Gazeta

Data:
Ocena recenzenta: 8/10

Rzucam jej zwiniętą dychą całą na podstawkę, bo nie mam drobniejszych, biorę gazetę, resztę i montuję się do samochodu zanim ktoś mi go sholuje, bo na chodzie zostawiłem go w bocznej uliczce. Wsiadam, rozsiadam się, odkręcam okno, odpalam fajkę i zaciągam się - dymem przemieszanym z zapachem kurzu unoszonego przez deszcz. Biorę gazetę z siedzenia obok. Patrzę na okładkę. Stara gazeta filmowa, sprzed roku. Przeglądam temat numeru, czytając to co już wiem.

W Melbourne. Żył i żyje tam jeden człowiek, pasjonat filmów, skończył szkołę filmową, był redaktorem jednego z magazynów tamtejszych. Stwierdził pewnego dnia, że napisze scenariusz filmu - kryminału o rodzinie gangsterskiej. Napisał. Do czasu ukazania się filmu napisał kilka wersji skryptu. Do czasu jego ukazania się minęło osiem lat. Rok po premierze zgarnął on główną nagrodę na festiwalu filmów niezależnych w Sundance w 2010 roku.

Film nazywa się "Królestwo Zwierząt". A człowiek - David Michôd.

Jest w branży od kilku lat. Przez ten czas zdążył nakręcić kilka krótkich filmów, do kilku napisał scenariusz.

Pokazał się co prawda w kilku mniejszych filmach, jednak za film dzięki, któremu mocniej się wybił się w światku uznać możemy "Crossbow", krótki metraż, który służył jak sam mówi w wywiadach jako pokazówka, dla zaprezentowania stylu w jakim ma zamiar nakręcić "Animal Kingdom".

Przeglądam dalej.

Oba "scenariuszowe" szorty charakteryzują się specyficznym, wisielczym poczuciem humoru, które jakby znikło kiedy Michôd zajął się samodzielną reżyserką. O ile


"Spider" bazuje na skrupulatnym zbudowaniu nudnego klimatu, by potem wysadzić pod widzem fotel, o tyle "I love you Sarah Jane" wygrywa nie tylko dobrą puentą, ale i mocną, drażniącą atmosferą. Lżejszy, choć równie zabawny jest


"The IF Thing" - insert na okoliczność Lexus Inside Film Awards (lokalne australijskie nagrody przemysłu filmowego) współnapisany i współzagrany przez Michôda w 2005 roku. Jest to coś w rodzaju autotematycznej reklamówki w stylu indie, która doskonale nadawałaby się na Off Plus Camera lub podobną imprezę w Polsce. Ten szort wyreżyserował Joel Edgerton, który nieco później zagra najpierw w "Crossbow", a potem w "Animal Kingdom".

Michôd pracował jako współscenarzysta przy realizacji "Hesher" z Natalie Portman, nominowanego do nagrody jury w Sundance. Wyreżyserował też cztery krótkie metraże (w tym jeden dokumentalny), dokument o nieudanej próbie przepłynięcia kajakiem z Australii na Nową Zelandię (nota bene jest to sposób przeprawiania się przez ocean polecany przez Google Maps) i jeden pełnometrażowy film fabularny.

"Ezra White, LL.B." to szort, w którym główną rolę odgrywa pewien prawnik. Później spotkamy go w "Animal Kingdom". Jak mówi sam Michod, wprawka.

Nie widziałem, bo nie do znalezienia jest. A szkoda. Chyba.
"NETHERLAND DWARF" ["Holenderski karzeł" - dosłownie tłumacząc, chodzi o nazwę gatunku królika.]

Pozornie w sam raz do szybkiego zapomnienia - ostatecznie to tylko film o dzieciaku, który chce królika. Okazało się, że dramat samotności dziecka i bezradność jego ojca, wyrażone przez tę krótką historyjkę, pozostawiają po sobie bardzo ciężki osad emocjonalny. Plakat mówi wiele o atmosferze "Netherland Dwarf", a to jest w tym krótkim metrażu najważniejsze.

Tak, plakat jest ważny. Ale ważny jest też, myślę, tytuł i kontekst jaki niesie on ze sobą w Australii. Netherland Dwarf to nazwa gatunku królika, a króliki w Australii, wypuszczone w drugiej połowie XIX wieku na prawie sto lat stały się dużym problemem w tamtym obszarze, na co wpływ miało wiele czynników. Podobnie jest tutaj z ojcem - zostawiony sam sobie z synem, myślał, że na chwilę, że będzie w stanie to pociągnąć. Jednak nie do końca daje radę, mówiąc delikatnie jak królicze futro. Po przeczytaniu powyższego akapitu dotarło do mnie, że syn także znalazł się w pozycji królika, ba, jest w niej jeszcze bardziej. Nie odpowiada do końca sam za siebie, jest trochę jak coś kupionego, coś co właściwie się kocha, bo jest Twoje, ale często też staje się ciężarem, albo czymś co rodzice podają sobie z ręki do ręki, bo "teraz ty!".

[ cały film zobaczyć można - tu ]

Strona dalej, następny film.
"CROSSBOW" ["Kusza"]


Historia dziecka. Chłopaka. Blondyna o niepokojącym spojrzeniu. Jego życie mija na słuchaniu odgłosów seksu z drugiego pokoju, rodziców i siedzeniu. Przez cały film nie wypowiada on ani jednego słowa. Jednostajna, spokojna, usypiająca narracja, człowieka, który opowiada historię z sąsiedztwa. (Co ciekawe głosem narratora filmu jest sam Michód.) Tylko, że tak jak to bywa w takich sytuacjach, do końca nie wie czemu tak się stało, opowiada tak jak mu się wydaje, interpretuje to po swojemu. Głos bardzo powoli, nie robi żadnych wolt, cały czas jest spokojny, jeden i ten sam monotonny rytm cały czas. Świetne zdjęcia, zarówno kolorystycznie jak i treściowo. Dużo zbliżeń, zwłaszcza na kobiece ciało: krople wody na brzuchu, sterczące pod bluzką sutki, włosy plączące się po karku, faktura skóry na udach. W końcu to film w dużej mierze o seksie. To niby zwyczajna historia obyczajowa niekochanego dziecka, z przedmieść Melbourne, gdzie wszystko różni się od innych tego typu miejsc, tylko szerokością geograficzną. Tylko w tej zwykłej historii niekochanego dziecka, dodany jest seksualny motyw.

To jest ten seksualny motyw, który przypomina mi moment, gdy stwierdziłem, że przespałbym się z moją siostrą. Albo wtedy gdy widziałem ciało pierwszy raz zakrwawione, i jedyne co widziałem to ten grymas cierpienia, które jej się podoba na twarzy i sterczące pod sukienką sutki.

Zwróć uwagę na momenty łamania czwartej ściany, gdy bohaterowie patrzą bezpośrednio na ciebie.

Wszytko jest ściśnięte, stłamszone, zgniecione, ale też i leniwe.

Rodzice zwykle skrupulatnie ukrywają przed dziećmi swoją intymność. Być może zaniedbanie tego rytuału, nieodłącznego elementu gry w wychowanie, jest ostatecznym świadectwem tego, co dzieje się w domu chłopaka. Dzieciak nie jest właściwie traktowany źle. Ani dobrze. Dzieciak nie jest traktowany wcale. Jakby był powietrzem lub muchą na ścianie, niemym i nieistotnym świadkiem życia, które toczy się obok, ani podmiotem, ani nawet przedmiotem. Wydaje się, że sam nie jest pewien własnego istnienia i gdyby nie narrator, który z fascynacją mu się przygląda i opowiada jego historię, rozpłynąłby się w powietrzu.

"Crossbow" to niewątpliwie film o seksie, ale naprawdę kluczowe jest tu coś, czego nie ma, czy też coś, co pojawia się w jakiejś mglistej formie przez krótką chwilę. Emocjonalne ciepło. Gorąco - również w znaczeniu erotycznym - wylewa się z ekranu. Jednak wystarczy jedno ujęcie na dzieciaka i jego oczy jak dziury wypalone papierosem, by dał o sobie znać chłód. Po tym naprzemiennym gorącym i zimnym prysznicu nie da się nie odczuć wstrząsu.

[ Do zobaczenia - tutaj ]

 

"ANIMAL KINGDOM" ["Królestwo Zwierząt"]

Gangsterski dramat, jeden z tych nakręconych na poważnie. I choć może się to wydać zaskakujące biorąc pod uwagę stereotypowy obraz Australijczyka jako wyluzowanego kolesia, oparty na prawdziwych wydarzeniach - z czasów gdy Melbourne było prawdziwym miastem zbrodni. Nakręcony w zimnej, ale raczej świetlistej palecie kolorów, utrzymujący niełatwe do zniesienia napięcie i zaopatrzony w kilka wartych zauważenia ról, "Animal Kingdom" to jeden z ciekawszych zeszłorocznych pełnometrażowych debiutów.

Joshua Cody, zwany J, właśnie stracił matkę. Przygarnia go babka i wujowie. Pozornie normalna kolej rzeczy. Jednak rodzina J to bezwzględni przestępcy, do tego w trudnej sytuacji, bezlitośnie ścigani przez policję. To historia walki o przetrwanie rodziny/gangu/stada, która powoli z jedzących staje się zjadanymi.W zasadzie jest to kino gangsterskie, ale opowiedziane z przyrodniczym dystansem. Sporo scen podkreśla tę quasi-stylizację, zaczynając od czołówki.

Czołówki swoją drogą opartej na prawdziwych zdjęciach z napadów z okolic Melbourne. Minimalnie psując zabawę powiem Ci, że to jest jedyny moment kiedy zobaczysz napad na bank w tym filmie. Scenę akcji, jedną z lepszych do wykorzystania w gangsterskim filmie i pompujących adrenalinę widzisz w "Królestwie" tylko wtedy gdy pokazane są statyczne zdjęcia.

"Let him know who's king" - gdy J to słyszy, jeszcze nie wie, lub nie jest pewien, że to najbardziej pożyteczna rada ze wszystkich mądrości, które tu usłyszy. Każdy, kogo napotka na swojej drodze, to potencjalny przeciwnik. W królestwie zwierząt nie ma miejsca na słabość. Tak właśnie definiuje się tu niedojrzałość.

Scena wkroczenia policjantów do domu rodziny Cody to maleńki kinematograficzny diamencik. Nagłe stłumienie dźwięku i slow motion, nadające ruchom postaci baletowej gracji, to jak nałożenie wyciszającego klosza na rozgrywające się wydarzenia. Tak zapewne odczuwa te chwile zszokowany J i my razem z nim.

Oczywiście nie wspomniała o noirowych mądrościach poutykanych w dialogach, z tych co to wiesz, że zaraz się spełnią i się spełniają. "Nikt nie jest niewidzialny." "Nie można grać jokerem kiedy się chce." "Ten świat jest popieprzony." Czy na to, że oglądając film wartałoby zwrócić uwagę na to kto z rodziny Cody ma brodę i co się z nim dzieje.

Wspomniała o kolorystyce za mnie więc dodam, że. Ten film w porównaniu do innych jest... Inny. Zaskakuje powolnym tempem narracji, zupełną nierytmicznością w porównaniu do moich przyzwyczajeń, co do opowiadania historii. Przemocną pierwszą sceną (!), jedną z mocniejszych pierwszych scen w roku, a może i szerzej. Ustawia emocjonalnie bohatera na cały film, widać, że chłopak dużo przeżył, swoje już przepłakał. Nastrój jest spokojny. Umiejętnie wykorzystywana jest cisza i przewodni motyw muzyczny.

Był to także jedyny film, po obejrzeniu którego w zeszłym roku nie wiedziałem co o nim powiedzieć.

Pope! Najbardziej upiorny z wujaszków J, pełnokrwisty psychopata. Zarazem jedyny, na którego nie polują kilerzy z policji, być może licząc na to, że w końcu rozwali wszystko od środka. Za każdym razem gdy pojawia się na ekranie, ciśnienie idzie w górę, pomimo że jako jedyny sprawia wrażenie, że tak naprawdę jest mu wszystko jedno. Bardzo dobra rola, świetnie kontrastująca z postacią babci, lubiącej stylizować się na nieszkodliwą staruszkę.

Zakończenie jedno jedyne, właściwe, ten film inaczej się nie mógł skończyć. I to nie jest zarzut, bo to jest historia o dojrzewaniu, o tym, że nie można całe życie się chować, uciekać, trzeba czasem coś zrobić, a nie tylko ryczeć.

O plakacie też nic. Najlepszy plakat moim zdaniem. Jeremy Saunders, autor tego plakatu stworzył także słynny poster z nożyczkami do "Antychrysta" Larsa Von Triera. Zauważ jak twórca skrótem pokazuje relacje między postaciami i oddaje atmosferę filmu. J. pokazany trzykrotnie, bo nie mamy w filmie jednego jego obrazu, raczej rozdarcie, niezdecydowanie, dostosowywanie się do sytuacji. Rozpiętego pomiędzy Popem, Leckiem, a Bazem. Tylko, że zauważ, że ta część plakatu z ludźmi zajmuje mniejszą część. Lisią część zajmuje pokazana namacalnie agresja, instynkt. Spójrz też jak poprzycinane są zdjęcia, jak stłamszone ramami są fotografie, co dodaje im dynamiki i sprawia, że są dużo mocniej skondensowane tak, jakby zaraz miały wybuchnąć, jak kolorystyka jest rozegrana, z prześwietlonymi, ciepłymi wręcz miejscami gorącymi fotografiami na górze, i wygaszonym stonowanym, chłodnym dołem.

Świetlista, duszna atmosfera panująca w "Animal Kingdom" to w dużym stopniu pokłosie stylu zaprezentowanego w "Crossbow". Jednak emocjonalna gęstość krótkiego metrażu to efekt nie do osiągnięcia w filmie niemal dwugodzinnym, być może dlatego "Kingdom" ogląda się jakby przez szybę. Oba filmy mają w sobie coś voyeurystycznego - w prologu "Królestwa" rolę narratora-podglądacza przejmuje Joshua. W dalszych minutach J daje się poznać jako milkliwy, niezdarny rozmówca, lecz jeden początkowy monolog, jeszcze z perspektywy kogoś nie uwikłanego, może świadczyć o jego ukrytych umiejętnościach ostrej i trzeźwej oceny sytuacji.

W jednym z wywiadów. Michôd twierdzi, że w przypadku "Animal Kingdom" w ogóle nie zamierzał używać narracji z offu i że wprowadził ją później, tylko na początku filmu, by lepiej "przykleić" widza do J. Udało mu się dość skutecznie, bez niej emocjonalna identyfikacja z bohaterem, i tak dość trudna, byłaby dużo cieższa. Na pierwszy rzut oka J sprawia wrażenie, jakby był ubogi duchem. Trudno z nim sympatyzować. Dopiero potem, może nawet za drugim podejściem, okazuje się, że niewychylanie się i skrytość to strategia, którą zapewne wymusiło na nim ciężkie życie...

[Trailer]

 

Doczytałem do końca, rozsiadłem się i odpaliłem kolejną szlugę. Zapomniała dopisać o cechach stylu charakterystycznych Michôda. Po pierwsze kolorystyka, kolorystyka wypłowiała jak kolory na okładce gazety, która przeleżała na słońcu cały rok. Po drugie spokój, wspomniana wcześniej specyficzna rytmika. Po trzecie powtarzające się miejsca, które każą myśleć, że wszystkie te historie dzieją się w jednym uniwersum - chociażby sklep zoologiczny, obecny w "Netherland Dwarf" i "Animal Kingdom". Wreszcie dzieci ze spojrzeniem nie do opisania. Smutek? Ból? Pustka? Mieszanina wszystkiego. Oglądając je zastanawiałem się czy to nie jest jedno i to samo dziecko. Straszne te spojrzenia mają. Boję się, że sam mam takie.

Wielu reżyserów ma to swoje coś. Tarantino stopy i ujęcia z góry. Hitchcock - blondynki i czarny humor. Scorsese lubi rock'n'roll. Michôd - emocjonalnie poobijane dzieci (konkretnie chłopcy) i motyw zwierząt. Mali bohaterowie są niezmiennie zamknięci w sobie, tajemniczy, trudno powiedzieć, co się w nich gotuje. Jednoczy ich poszukiwanie ciepła, poczucia przynależności, niezdarne próby rozładowania swoich traum. Jednocześnie trudność w wyjściu komuś naprzeciw, wyrażeniu swoich uczuć. Zawsze jakoś z zewnątrz, w gruncie rzeczy samotni. Przewodnicy po swoim dziwnym świecie, pełnym dzikich stworzeń - "jaskini małp", jaką jest dom chłopaka z Crossbow, i miejskiej dżungli w "Animal Kingdom".

No i każdy chłopiec Michôda chce swojego królika, w takim, czy innym sensie...

Ściemniło się. Fajka w dłoni dogasła. Gazetę rzucam na ziemię, niech ktoś przeczyta. Odjeżdżam, bo zaraz zamkną. Staję pod. Wyciągam zimno ze schowka. Czuję pot. Na dłoni. Wrzucam za pazuchę, a metal parzy zimnem w plecy. Zamykam drzwi i wchodzę, z arafatką na twarzy, pokazując metal, prosząc o to co zawsze. Po chwili wychodzę z zakupami i odjeżdżam.

Bo to taki świat, w którym samo to, że umiesz coś powiedzieć o filmie zarobić ci nie da.

------------------------

P.S. Oto Spence w trybie noir - Oddycha dymem, w żyłach płynie mu whisky. Spotyka same złe kobiety, ciągle czeka na tą jedną. Pisze fikcję po pijaku w notesie ubrudzonym lepiej nie wiedzieć czym, a potem przepisuje na starej maszynie do pisania Underwood #5.

Potem wrzuca na www.kaseta.org - tego miejsca przedstawiać nie wypada. I napisał ze mną ten tekst. Jakby ktoś się jeszcze nie domyślił.

I przy okazji - strona Jeremy'ego Saundersa -KLIK.

Zwiastun:

Żeby nie te pretensjonalne wtręty ze zwiniętą dychą, fajką, arafatką itp.

Myślisz, że lepiej by było?

Trochę mi do stylu Esme nie pasowało. Tak jakby ten tekst pisały dwie osoby.

No bo przecież pisały dwie osoby. Co z Tobą lapsusie? Nie przeczytałeś PS ze zrozumieniem? :):):)

Ups. Zaś wtopa. Teraz to mi się już wszystko podoba. Przepraszam i proszę o wybaczenie.

No co Ty, ja przecież nie umiem takich rzeczy pisać. Jestem zbyt sztywniacka. :)

Przy okazji dowiedziałam się, że w razie czego jakbym popłynęła to mogę liczyć na Lapsusa, że mi dokopie i postawi do pionu. Cenne. :)

Lapsus i dokopie? Esme dokopie? Za dużo tych sprzeczności. Zapamiętaj Esme - mówisz lapsus, myslisz miłość ;)

Ja widzę, że zbyt szczeniacki jestem :D

A ja w sumie sam nie wiem, czy mi się ten kolaż podoba czy nie. To znaczy, w sensie, że jest fajnie, ale nie jestem pewien, czy nie bardziej by mi się podobały dwa osobne teksty. Zawsze to dwa zamiast jednego :)

Znaczy chyba zbyt konserwatywny jestem :)

@Esme Jedno sprostowanie - skąd teza, że snajperzy nie polowali na Papieża? Bystry to ja specjalnie nie jestem, ale widziałem film 1,7 razy i mam nieodparte wrażenie, że zaczyna się tak, że to właśnie głównie na niego polują (i dlatego najmocniej jest przyczajony).

A co do reszty to się wypowiem, jak te szorty obejrzę, do których linki pododawaliście. Dzięki!

A tak się staraliśmy...

Ad Papieża - no tak się film zaczyna, że jest przyczajony. Ale po zabójstwie Barry'ego (z tekstem "I like you better") wraca do domu i bezproblemowo mieszka sobie z rodziną, więc domyślam się, że już jest zdjęty z haka. Ale może źle rozumiem.

Daj znać co myślisz o szortach.

Ja myślę, że po zdjęciu Barry'ego to z kolei policja musiała się przyczaić, więc Papież z przyczajenia wyszedł.

Mnie się podobało, dobrze się uzupełniacie ;)

Ha! Okazało się, że "Spidera" już dawno temu widziałem, tylko nie wiedziałem, że ma coś wspólnego z Michôdem. Ale opis na Filmasterze to ma bombowy: http://filmaster.pl/film/spider-2007/ :):)

No dobra, trochę mi to zajęło, ale w końcu obejrzałem te wszystkie krótkometrażówki.

Powiedziałbym, że to co wydaje mi się motywem przewodnim u Michôda, to kwestia dojrzewania. Jego bohaterami są chłopcy (ewentualnie młodzieńcy), ale pokazani nie przez pryzmat dziecięcych problemów, lecz przez konieczność konfrontacji ze światem dorosłych. Bohater "Netherland Dwarf" jest samotny przez rozstanie rodziców, narrator "Crossbow" przeżywa pierwsze zafascynowanie seksualnością, bohater "Królestwa zwierząt" musiał sobie wywalczyć miejsce w świecie dorosłych, a dzieciaki w "I love you Sarah Jane" muszą ich wręcz zastąpić. Smutek wylewający się z filmów Michôda wynika głównie z tego, że ten świat dorosłych pokazywany jest jako nieprzyjemny, przepełniony agresją, emocjonalnym chłodem.

Drugi znak rozpoznawczy Michôda to oczywiście kolory - służące oddaniu emocjonalnego nastroju.

Z tego zestawu najbardziej podobał mi się "Crossbow". "I love Sarah Jane" całkiem zabawny, tylko że wydaje się trochę za mocno przypominać "Gummo" (w każdym razie na początku).

W trakcie jakiejś dyskusji ze Spencerskim pojawiła się teoria, że te dzieciaki to w gruncie rzeczy jeden dzieciak, coraz starszy. Bohater "Netherland" jest zupełnie mały, potem dzieciak z Crossbow, potem Josh, już prawie dorosły. Pierwszym dwóm konfrontacja się nie udaje - jeden traci królika, drugi ginie i dopiero J wychodzi światu naprzeciw na jego warunkach. Jakoś tak.

Na pewno są to wariacje na podobny temat. Trudno tylko się zgodzić z tezą, że Joshowi konfrontacja się udaje. To raczej kapitulacja - podporządkowanie się regułom "przeciwnika", czyli dorosłych.

To nie na tym polega dojrzałość? ;)

Może i na tym. Ale może w takim razie "dojrzałość" jest życiową porażką?

Akurat w kontekście "Animal Kingdom" chyba nie jest. W świecie przedstawionym w tym filmie nic, co umożliwia przetrwanie, nie może być nazwane porażką. Josh bierze sprawy we własne ręce zamiast dać się nieść z prądem i to wystarczy. Zresztą trudno powiedzieć, czy prawo do bierności i bycia obok wszystkiego jest czymś, czego tak naprawdę warto bronić.

Nocne Polaków rozmowy.

No jak tam uważasz. Dla mnie morderstwo nigdy nie jest dobrą drogą. Boję się Ciebie Esme :)

To nie ja nakręciłam ten film, ja go tylko interpretuję unikając pewnych intelektualnych ograniczeń. ;)

Ad Doktor -narrator "Crossbow" przeżywa pierwsze zafascynowanie seksualnością.

Wiesz co, akurat do Twojej rozkminy z dojrzewaniem, bym dodał tego chłopaka z kuszą. To wyjście z kuszą (na polowanie na "psy") to też jest przejście w dorosłość. Na siłę, ale przejście.

Też dodać wypada, że kusza przez długi czas była bronią zakazaną w Australii i to jak na moje jest taki symbol zakazanego owocu.

Albo nadinterpretuję sobie.

Ten post miał być mądry, ale nie wiem czy nie wyszedł pseudomądry, bełkotliwy :D

To była tak tajemnicza postać, że ciężko coś o nim na pewno powiedzieć :)

Dodaj komentarz