BERLINALE 2020: HITTMAN, JUDE, OSTROCHOVSKY

Data:

NEVER RARELY SOMETIMES ALWAYS
reż. Eliza Hittman
Konkurs Główny

Od razu warto zaznaczyć - w przypadku tego filmu jego tematyka i intrygujący pomysł na jej ascetyczne zobrazowanie wydają się dużo ciekawsze niż ich finalna egzekucja. W wielu krajach powstają produkcje, pokazujące problemy kobiet związane z prawem do samodzielnego i niczym nieskrępowanego decydowania o swoim ciele. Tak, dzieło Hittman to kolejny dramat aborcyjny, ale podchodzący do trudnego i kontrowersyjnego tematu z surowością i zaskakującym spokojem. Takim od początku wykazuje się Autumn (Sidney Flanigan). Nastolatka zaszła w ciążę, o której nie chce informować rodziców, ale którą z determinacją chce usunąć. Buszuje w internecie i szybko odkrywa, że ze wzlędu na zbyt niski wiek w rodzinnym stanie nie może legalnie dokonać aborcji bez wiedzy dorosłych. Zabieg byłby dla niej dostępny bez przeszkód np. w Nowym Jorku i dlatego zdeterminwana dziewczyna wraz z kuzynką (Talia Ryder) wsiada w autobus i wyrusza w tajemnicy w spontaniczną podróż.

"Never Rarely Sometimes Always", które swój tytuł wzięło od wariantów odpowiedzi na pytania kwestionariusza, wypełnianego przez każdą pacjentkę w klinice, rzetelnie przeprowadza nas przez społeczne labirynty, narzucające mniej lub bardziej nachalnie kobietom konkretne role, zachowania i postawy.

Cała recezja >>>


TIPOGRAFIC MAJUSCUL
reż. Radu Jude
Forum

Radu Jude po "Nie obchodzi mnie, czy przejdziemy do historii jako barbarzyńcy" kontynuuje wątek rozliczeń z XX-wieczną historią swojej ojczyzny, tym razem rekonstruując wyszperaną z akt Securitate historię nastoletniego graficiarza, który w mieście Botoşani siał zamęt, pisząc na murach wolnościowe hasła. Forma zaadaptowania tej historii na filmowe potrzeby nie  jest powalająca - aktorzy na kolorowym tle melorecytują po prostu raporty tajnej policji z przesłuchań czy transakrypcje podsłuchanych rozmów, patrząc się prosto w ekran. Sprawiając wrażenie, że czytają je bezpośrednio z promptera. Układa się to w zwartą, chronologiczną opowieść, ale pozbawioną w takiej wersji jakiegokolwiek napięcia. Na początku sympatycznym przerywnikiem dla losów chłopaka z Botoşani są archiwalne materiały z rumuńskiej telewizji, z lekkością i dowcipem obrazujące codzienność życia w komunistycznym państwie rządzonym przez Ceaușescu. Im dalej, tym jednak w "Tipografic Majuscul" pojawia się ich mniej. Większą część reżyser poświęca recytacji akt Securitate. Radu Jude zaproponował ciekawą odsłonę filmowego eksperymentu, całkowitej rekonstrukcji kina historycznego, ale w tak okropnie statycznej, pozbawionej życia formule, trudno uznać ją za udaną.


SLUZOBNICY
reż. Ivan Ostrochovský
Encounters

W swoim drugim filmie pochodzący ze Słowacji reżyser buduje niezwykłą, przeszywającą chłodem surowych, klasztornych wnętrz scenerię dla historycznego thrillera, dla którego podstawą są mroczne historie z komunistycznych czasów i relacji państwa z kościołem. "Servants" nie są jednak ani kinem rozliczeniowym, ani aktem oskarżenia wymierzonym w kościelną hierarchię. Jak mówi sam Ivan Ostrochovský, to opowieść o tym, jak łatwo i bezwiednie można stanąć po złej stronie historii. Na początku lat 80. na terenie Czechosłowacji rozpędza się działalność inspirowanej przez aparat państwowy katolickiej organizacji Pacem in Terris, w skład której wchodzą przychylni władzy hierarchowie. Tymczasem w jednym z seminariów duchowych sprzeciwiający się współpracy kapłanów młodzi księża angażują się w działalność przeciwko tej inicjatywie i chcą wyrazić sprzeciw dla zbyt bliskich związków kościoła i państwa. Sprowadzają tym samym na siebie organa bezpieczeństwa. Monochromatyczna strona wizualna filmu oraz jego mozaikowa i wypełniona metaforami odnoszącymi się do strefy sacrum i profanum struktura budzą skojarzenia z "Idą" i całkiem słusznie. Przy scenariuszu do "Servants" ze Słowakami pracowała bowiem Rebecca Lenkiewicz, którą zatrudnił też Paweł Pawlikowski. Może to właśnie jej zawdzięczamy dzieło zdecydowanie lepsze niż utrzymana w mrocznej, baśniowej tonacji "Ja, Olga Hepnarová". Film Ostrochovský'ego nie tylko przyciąga mroźną poetyką kadrów, ale przede wszystkim formalnymi sztuczkami, dzięki którym tak głęboko symboliczne, surowe kino ogląda się jak wchodzący pod skórę horror, smoliście czarny film noir.