Sztuka rodzi się w bólach

Data:
Ocena recenzenta: 7/10

30-letni Brady Corbet cementuje swoją pozycję jednego z najciekawszych młodych reżyserów amerykańskich. Unika popularnych klisz i schematów, przez co tworzy kino zdecydowanie bardziej wymagające. "Vox Lux" po "Dzieciństwie Wodza" znów prezentuje tego twórcę z dobrej strony, ale nie można nie odnieść wrażenia, że najlepsze jeśli chodzi o tego twórcę, dopiero przed nami.

Dla wielu “Vox Lux” okaże się sporym rozczarowaniem. Obiecuje bowiem dramatyczne fajerwerki, których ostatecznie spektakularnie nie dostarcza, pozostając przy tym ciągle kinem szaleńczo wystawnym inscenizacyjnie. Buduje historię na rwącym potoku słów, więc aż prosi się o oskarżenie o nadmierną teatralizację formy. Jako całość wyłania się jednak z tego filmu zaczepna, prowokacyjna ocena współczesnej popkultury. Z jednej strony desperacko pragnąca autentyczności, kryjącej się choćby w buncie, z drugiej – nieznośnie zamknięta w zdefiniowanych konwenansach, scenicznej sztampie, zużytych, muzycznych kliszach.

Historia Celeste (Raffey Cassidy, Natalie Portman) obrazuje to dobitnie. Jej kariera wyrosła z prawdziwej tragedii, dlatego na zawsze naznaczył ją ból fizyczny i cierpienie duszy. Okazały się one budulcem osobistego sukcesu wiecznie zgorzkniałej i egzaltowanej artystki. Nie podążyła ona jednak drogą kontestacji, wyrwania własnej sztuki ze szponów showbiznesowych banałów, ale się im poddała, całą swoją pozą udając coś zgoła przeciwnego. Dlatego właśnie jej finałowy performance, na który czeka się z dużą niecierpliwością, tak okrutnie się kłóci z obrazem nihilistycznej Celeste, który Brady Corbet budował całym tym filmem. To dzieło narracyjnie i dramaturgicznie popieprzone i nieskładne, ale dzięki temu właśnie pasuje jak ulał do współczesnej popkultury, stanowiąc przewrotny i diaboliczny do niej przypis.

“Vox Lux” to film z premedytacją schizofreniczny, bo spotyka się w nim kreująca gęstą atmosferę i szczery, podskórny niepokój ścieżka dźwiękowa niedawno zmarłego geniusza Scotta Walkera oraz pospolity pop Sii. Z pozornie łagodnej, mainstreamowej narracji, nieśmiało przebija się również drzemiący w niej ekspresjonizm formalny, wyrachowany, częściowo spełniony, wizjonerski eksperyment. Corbetowi zdecydowanie bliżej do von Triera czy Cronenberga, a “Vox Lux” jest dla mnie dowodem na to, że właśnie taką nieoczywistą, autorską drogą ten młody, arcy ciekawy reżyser decyduje się podążać.

Zwiastun: