Bliżej końca, niż początku

Data:
Ocena recenzenta: 9/10

Zdecydowałam się obejrzeć ten film ze względu na nominację Michelle Williams do Oscara w kategorii najlepszej aktorki. Pewnie jak wiele osób, lubię wiedzieć, kto pretenduje do tej nagrody, więc kolejno oglądałam wytyczone filmy...

Cindy i Dean są małżeństwem. Od początku nie widać między nimi więzi. On, jak sam mówi - jest ojcem i mężem. Ma taką pracę, że przed wyjściem może wypić sobie piwko, a po powrocie z pracy, w domu ma żonę. To go uszczęśliwia. A ona? Kiedy siedzieli z jej rodzicami, ojciec dumnie oznajmił:
- Cindy będzie lekarką!
Nasuwało się pytanie, a kim będzie Dean? Tak, Cindy została lekarką, miała męża i dziecko. A jednak nie była szczęśliwa.

Film toczy się dwoma torami. Teraźniejszością, czyli kryzysem w małżeństwie i przeszłością - drogą Cindy i Deana do małżeństwa. Dobre chwile przeplatają się ze złymi. A kolejne sceny z przeszłości dają nam odpowiedzi na pytania, dlaczego jest tak, a nie inaczej. Choć nie wiemy, w którym momencie Cindy stwierdziła, że jest jej źle i nie wiemy czy wcześniej mówiła o tym mężowi, on postanawia coś zmienić. Ale tak samo, jak do tanga trzeba dwojga, tak i do miłości.

Film Dereka Cianfrance'a pokazuje, że granica między miłością a nienawiścią istnieje. Sztuką jest trzymać się od niej z daleka. Zarówno Michelle Williams, jak i Ryan Gosling spisali się na medal. Stworzyli znakomitą obraz pary - od słodkich początków, do gorzkiego kryzysu w małżeństwie.

Film porównuje się do "Drogi do szczęścia" z Leonardo Di Caprio i Kate Winslet, a ja widzę podobieństwo do "500 dni miłości" ze względu na konstrukcję filmu.

Zwiastun:

Z tego co piszesz nasuwa się bardziej podobieństwo to 5x2 Ozona. Widziałaś?

Podobieństwo do "Drogi do szczęścia" jest uderzające (nie wiedziałam, że SIĘ porównuje, samo mi się nasunęło). Filmy łączy troszkę tematyka (młode małżeństwo, kryzys), a jeszcze bardziej ładunek emocjonalny w nim zawarty. Z "500 dni miłości" bym nie porównywała, bo choć to fajny film, do "Blue Valentine" porównać się nie da. Zaburzona chronologia stosowana jest teraz w co drugim filmie. Do Ozona też bym nie porównywała, ale to z tego względu, że jeszcze żaden film Ozona mi się nie podobał, a 5x2 to już w ogóle, a "Blue Valentine" jest wspaniała.

[spojlery]

Troszkę znajomości psychologii i powolny rozpad tego małżeństwa można było przewidzieć w połowie filmu (pewnie niektórzy zrobili to wcześniej, bo już na początku widać, że nie jest między nimi dobrze, ale wyjaśnia się DLACZEGO dopiero w połowie). Rola męska bardziej mi się tutaj podobała niż kobieca, tym bardziej, że to on jest tutaj przedstawiony w dobrym świetle. Dean (główny bohater) jest wspaniałym człowiekiem. Ale wspaniałym w niemodny i idealistyczny sposób. Jest po prostu dobry, kochający, wspaniałomyślny, nie dba o pozory, o konwenanse, o to co SIĘ powinno robić, postępuje wg własnego uznania i jest mu z tym dobrze. Cindy żyje w poczuciu winy, zmarnowanej szansy, w cieniu wspaniałomyślności Deana i tego nie wytrzymuje.

[koniec spojlera]

Jestem zdziwiona, że ten film miał same nominacje i nie dostał nigdzie nagrody za najlepszy film roku.

Dodaj komentarz