Przepowiednia królowej Saby (spoilery?)

Data:
Ocena recenzenta: 7/10
Artykuł zawiera spoilery!

 

Zacznijmy od tytułu. Film „Królowa Kier” odnosi się do „Alicji w Krainie Czarów” - książki, która często jest cytowana w filmie i symbolizuje kobiecą dominację i bezwzględność (wszak rzeczona Królowa Kier ma upodobanie w ścinaniu głów swoich poddanych), złą królową ma być główna bohaterka, Anne. Ale jest też oryginalny tytuł - „Dronningen” - i tu mam niejasność. W duńsko-polskim tłumaczeniu znalazłem tylko sformuowanie „Dronningen af Saba’, co oznacza Michaldę lub Makedę, słynącą z mądrości królową krainy Saby, znaną z proroctw, które za komuny można było kupić na odpustowych straganach i które czytaliśmy w czasie stanu wojennego, gdy brakło światła. Cóż może nam symbolizować tytułowa Dronningen, Michalda – królowa krainy Saby?

Anne i Peter to prawdziwie królewska para. On wzięty lekarz, ona prawniczka, broniąca praw molestowanych, gwałconych, ofiar domowej przemocy – mądra kobieta, królowa Michalda, która stoczyła biblijny pojedynek z samym Salomonem. Otóż w ich domu pojawia się Gustav, syn Petera z poprzedniego małżeństwa. Oprócz dwójki cudownych bliżniaczek ze związku ‘królewskiej pary” to on staje się częścią tej wspaniałej rodziny – szacownej, żyjącej w dostatku, przepychu wręcz, na wskroś równouprawnionej i nowoczesnej. Gustav to źródło konfliktu, niebezpieczeństwo, zagrożenie dla tego płynącego mlekiem i miodem królestwa.

Anne w przpływie fal niepokojów, braku bliskości z mężem, nowej sytuacji, która ją przerasta, zbliża się do nieletniego Gustava. Najprościej byłoby powiedzieć, że dla rozrywki wdaje się w niemoralny romans, przekraczając zarazem kilka barier moralnych – Gustav jest nie tylko niepełnoletni, jest także synem jej małżonka. Anne wykorzystuje sferę seksu jako sferę kontroli. To ona jest bardziej wiarygodna dla osób postronnych niż karany wcześniej chłopak. Uwiedzenie, bo przecież nie gwałt, staje się dobrym pretekstem dla rozwiązania trudnej sytuacji, w jakiej znalazło się „królestwo duńskie”. W tym kontekście „Królowa Kier” to przypowieść o tym, ile jesteśmy w stanie poświęcić, aby ratować „stan posiadania”. Reżyserka, May el-Toukhy, nagrodzona za ten film na festiwalu w Sundance, odwraca tradycyjne role społeczne, by jeszcze wyraźniej pokazać, że gdy zagrożone jest nasze status quo jesteśmy w stanie oddać bardzo wiele – swą moralność, wiarę w ideały, w dobro tego świata. Po wybuchu bomby nikt z tej awantury nie wyjdzie cało, ale królestwo ocaleje, bo co innego pozostanie bohaterom niż jakoś żyć dalej.

Film May el-Toukhy wpisuje się w nurt kina duńskiego, które określają filmy Susanne Bier - „W lepszym świecie”, „Tuż po weselu”, czy „Bracia”, ale także „Polowanie” Thomasa Vinterberga. Pytanie, czy „Królowa Kier” czymś szczególnym wyróżnia się na tle powyższych filmów, które opowiadają o zapominaniu problemów w świecie dostatku i równouprawnienia, równouprawnienia także ku złu? I to „równouprawnienie ku złu”, wynikające z bycia mądrą królową Michaldą, jest chyba tym elementem szczególnym w spójnym, przemyślanym w detalach i ujęciach filmie, który może swą dokładnością nieco nużyć, ale z pewnością daje do myślenia. A o to trudno w dzisiejszym kinie europejskim.

Zwiastun: