżyser, który dwuipółgodzinnym seansem nie zanudził widzów, lecz przedstawił w sposób pełny życie tego kontrowersyjnego pisarza od 1935 roku, kiedy to, z miłości do Norwegii, "poparł on nazizm" nie wiedząc właściwie czym jest nazizm. Warto.

nic dodać nic ując.
+przez 2,5godz nie spojrzałam na zegarek ani razu :)

Dodaj komentarz