FESTIWAL PO WARSZAWSKU: KOŚCI PAMIĘCI

Data:
Ocena recenzenta: 6/10

O ranach tak głębokich, że nie zabliźnił ich nawet czas, opowiada César Díaz w "Naszych Matkach". Nagrodzony Złotą Kamerą dla najlepszego debiutu w Cannes film ma tytuł dość przewrotny, bowiem historia Ernesto - archeologa i specjalisty medycyny sądowej - pozornie mocniej obraca się wokół jego ojca, jednej z setek tysięcy ofiar krwawych czasów wojny domowej, która trwała w Gwatemali ponad 30 lat.

W wyniku delikatnych, politycznych uzgodnień w czasach współczesnych  pozwolono na częściowe rozliczenia przeszłości - odkopanie kości w jednym z wielu masowych grobów, gdzie spoczywają przede wszystkim cywilne ofiary krwawych rządów. To też głównie mężczyźni, o których dziś pamiętają tylko kobiety. One przeżyły te straszne czasy, by teraz w końcu móc pochować swoich bliskich. Jednym to być może da spokój i wytchnienie, podczas gdy inne będą szukać ukojenia, zeznając w trudnym procesie oprawców swoich krewnych. Nie ma złej drogi w  procesie wyrównywania krzywd i rozliczania przeszłości.

Ernesto wierzy, że dzięki swojej pracy, odnajdzie prochy ojca - partyzanta stawiającego opór bestiom z wojskowej junty, dziś żyjącego już tylko w pokiereszowanych wspomnieniach jego matki i na wyblakłych, niewyraźnych fotografiach sprzed trzech dekad. Dzięki jednej z nich mężczyźnie zdaje się, iż w końcu trafia na jakiś ślad. To jednak nie kości zmarłych dają najprawdziwsze i najbardziej bolesne świadectwo tragedii i barbarzyństwa, ale pamięć i wspomnienia tych, którzy ostatecznie je przeżyli i ze swoją traumą są ciągle gdzieś tu obok.

Kameralny, głęboko humanistyczny dramat Césara Díaza i okrucieństwo, o jakim opowiada, mają twarz starych Indianek z prowincji i smutnych Metysek z miast. Kryje się w nigdy nie opowiedzianych historiach, osobistych, bardzo bolesnych wspomnieniach. Często zamkniętych w umysłach ofiar, by nie ranić dodatkowo tych, którzy brutalności nie doświadczyli. Ładną klamrą połączona została opowieść głównego bohatera "Naszych Matek", pokazującej żmudną procedurę układania połamanych kości w jeden, zawsze niekompletny szkielet, przekazywany potem rodzinie. To jak budowanie historii na nowo i pielęgnowanie pamięci, które nigdy nie są łatwe, ale zawsze potrzebne.