Na horyzoncie widziałam (7/2019): przegląd konkursu

Data:

KOKO-DI KOKO-DA
reż. Johannes Nyholm

Międzynarodowy Konkurs NH

W "Koko-di Koko-da" skryła się metaforyczna wymowa jak z "Babadooka", ale osiągnięta zdecydowanie mniej konwencjonalnymi środkami i gatunkowymi kliszami. Kuriozalna wycieczka rodzinna, która skończy się okropną tragedią i późniejsza żałoba rodziców, uwięzionych w nieszczęśliwym związku, zżeranych przez poczucie straty i nieznośny ból. Ich przepracowanie traumy u Johannesa Nyholma przyjmie absolutnie niespodziewaną formę. Zapętli ich w baśniowym horrorze, a właściwie w okrutnym koszmarze na leśnym pustkowiu, zwiastującym pojawieniem się białego kota, a za chwilę makabrycznej trupy hucpiarzy w kolorowych kostiumach. Takie filmu o żałobie jeszcze nie było.

 

TLAMESS
reż. Johannes Nyholm

Międzynarodowy Konkurs NH

Nim na ekranie pojawi się równoprawna dwójka bohaterów Ala Eddine Slim minimalistycznie nakreśli kulisy decyzji żołnierza, który samowolnie opuszcza służbę wojskową, bo w swej wykonywanej perfekcyjnie misji, tropieniu domniemanych terrorystów, nie widzi już sensu. Obraz jego dramatycznej ucieczki przed skutkami dezercji to najmocniejszy fragment "Tlamess" - psychodeliczny sen i posępny koszmar w jednym. Gdy były żołnierz, pozbawiony munduru, dawnego domu, życia i tożsamości spotyka na swojej drodze uwięzioną w nieszczęśliwym małżeństwie młodą, ciężarną mieszczkę, zmienia się też poetyka tej opowieści. Staje się ona teraz wypełnioną fantazyjnymi symbolami baśnią o milczącym (dosłownie!) porozumieniu pary wyrzutków, którzy łączą siły, by ochronić przed złem i marnością świata to, co wydaje się im najcenniejsze - nowe, niewinne życie. "Tlamess" to skomponowane z onirycznych obrazów i minimalnej liczby słów slow cinema. W detalach potrafi być pozytywnie zaskakujące, ale bywa też przewidywalne w typowej dla takiego kina manierze, tempie i klimacie narracji.

RAY & LIZ
reż. Richard Billingham

Międzynarodowy Konkurs NH

Richard Billingham w autobiograficznym "Ray & Liz" wraca do krainy swojego dzieciństwa - otulonej ciepłą sepią, ale w gruncie rzeczy ponurej. Do dorostania w biedzie, patologii, chorobliwym braku miłości i rodzicielskiej czułości. To wspomnieniowe kino w duchu Terence'a Daviesa, ale pozbawione tego nostalgicznego filtra. Dużo bardziej chropowate, duszące, przygaszone. Rodzinny horror oswojony ferajną uroczych zwierzaków domowych i ciepłą, obdartą tapetą. Doświadczenia wyniesione z fotografii i sztuk wizualnych Billinghama dały niebywały efekt spojrzenia intymnego i przejmującego, ale dalekiego od sensacyjnego epatowania biedą i tragizmem, skupionego na detalach i bardzo prostych emocjach.

PRZYNĘTA
reż. Mark Jenkin

Międzynarodowy Konkurs NH

Zamknięta w Maddinowskich, czarno-białych, ziarnistych retro kliszach nostalgiczna opowieść o nowoczesności, która wdziera się do małej, nadmorskiej społeczności. Tę pierwszą uosabiają "turyści" - mieszczuchy kupujące domy letniskowe na spokojnym wybrzeżu i porządkujące okolicę wedle zasad z przedmieści, które często nie współgrają z rytmem życia rybaków zamieszkujących tę okolicę od pokoleń. Uniwersalna wymowa "Przynęty" nie zawsze dogania kunsztowną formę filmu, która czasami zbyt zapędza się w swojej vintage stylizacji, przez co film wydaje się zbyt sztuczny i nadmiernie przeestetyzowany.

ROSYJSKI MŁOKOS
reż. Aleksander Zołotuchin

Międzynarodowy Konkurs NH

Za debiutem Aleksandra Zołotuchina stoi postać Aleksandra Sokurowa, który tę produkcje wspierał w charakterze producenta. Oniryczny styl narracji rosyjskiego mistrza ewidentnie zainspirował jego byłego studenta z Uniwersytetu w Nalczyku. Reżyser-debiutant w historii młodego chłopca wrzuconego w brudne okopy I wojny światowej połączył elementy sztuki filmowej i muzyki. Ścieżką dźwiękową dla wojennych perypetii dziecka są utwory Rachmaninowa grane przez orkiestrę, którą też poznajemy na ekranie. "Rosyjski Młokos" sprawia wrażenie ciekawego pomysłu, który nie rozwinął się w wiarygodny, pełnoprawny projekt filmowy. Wydaje się dziełem niedokończonym i dość przypadkowym.