Z dzieciakami wszystko OK

Data:
Ocena recenzenta: 4/10

Bohaterkami "Wszystko w porządku" Lisy Cholodenko jest a) małżeństwo lesbijek b) wychowujące dwójkę dzieci c) poczętych metodą sztucznego zapłodnienia. Dla obrońców tradycyjnej moralności, którzy zapewne szykują już koktajle Mołotowa i transparenty, mam nieśmiałą sugestię - warto wcześniej wybrać się incognito na pokaz.

Julianne Moore jako Jules i Annette Bening jako Nic

Zobaczy się wówczas parę ludzi w ustabilizowanym związku, który poza lokalnym kolorytem niezmiernie przypomina inne ustabilizowane związki. Jules i Nic to dojrzałe panie, które miały dużo czasu na to, by się poznać, pokochać i odrobinę sobą znudzić. Ona to wzięta lekarka i perfekcjonistka, która w chwilach stresu lubi zajrzeć do kieliszka z czerwonym winem, a ona - kobieta nieco mniej poukładana życiowo, za to bardziej wyluzowana. Jeszcze o tym nie wiedzą, ale już wkrótce czeka je kryzys. Spowodują go ich własne dzieci, kontaktując się z biologicznym ojcem, trzpiotowatym właścicielem restauracji, Paulem.

"Mamy" czują się oczywiście nieco urażone, uparcie określając Paula "dawcą nasienia". Dzieci zaś eksperymentują z nowym dla nich pomysłem przebywania w towarzystwie mężczyzny, który teoretycznie mógłby być dla nich ojcem. Tym chętniej, że on sam wydaje się zafascynowany możliwością bliższego ich poznania. I chociaż cała ta sytuacja nosi znamiona tymczasowości, rodzinne układy powoli zaczynają ulegać zmianie w trudnym do przewidzenia kierunku.

Wnikliwe i bezpruderyjne przedstawienie mechaniki działania rodziny, związków i emocjonalnych relacji wydaje się być - oprócz świetnego aktorstwa - główną zaletą "The Kids are All Right". Pojawienie się pretendenta do tytułu ojcowskiego wprowadza duże zamieszanie. Lecz wykształcone przez lata wspólnego życia stabilne więzi, choć mogą ulec nadwyrężeniu, zrywają się trudno. Przedstawiony model "podstawowej komórki społecznej" odbiega od standardów, jednak w sensie czysto emocjonalnym film niesłychanie trafnie opisuje relacje panujące zarówno w rodzinie, jak i poza nią. Uklepana, nieco już znudzona intymność rodziców, emocjonalna labilność dojrzewających dzieci, próby przystosowania się do uporczywej obecności intruza, które wreszcie owocują kryzysem - wszystko to przedstawia Cholodenko z życzliwością, która nie przytępia ostrości spojrzenia. Jej bohaterowie to ludzie z krwi i kości - nie zawsze święci, z bagażem nawyków i urazów, czasem nie poukładani, często popełniający błędy. Może i ciężko czasem przyznać im rację, ale też trudno ich nie rozumieć.

"Wszystko w porządku" doczekało się Złotego Globu w kategorii "Najlepsza komedia lub musical", trudno mi jednak jednoznacznie zakwalifikować ten film jako zwykłą komedię. Jak na kino gatunkowe zbyt mało tu uproszczeń i dróg na skróty i zbyt wiele emocjonalnej inteligencji w kreowaniu postaci, choć prostota fabuły zachęca do szufladkowania. "The Kids are All Right" to film "życiowy" - nie sposób zatem sprawić, by był wyłącznie zabawny. Nie zawsze przecież wszystko jest w porządku.

Zwiastun:

Nie wiem, jak musiałabym się postarać, żeby nazwać ten film komedią. Życiowy - tak. Obyczajowy, psychologiczny, dramat. Ale komedia?? Nigdy w życiu. ;)

Ja kilka razy wybuchłam śmiechem. Trailer też zapowiada komedię (dobór scen).

Wydaje mi się, że pomysł na fabułę jest trochę komediowy - para lesbijek staje w obliczu ojca swoich dzieci. W każdym razie potrafię sobie wyobrazić komedię typu "Śniadanie ze Scotem" bazującą na takim pomyśle. Ale jego rozwinięcie bardziej przypomina film obyczajowy, mimo że mamy klasyczny happy-end itd.

Przede wszystkim zaś - gdyby film trafił do kategorii "dramat", w życiu nie dostałby nagrody, bo tam rządził "The Social Network". I komedie lepiej się sprzedają niż filmy obyczajowe, więc warto reklamować jako inteligentną komedię.

Ja się prawie nie śmiałam, ale może to dlatego, że nie lubię filmów o relacjach. ;)

Ja uwielbiam, ale dla mnie tam nie było nic śmiesznego. ;)

Ze śmiechu to i ja nie płakałem :]

Jako obrońca tradycyjnej moralności za radą Esme wstrzymam się z Mołotowem i transparentami. Chcę obejrzeć, bo wydaje mi się, że to a propos poruszonego przeze mnie tematu. Muszę poczekać.

Zdecydowanie jest tu co nieco o ojcostwie. Tyle że ojciec wprowadza tylko niepotrzebne zamieszanie i nawet jeśli nie padają słowa "zrezygnowałeś z odpowiedzialności, to teraz nie mieszaj się do naszego ułożonego życia", to trudno nie odnieść wrażenia, że byłyby one na miejscu. Innymi słowy, kobiety umieją poradzić sobie same a facet, nota bene trochę palant, który po latach kawalerskiego życia zażyczył sobie nagle mieć prawie dorosłe dzieci, nie jest mile widziany. Takie są w każdym razie moje wrażenia.

Właściwie to miałam podobne. ;) I zastanawiałam się nawet, czy faktycznie dzieciak z banku spermy może spotkać dawcę nasienia. Bo taki dawca to żaden ojciec, skoro nie wychowywał.

@ Esme Właśnie tak coś czułem, ale szerzej wypowiem się po obejrzeniu. Ja powiem nawet, że biologiczne ojcostwo nie jest dla mnie żadnym argumentem. Mistrz Hrabal opowiada, jak spotkał swojego biologicznego ojca, gdy był już znany i na prośbę o spotkanie odpowiedział: " Moim ojcem jest ten kto mnie wychował". Tu jest pewnie jeszcze gorzej, bo jak ktoś handluje spermą dla czyichś zachcianek, jest sam sobie winien uprzedmiotowienia, więc także pozbawienia praw osoby.

Mniej więcej się zgadza, tylko że tutaj wychowują same mamy :) Czekam na opinię wobec tego.

To zrozumiałem, ale chodzi mi o tego dawcę-łobuza. Ojca nie ma, brak. Tym się aktualnie zajmuję. Na matki przyjdzie czas jeszcze, spokojnie.

Z tą łobuzerią to nie takie proste. Właśnie to jest w tym filmie ciekawe, że trudno być sędzią dla tych postaci. To są po prostu ludzie, którzy dokonali pewnych wyborów. Nie zawsze czują się z nimi dobrze, może czasem chcieliby coś zmienić, ale już nie mają jak. O ile łatwo jest zawsze oceniać zjawisko, o tyle w przypadku konkretnych osób trudno być prędkim w opiniach, bo każdy ma słabości i każdy czasem żałuje, że nie postąpił w życiu inaczej... I tutaj udało się oddać całą tę złożoność. Może zresztą odbierzesz to inaczej, zobaczymy.

Ciekaw jestem tego filmu.

No właśnie - ten dawca spermy oddał ją, będąc 19-latkiem. Nawet nie wiedział, że ktoś jej użył. Dzieciak, kiedy skończy lat 18, ma prawo spotkać się z dawcą, jeśli ten wyrazi zgodę. Wyraził. Dziwnie musi być zobaczyć "swoje" dziecko po 19 latach... te relacje strasznie trudno ogarnąć.

W moim świecie za błędy się płaci. Konsekwencje są czymś oczywistym. Zawsze staram się podkreślać, że trzeba myśleć o konsekwencjach. To jest niechciane macierzyństwo, aborcja (bardzo często stykam się z tym w swojej pracy)- poważne problemy, które decydują o całym życiu. Jest taki film "Dziecko", też o młodym mężczyźnie, który nie chce podjąć roli ojca. Film pokazuje straszny dramat wynikający z głupoty, ale to niczego do końca nie usprawiedliwia. Dorosłość to odpowiedzialność także za swoją niedojrzałość. A wszystko to piszę na marginesie, filmu nie widziałem, ale jestem zaintrygowany.

Tu nie ma niechcianego macierzyństwa, wręcz przeciwnie. W dawcy po spotkaniu z dzieciakami też się tatuś budzi. I co prawda irytuje mnie jego zachowanie, to, że na gotowe, jak dzieci już wychowane, to przychodzi się chętnie, zwłaszcza jak nie ma się żadnych prawnych obowiązków; ale rozumiem też, że do bycia rodzicem można dojrzeć później albo po jakimś szczególnym wydarzeniu, więc cała ta sytuacja mnie nie dziwi. Ale pytań nasuwa mnóstwo, głównie natury psychologicznej.

@Esme: a ocena?

@Doktorze, specjalnie nie ma. Nie lubię tego filmu na tyle, że pewnie ocenię go na 4/10. Ale jego obiektywna wartość jest wyższa, więc wstrzymam się z oceną co najmniej do premiery, żeby nie zniechęcać ludzi, którzy mogliby się ewentualnie sugerować moim zdaniem.

Ha ha ha, no nieźle. A to, że pisząc dość entuzjastycznie o filmie, możesz zachęcić kogoś do pójścia i potem będzie wkurzony, już Cię nie martwi? Potwierdza się stara prawda, że czym ważniejszy krytyk (w tym przypadku Naczelna), tym bardziej waży słowa. Ja z Twojego opisu czułem, że film jest taki nijaki, średnio dobry. A takich najbardziej nie znoszę. Wolę już chyba w takim razie obejrzeć Skyline po raz trzeci ;))

Ale film JEST dobry! Esme oddzieliła po prostu jego obiektywną wartość od subiektywnego wrażenia. I dobrze, tak się w recenzji robić powinno. Ja bym się martwiła, gdyby tego nie zrobiła. ;P Bo potem się idzie na film i okazuje się, że film jest totalnie inny, niż napisał krytyk, bo krytyk pisał o swoich wrażeniach, udając, że pisze o filmie. ;P

No wiesz verdiana, nie ma czegoś takiego jak "obiektywna" wartość. Chyba. A jeśli Tobie się podobał, to wcale nie znaczy, że mi się spodoba. Wiesz jak to jest z naszą zbieżnością gustu :))

A ja myślę, że jest i że to się wyczuwa. Bo nie wierzę, że można np. nie wyczuć różnicy między Bachem a Toy Boysami. ;) Można nie lubić Bacha i o tym napisać, ale nie można napisać, że to zła muzyka, bo to byłoby oszustwo wprowadzające w błąd.
Ja wolę wiedzieć, czy nastawiać się na coś dobrego, nawet jeśli mi się nie spodoba, czy na tanią rozrywkę, nawet jeśli mi się spodoba.

Chociaż nie wstrzymuję się z ocenami tak jak esme. Ale to wynika z tego, że wystawiam je dla systemu, a nie dla innych użytkowników. Po prostu chcę albo nie chcę, żeby mi system polecał podobne filmy - bez znaczenia, czy są dobre, czy złe.

No nie wiem. Z jakichś powodów film się Esme nie podobał. Nie rozumiem, jak film można uważać za obiektywnie dobry, a subiektywnie niedobry. Ja tam się nie boję dać filmowi niskiej oceny nawet jeżeli ma dobre zdjęcia, dobrą grę aktorską, dobry montaż... a mnie wkurza lub nudzi. Z tego co zauważyłem Ty też nie, wręcz seryjnie ostatnio nisko oceniasz filmy, które inni chwalą :)

Nie "obiektywnie dobry, a subiektywnie niedobry", tylko "obiektywnie dobry, ale mi się nie podobał" albo "niedobry DLA MNIE".
A ja nie oceniam, tylko rozmawiam z systemem polecającym. ;P Gdybym miała oceniać, to miałabym w polecankach głównie to, czego nie mam ochoty oglądać. ;P A ja nie chcę oglądać tego, co obiektywnie dobre, tylko to, co mi się podoba. I jeśli mi się podoba jakieś badziewie, to chcę, żeby system mi polecał podobne. Jak ocenię nisko, to mi nie poleci, więc jaki mam wybór? ;)

I w tym punkcie - wartości obiektywnej - zgadzam się w 100% z Verdianą. Rzadka to chwila, ale chyba już ją przerabiałyśmy na B-netce. ;>

Dokładnie tak, bo tak samo mam z książkami i pewnie z kulturą w ogóle. ;)

W takim razie proszę zdefiniujcie jaki musi być film, żeby był obiektywnie dobry. Skoro to się da zrobić, to może da się wyprowadzić na to jakiś wzór i Filmaster będzie automatycznie wyliczał i podawał dla każdego filmu, czy jest obiektywnie dobry, czy nie ;))

I ciągle przyznam nie pojmuję, jak może się komuś nie podobać coś co uważa za obiektywnie (czyli bezwzględnie) dobre :)

Bo to kobieca logika jest. Ty tego nie zrozumiesz.

@lapsus jakbym strzeliła focha i napisała, że ten film nie nadaje się do niczego poza zadawaniem cierpień Esme (bo tak go ze swojego punktu widzenia oceniam), tobym usłyszała, że jako kobieta daję się ponieść emocjom. No rest for the wicked. ;P

No tak - teraz jestem "bezbożnikiem", a to dla mnie poważna sprawa ;P A skąd jest ten tekst i co on precyzyjnie znaczy? Ale przynajmniej dotarło do mnie, że film Ci się nie podobał.To się nazywa przewrotność niewieścia ;) Dałem się wkręcić, nie ma co.

Co to za tekst?

@lapsus @lamijka Tekst jest krążący tu i ówdzie, ale wywodzi się z Biblii i znaczy mniej więcej tyle, że źli (tu w znaczeniu kobiety) nie zaznają spokoju. Stara się człowiek nieco zdystansować - źle, bo kobieca logika. Zjechałby na metry - pewnie też by było niedobrze, bo kobieca emocjonalność. Chyba po prostu przestanę się przejmować, będę pisać jak mi się będzie podobało a zarzuty z obu kierunków będę brać na klatę. :)

A jeśli chodzi o film, to Ci go lapsusie nadal polecam, bo to jest chyba dokładnie ten typ, którego ja nie lubię a Ty preferujesz.

No ale z tą "kobiecą logiką" to pozwoliłem sobie na żarcik w kontekście zimnej, wyrachowanej, matematycznej, męskiej logiki Doktora. Za nieporozumienie przepraszam. Ale rzeczywiście dałem się nabrać, bo po przeczytaniu byłem pewien, że jesteś entuzjastką tego filmu. Na szczęście Doktor zachował czujność i Cię zdemaskował ;) Czy to jest tak, że będąc na pokazie prasowym, czujesz się zobligowana do zachowania jak największego obiektywizmu?

zimna, wyrachowana, matematyczna, męska logika Doktora

O żesz, ile epitetów na raz. Słowo daję, że nic nie rachowałem ;)

@Doktorze, jak mamy Ci uwierzyć? Jesteś matematykiem, na pewno rachujesz bez przerwy. :)

@lapsus A, to ja też przepraszam. W ogóle czuję się zobligowana do minimum obiektywizmu - nawet jeśli film mi się nie podoba, staram się wymienić zalety, jeśli jakieś ma. Jeśli chodzi o ten film, to poniekąd również z powodu naszej niedawnej dyskusji o "Tarnation" uznałam, że ze względu na swoje radykalne poglądy na filmy "o życiu" mogę mieć o nim przesadnie złe zdanie. Wydaje mi się, że to był odosobniony przypadek, ale kto wie...

Argh.. humanistyka to nie nauki ścisłe. Nie można jej matematyzować. Ładne to nie to, co się komu podoba. Co widać na przykładzie recenzji powyżej. O gustach się nie dyskutuje, bo są subiektywne i można kogoś obrazić, o tworach kultury jednak się dyskutuje właśnie dlatego, że można oceniać je posługując się niezależnymi od gustu kryteriami.

Tak dla pewności zapytam: czy jeżeli się z Tobą nie zgadzam w kwestii oceny obiektywnej jakości jakiegoś filmu (czyli np. Ty uważasz, że jest obiektywnie świetny, a ja że obiektywnie beznadziejny), to dyskutuję o Twoim subiektywnym guście, czy o obiektywnym tworze kultury?

Wydaje mi się, że ocena nie jest zero jedynkowa i wymaga więcej zachodu niż ocena prawdziwe/fałszywe. I więcej słów. I pewnie więcej wody w rzece. I więcej niż 1 opinii 1 osoby.

@Doktorze w tym wypadku wiem na pewno, że moje fobie i upodobania działają z całą mocą na niekorzyść tego filmu. Trzeba się jakoś rozliczyć z pokazu prasowego a emocjonalna, niemerytoryczna recenzja, prezentująca fochy zamiast racjonalnych argumentów to nie jest coś, co chciałabym osiągnąć. To tak jak z pająkami - osobiście nic do nich nie mam, ale jak je widzę to mnie trzęsie. Wiedząc o tym, starałam się unikać wartościowania i zamiast tego oddać esencję filmu. Znaczy że źle zrobiłam?

Moim zdaniem źle. Twoje recenzje powinny być Twoje a nie niczyje, nosić Twój charakter.

La mala Esme.

Masz Esme recenzję "obrońców tradycyjnej moralności" :)

"obrzydliwie lukrowana laurka wystawiona homoseksualizmowi"

"Nie wnikam już, jakiej orientacji są jego producenci, bo film od początku do końca wygląda, jakby scenariusz do niego pisało całe homoseksualne lobby USA."

"jedyne skojarzenie, jakie przychodzi mi do głowy, to wydawana przez hitlerowców w okupowanej Polsce prasa z jedyną słuszną prawdą, nazywana nie bez kozery gadzinówką."

http://fronda.pl/news/czytaj/nie_wszystko_jest_w_porzadku_czyli_gadzinowka_homoseksualnego_l

Wow, Fronda publikuje recenzje filmowe? Dlaczego nie trafiłam tam wcześniej...

A tu Szczerba z kolei pisze coś odwrotnego :) To ja już nie wiem.

"Gdy ktoś wybierze się na "Wszystko w porządku", a naprawdę warto się wybrać, może dojść do wniosku, że to sprytnie zakamuflowana apoteoza konserwatywnego modelu rodziny heteroseksualnej."

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80276,9156081,Intruz_w_rodzinie__kij_w_mrowisko.html

Wyjątkowo się ze Szczerbą zgadzam. :-) Też miałam takie podejrzenia. :>

Trochę nie rozumiem prawicowej krytyki tego filmu, bo przecież przez większą jego część Cholodenko nam funduje pochwałę konserwatywnych wartości rodzinnych.

Filmu nie widziałem, ale podejrzewam, że dla skrajnie prawicowych środowisk konserwatywne wartości rodzinne to tak oczywista oczywistość, że innych modeli rodziny nawet nie rozważają. Oni nie dostrzegają więc w ogóle tego, co nazywasz "pochwałą", tylko skupiają się na tym, co im się nie podoba. No a przecież wiadomo, że dla nich homoseksualizm jest zboczeniem, które najchętniej by leczyli elektrowstrząsami :)

Otóż właśnie, to jest krytyka ze stanowiska homofobicznego. Założenia są takie, że homorodzina nie jest w stanie zapewnić dzieciom harmonijnego rozwoju a związek homoseksualny jest nienaturalny i nie przynosi tak naprawdę żadnemu z uczestników satysfakcji. Dla osób myślących w ten sposób film Cholodenko to po prostu kłamstwo w żywe oczy i bezwstydna propaganda. A pochwała wartości rodzinnych poprzez pokazywanie związku lesbijek to po prostu obraza majestatu. ;)

O, przegrali! Pierwszy w argumentacji użyli Hitlera!

Dodaj komentarz