"Las" gęsty od symboli

Data:
Ocena recenzenta: 6/10
Artykuł zawiera spoilery!

W piątkowe, wczesne popołudnie do kina „Muranów” udawałem się pełen obaw i niepokoju, bo oto przyszło mi wziąć udział w pokazie prasowym filmu „Las” Piotra Dumały. Pierwszy nieanimowany film słynnego artysty określany jest jako ambitne i wielce artystyczne dzieło, przepełnione fantasmagorycznymi wizjami, licznymi symbolami i operujące nierzadko logiką snu, dzieło stojące w opozycji do klasycznego, konwencjonalnego kina fabularnego.

Nie miałem wątpliwości, że będzie to wyzwanie i już wiem, że się nie myliłem.

W całości czarno-biały film rozpoczyna krótki, animowany prolog, który zręcznie nakreśla atmosferę i daje przedsmak dalszych, już filmowych sekwencji, przy okazji przypominając nam o artystycznym rodowodzie reżysera. Ta animowana, krótka sekwencja przenosi nas w dwupłaszczyznowy świat zasadniczej części dzieła Dumały.

Pierwszą płaszczyznę stanowi wręcz paradokumentalny zapis ostatnich dni życia ojca, którym z wielkim oddaniem opiekuje się jego syn. Kamera zwykle zastygła na statywie, śledzić będzie z nieskończoną cierpliwością nawet najbardziej intymne zabiegi pielęgnacyjne, jakim poddawane będzie bezwładne i nieprzytomne ciało starca. Obiektyw zarejestruje także kilka krótkich rozmów pomiędzy bohaterami, towarzyszyć będzie synowi w jego samotnych, przepełnionych senną wegetacją wieczorach. Co ważne, w tej paradokumentalnej formie malowanej zręcznie przez obiektyw Adama Sikory, znajdzie się miejsce na liczne symbole biblijne, czy elementy filmowej poezji. Tak więc, nie będziemy tu mieć do czynienia z formą stricte paradokumentalną, a raczej jej artystyczną - wizualnie wysmakowaną, acz ascetyczną i skromną w środkach wyrazu - odmianą.

Drugą płaszczyzną filmowego dzieła Dumały jest tytułowy las. Tutaj leniwie podążająca kamera rejestruje bohaterów przedzierających się przez gęstwinę, zbierających drewno, czy raczących się przy ognisku na wpół surowym mięsem. W lesie nie słyszymy rozmów. Ojciec i syn operują gestami, często nagłymi i pełnymi ekspresji. W lesie sprawny fizycznie, ale ślepy ojciec, dominuje nad synem. Przygarbionym, zmęczonym i jakby przestraszonym, próbującym nadążyć za krzepkim starcem. Tak więc, tutaj sytuacja jest diametralnie odmienna, role są niemalże odwrócone.

Warte podkreślenia jest, że dla obu płaszczyzn wspólny jest brak określenia miejsca akcji, pozaczasowość czy anonimowość bohaterów. W ten sposób autor nadaje swojemu dziełu wymiar uniwersalny, a jeśli dodamy do tego ascetyczne środki wyrazu, wysmakowane, plastyczne zdjęcia i intensywną symbolikę, to jasne się staje, że mamy do czynienia z dziełem, któremu bliżej do twórczości ambitnych artystów filmowych jak np. Tarkowski czy Bergman.

Pomijając ryzykowne porównania, to Dumała bez wątpienia stworzył dzieło kompletne. Udanie połączył formę paradokumentu z baśnią, czy sennymi fantasmagoriami i zręcznie przyprawił to szczyptą posępnej poezji. Na każdą następną scenę filmu czekałem niemal jak na odsłonę kolejnego dzieła zdolnego malarza i zarazem wprawnego poety, lubującego się w podsuwaniu licznych symboli stwarzających pole do luźnych i niekończących się interpretacji.

W tej krótkiej notce nie podejmę się własnej interpretacji tego dzieła, ale chciałbym pozostawić drzwi otwarte i zaprosić wszystkich, którzy obejrzeli lub obejrzą ten film do dyskusji.