your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Nowe Bondy

Słyszę często głosy, że dwa ostatnie Bondy, czyli Casino Royale i Quantum of Solace (w obu w roli agenta 007 występuje Daniel Craig) są kiepskie, bo Bond nie jest Bondem, nie używa gadżetów, pije byle co, nie mówi: "My name's Bond. James Bond". Słowem: brakuje charakterystycznych zachowań i sytuacji. Ja natomiast, będąc jedynie umiarkowanym fanem serii, uważam, że Casino Royale był bodaj najciekawszym z dotychczasowych Bondów, a Quantum of Solace, choć zdecydowanie słabszy, również posiada ciekawe elementy. Oto dlaczego.

Wszyscy znamy ulubiony napój agenta 007, jego podejście do kobiet, zamiłowanie do szybkich samochodów, humor i charekterystyczne słowa, którymi się przedstawia. Poznaliśmy i polubiliśmy zwyczaje Jamesa Bonda oglądając pierwsze 20 filmów serii. Jak dla mnie to doskonały moment, by zatrzymać się i zapytać: skąd biorą się tacy superagenci? Co ukształtowało naszego bohatera, dlaczego zachowuje się tak a nie inaczej? Jak wyglądała przemiana ze zwykłego człowieka w perfekcyjnego, śmiertelnie niebezpiecznego tajnego agenta Jej Królewskiej Mości?

W Casino Royale przemiana ta pokazana jest iście mistrzowsko. Pierwsze zabójstwo: długie, wymęczone (przy tym świetne czarno-białe zdjęcia z dużym ziarnem). Pierwszy pościg: miłośnik le parcour z finezją pokonuje korytarze, schody, drzwi, za nim pędzi Bond wyraźnie zmagający się z zastaną przestrzenią. Piękna scena: ścigany niczym kot przeskakuje przez lufcik nad drzwiami, chwilę potem James Bond rozbija owe drzwi barkiem. Im dalej, tym lepiej: 007 szybko się uczy. Drugie zabójstwo wykonuje już z zimną krwią i tłumikiem. Po Casino Royale rozumiemy także, dlaczego nasz bohater już nigdy nie angażuje się emocjonalnie w relacjach z "dziewczynami Bonda".

Miałem nadzieję, że Quantum of Solace pociągnie wątek przemiany i, przyznaję, trochę się zawiodłem. Bohater nie jest jeszcze agentem jakiego znamy z poprzednich części, a uwaga w moim poczuciu za bardzo skupiona jest na akcji, zamiast na "dorastaniu" agenta. Jest wprawdzie wątek kontrolowania emocji (nie zabijania z zemsty ludzi, których agencja mogłaby chcieć przesłuchać), ale to mało. Na otarcie łez dowiadujemy się w jakich okolicznościach Bond po raz pierwszy wypił martini z wódką wstrząśnięte, a nie zmieszane (w Casino Royale "miał to w dupie").

Podsumowując, lubię najnowsze Bondy i z niecierpliwością czekam na 23. część. Być może będzie tym, czym trzeci epizod Gwiezdnych Wojen - spoiwem łączącym dobrze znany i lubiany świat ze stosunkowo świeżymi prequelami.

Przekonująco brzmi Twoje tłumaczenie "nieporadności" nowego Bonda, jednak mimo wszystko nie mogę zrozumieć jak w takim razie z "mięśniaka" i prostego faceta jakim jest nowy Bond (jakoś łudząco podobny w swoich niepohamowanych porywach do Bourn'a) wyrósł dystyngowany agent z klasą i nieskazitelnymi manierami w typie Connery'ego czy Brosmana ;)

.

Eee, Bond nie jest prostym facetem! Jest inteligentny, szybko się uczy, nawet rzeczy najtrudniejszych, takich jak panowanie nad swoimi emocjami. Myślę, że gdy już poczuje się w świecie agentów jak ryba w wodzie, to pokaże swoją klasę. Oby...

.

Ja się niestety obawiam, że wygra hollywoodzki wyścig za pieniędzmi i na takie "drobiazgi" jak psychika Bonda nie starczy miejsca. Quantum of Solace (choć niezły jako film akcji) niestety na to wskazuje.

.

Quantum of Solace jest jak dla mnie powrotem do ery p. Scorupco (czyt. kosmicznie zle grajacych kobiet Bonda i papierowego scenariusza na granicy prawdopodobienstwa zarowno psychologicznego--postaci jak i po prostu akcji). Oby kolejny byl CR-like.

.

Odnośnie scenariusza -- zgoda w 100% -- Quantum o Solace to jakaś kosmiczna pomyłka pod tym względem (choć to w dużej mierze nie jest zapewne "wina" scenarzysty tylko Iana Fleminga).

Ale jeli chodzi o aktorstwo to protestuję. Olga Kurylenko to może nie jest Eva Green, ale mi jej gra zupełnie nie przeszkadzała, podobnie jak gra tej blond-Angielki, która przyjechała odwieść Bonda od planów wysadzenia wszystkich w powietrze dla zasady.

.

Jest taka scena pod koniec QofS kiedy Olga, zabiwszy juz niedobrego generala ma wyraz twarzy identyczny jak Izabela Scorupco: wielkie, spaniele zalzawione oczy, bo oto on, Dzejms przyszedl i ja uratuje, a ona taka zlamana. Straaaszne.

Mialam nadzieje, ze Eva Green wyznaczy standard "kobiet bonda", ale imho: powrot do papierowych korzeni z piekna buzka. To nie aktorstwo, to komiksiarstwo aktorskie.

.

(offtop techniczny: klikniecie w edytuj przenosi mnie do: nie ma takiej strony)

.

Możecie nazywać QofS filmem akcji ale dla mnie to była po prostu sieczka, której nie dało się za bardzo oglądać. Bond przestał być inteligentnym facetem z klasą a stał się raczej kimś w rodzaju Rambo.

.

Na cokolwiek nie narzekać, to odważne i eleganckie produkcje. Twórcy rozumieją ducha naszych czasów. I to właśnie jest Bond - elegancki i zawsze na czasie.

.

@coralgol
Pierwsze piętnaście minut QoS to faktycznie była nieoglądalna sieczka. Potem na szczęście zrobiło się lepiej.

@oj_trel
Póki co tą elegancją (klasą, manierami) to Bond nie powala na kolana. Mam natomiast nadzieję, że przemiana w "prawdziwego" Bonda nastąpi szybko... Może już w najbliższej odsłonie?

.

Jak juz napisalem w mini recenzji do Casino Royale nie jestem za bardzo przekonany do tej calej nowej formuly Bonda... Bo osobiscie dla mnie filmy z Bondem to byly filmy z evil villanami w stylu Szczeny czy Oddjoba (nie pamietam jak sie nazywal w wersji pl ^^;) czyli filmy parodiujace siebie. Tutaj jak juz napisaliscie zamiast Bonda dzentelmena mamy Bonda maszynke do zabijania. Do tego ten montaz w ktorym biedny widz za cholere nie jest w stanie sie polapac o co chodzi :)

Wyglada na to ,ze jaki Bond takie czasy ,bo zamiast lasek ktore same wskakuja 007 do lozka mamy laske wyemancypowana ktora 'jest za madra na niego'. :D

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook