your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Wdowy po mafii

Wdowy Steve'a McQueena to właśnie ten film, który warto zobaczyć w ten weekend. Ma wszystko to, czego brakuje nowym Potterom sans Potter - zwięzły scenariusz, kompetentną reżyserię, pazur publicystyczny. A przy tym to perełka kina gatunkowego.

Tytułowe wdowy to żony gangsterów, którzy zginęli we wspólnym, nieudanym napadzie. Po swoich mężczyznach dziedziczą głównie długi lub kłopoty. Veronica to żona przywódcy - to do jej apartamentu przychodzi miejscowy mafioso, żądając ogromnej sumy pieniędzy, której ona nie ma. Próbując ratować życie, kobieta decyduje się wykonać ostatni skok, który zaplanował jej zmarły mąż. Po pomoc udaje się do pozostałych wdów.

Brzmi jak coś dla Patryka Vegi. I być może w rękach Patryka Vegi byłby to film... Patryka Vegi, bo w sumie jego nazwisko to już pewna marka. Niezależnie od poziomu umiejętności reżyserskich, Wdowy od Vegi z pewnością byłyby mniej kolorowe. Akcja rozgrywa się w Chicago, w amerykańskim tyglu kultur, zaś same bohaterki to interesująca galeria postaci o różnym pochodzeniu etnicznym, a czasem i statusie materialnym. Staranność w oddaniu społecznego kontekstu decyduje w dużej mierze o wartości tego filmu - fabuła nie przekracza bowiem poziomu niezłej powieści sensacyjnej. Z tym scenariuszem nie da się zrobić zbyt wiele, zapewne dlatego postawiono przede wszystkim na aktorstwo i pro-kobiecy smaczek.

Jeśli miałabym porównać Wdowy do czegoś, co widziałam już wcześniej - a nie jest to film tak unikalny, by nie nasunęło się na myśl co najmniej kilka propozycji - wybrałabym chyba Jackie Brown. To film o sile kobiet, które, przyparte do muru, potrafią zaskoczyć każdego. O odzyskiwaniu podmiotowości, wzięciu życia we własne ręce. Tarantino podjął ten temat z większym wdziękiem, tworząc świetne postaci obu płci (mężczyźni we Wdowach są dość kartonowi), bez podawania w dialogach banałów typu "to moje własne życie i ja o nim decyduję". Ale ponieważ on już przestał robić filmy o kobietach, ktoś musi przejąć po nim pałeczkę. Mogłyśmy trafić pod zdecydowanie gorszy adres niż Steve McQueen.

No właśnie, Steve. Powiem szczerze, że trochę mi go szkoda na tego typu filmy. W ostatecznym rozrachunku, mimo zacięcia polityczno-społecznego, to jednak zwykły kryminał. Po facecie, który nakręcił Wstyd, spodziewałabym się nieco więcej, niż tylko najlepszego filmu bieżącego weekendu. Będę więc jak jedna z jego bohaterek. Wezmę, co moje. I pójdę do domu.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook