Seul Story - czyli jak poruszać się po "Mieście tańca"

Data:

Co prawda od Korei, w której rozgrywa się akcja filmu, dzielą nas tysiące kilometrów, ale za to łączy nas rodzaj społecznego doświadczenia, które w Polsce symbolicznie zakończyło się w 1989, a w Korei trwa do dziś.
"Miasto tańca" opowiada historię północnokoreańskiej uciekinierki, której udaje się znaleźć azyl w "przyjaznej" Korei Południowej. Reżyser krok po kroku bezlitośnie odsłania kolejne rysy systemu, w którym wszyscy obywatele powinni czuć się szczęśliwi, a o dziwo zdarzają się tacy, którzy targają się na własne życie. Mieszkańcy Seulu, w którym toczy się akcja filmu, wydają się zmęczeni, pozbawieni nadziei i zobojętniali na problemy własne i bliskich. Intencje reżysera podkreślają zdjęcia utrzymane w chłodnej stylistyce.
W trakcie oglądania filmu można poczuć narastającą irytację i zniechęcenie. Fabuła prowadzi nas i bohaterkę od jednego nieprzyjemnego zdarzenia do kolejnego, dzięki czemu koniec filmu można przyjąć nieomal z ulgą. Niestety, okazuje się, że to wcale nie koniec.
Rozumiem wagę kina zaangażowanego, ale ważną społecznie treść można przedstawić w formie, która będzie w stanie bardziej przykuć uwagę widza, wystarczy przypomnieć inny film festiwalowy: "Pożegnanie" (reż. Mohammad Rasoulof). Film Mohammada Rasoulofa również porusza problem jednostki zniewolonej przez system, lecz czyni to w dużo bardziej subtelny sposób.
Polecam potraktować "Miasto tańca" jako udokumentowanie pewnego fragmentu rzeczywistości, będącej udziałem człowieka, który żyje i tworzy w tak zamkniętym systemie (chociaż, rzecz jasna, film dokumentem nie jest!).