Ptactwo powietrzne

Data:
Ocena recenzenta: 5/10

Zasadniczo obraz Margaret Whitton (reżyser) jest komedią z dużą dozą romantyzmu. Jednak mimo iż to produkcja USA ciężko ten film porównać do przeciętnej komedii romantycznej. Tych jak wiadomo ostatnio na pęczki.

Brak schematów opierających się na tym złym i tej pięknej z pewnością działa na plus. Próżno tez szukać kłamstw które wychodzą na jaw by pod koniec filmu zburzyć to co bohaterowie zbudowali mniej więcej w połowie seansu. No i jak to zwykle bywa mimo przeciwności losu wszystko kończy się triumfem wielkiego uczucia.

W Ptactwie powietrznym raczej ciężko będzie doszukać się tego typu elementów fabuły. Margaret Whitton stworzyła obraz odmienny jednak wyjątkowo roztrzepany i mało logiczny. Momentami wręcz absurdalny.

Głównym bohaterem jest Lyman i papuga która przypadkiem znalazła się pod jego dachem. Lyman pracuje na autostradzie, tylko na nocne zmiany, raz po raz coś naprawi, pomoże z zepsutym autem, czy posprząta większe śmieci walające się po drodze. Jego życie toczy się wzdłuż trasy na której pracuje i przyczepie w której mieszka. Lyman stroni od kobiet, niewiele mówi (w zasadzie nie mówi), nie ma też przyjaciół ani żadnej rodziny, wiedzie nudne, samotne, ale poukładane życie.

Fiona to przeciwieństwo Lymana, ta całkiem żywiołowa bibliotekarka podkochuje się w nieśmiałym pracowniku autostrady. Nie może jednak znaleźć sposobu aby do Lymana dotrzeć. Szansa pojawia dopiero gdy ten postanawia odnaleźć właściciela papugi, żeby to zrobić udaje się do biblioteki. Dopiero tam Fiona ma szansę dłużej porozmawiać z obiektem swoich westchnięć.

Film byłby całkiem niezłym romansidłem z humorem w tle gdyby nie masa błędów logicznych. Już na początku sama papuga wydaje się być trochę za bardzo rozgarnięta. Mimo że zna raptem kilkanaście wyrazów to doskonale rozumie co się do niej mówi. Lyman mimo, że od początku kreowany na skrytego i nieśmiałego dość szybko i całkiem nagle przeistacza się w pewnego siebie romantyka. Taka kolej rzeczy wydaje się co najmniej naciągana i absurdalna. Jeśli do tego dołożyć fakt, że Lyman praktycznie nie zdejmuje pomarańczowego kombinezonu… zasadniczo paraduje w nim wszędzie… Może ma to nieść za sobą jakąś symbolikę. Trudno jest jednak to przesłanie w filmie odnaleźć.

Dialogi równie roztrzepane co cały film. Scenarzysta (Roger Towne) chyba sam nie wiedział na co się zdecydować. Raz po raz bawi błyskotliwym tekstem, by w kolejnym zdaniu wzbudzić w widzu tylko zażenowanie i błogą rozpacz. Przebieg zdarzeń w filmie też nie jest wolny od absurdów, a niektóre sceny wołają o pomstę do nieba – w szczególności jedna z ostatnich ;)

Chyba tylko Fiona trzyma się swojej własnej osobowości w tym samym stopniu od początku do końca. Widać, że jej postać jest o wiele bardziej dopracowana niż cała reszta. Film w całokształcie to kompletny misz-masz, sprawia wrażenie jak gdyby twórcy nie do końca wiedzieli jak historię doprowadzić do finału.

Gdyby w filmie pójść prostszą drogą i zastosować bardziej liniowy rozwój postaci, to z pewnością komedię z papugą w tle oglądało by się o wiele przyjemniej. Niestety z perspektywy widza opowiedziana historia jest absurdalna, nierzadko przesadzona i raczej niedopracowana.

Produkcję można więc spokojnie ominąć, straci się jedynie kilka niezłych dialogów, troszkę zabawniejszych scen i całą masę żenujących niedociągnięć.