Piękni i rozgoryczeni

Data:
Ocena recenzenta: 7/10

Wspaniała Carey Mulligan i majestatycznie wyciszony Jake Gyllenhaal jako małżeństwo chylące się ku upadkowi w spokojnej Montanie roku 1960. Poetycka melancholia w wersji retro, która nie buduje swojej siły na malarsko wystylizowanych kadrach, ale na buzujących autentyzmem emocjach swoich bohaterów.

Reżyserski debiut jednego z bardziej charakterystycznych aktorów amerykańskiej sceny niezależnej to dzieło niezwykłe na wielu płaszczyznach. Paul Dano scenariusz na podstawie powieści Richarda Forda stworzył sam wraz ze swoją kumpelą, Zoe Kazan. Dokonał świetnych wyborów obsadowych, w tym także odkrywając dla kina szerzej nieznanego Australijczyka, Eda Oxenboulda. Zdecydował się na film szalenie kameralny i subtelny, unikający jakiejkolwiek dramatycznej ostentacji.

Jeanette i Jerry Brinsonowie to niezwykłe, pełnokrwiste postacie – piękne w swoim rozgoryczeniu i niespełnieniu, w małżeństwie i w życiu. Ona z pozytywnie nastawionej do życia, pomimo przeciwności losu, kobiety wspaniale zmienia się w zagubioną desperate housewife. On, w permanentnym kryzysie, wydaje się przejmująco nieobecny w swoim małżeństwie. Najpierw w przenośni, w końcu dosłownie. Ich syn Joe – świadek rozkładu swojej rodziny, przyglądający się z pierwszego rzędu także temu, jak boleśnie rozczarowująca może być dorosłość – to jedna z najmądrzej napisanych dziecięcych postaci, jaka pojawiła się w kinie w ostatnich latach. Szlachetność i delikatności tych retro kadrów to zasługa Diego Garcii, który stał za kamerą również przy “Cmentarzu Wspaniałości”. “Wildlife” to bez wątpienia jedno z najważniejszych dzieł sezonu w amerykańskim kinie niezależnym.