Z archiwum X muzy: The Reader pooscarowo.

Data:
Ocena recenzenta: 10/10
Artykuł zawiera spoilery!

Zupełnym niezaskoczeniem tegorocznych Oscarów był fakt, iż najważniejszej nagrody nie dostał „The Reader” – najlepsza amerykańska produkcja minionego roku.. Daleki jestem od przyznawania Oscarom głębokich wartości artystycznych (Akademia zresztą uparcie utrzymuje mnie w tym stanie, obsypując statuetkami filmy pokroju Slumdog Millionaire), ale jednak w swej ludzkiej ułomności ciągle uważam, że „ważni ludzie” potrafią docenić arcydzieło. Niestety, nawet nominacji nie dostał fenomenalny „Doubt” (czy ustąpił miejsca akurat do bólu przeciętnemu „Milkowi” Van Santa?), a opisywane tu najnowsze dzieło Daldry`ego zostało nagrodzone tylko „w szczególe”- zresztą brak statuetki dla Winslet byłby największym skandalem od czasu gali Rocky`ego.
Nic to jednak, gdyż „The Reader” jest wybitny obiektywnie, a brak nagrody o nominalnej wartości kilku dolarów wręcz zdaje się to podkreślać.

Po fabułę ostatniego filmu autora „Godzin” odsyłam tutaj: http://filmaster.pl/film/the-reader/. Do przeczytania refleksji, nijak mających się do prób recenzowania, nie trzeba się nigdzie stąd ruszać. Chociaż na pewno warto wcześniej zobaczyć film- następujący tekst jest wielkim spoilerem.

Oto zatem krajobraz banalny, rodem z Grassa: z typową niemiecką szkołą żądającą od ucznia sprawności fizycznej i klasycznego wykształcenia, z Berlinem już śmiało wychylającym głowę zza zgliszczy, wreszcie- z upiorami Wojny pod niemal każdym łóżkiem. Szkarlatyna, która staje się udziałem młodego bohatera, mija w filmie szybciej, niż się pojawiła, jest tylko łatwym pretekstem do poznania Hanny i nagłego wejścia w świat erotycznych fascynacji.
Teraz reżyser mógłby pławić się w luksusie banału, pieczołowicie konstruując historię prostą, ale dającą niejaką satysfakcję ze sprawności, z jaką opowiadane są losy dwojga kochanków. Ale nie: nie każdy, a na pewno już nie Michael, zorientuje się, że dla Hanny seks dryfuje w tle, jest tylko nieuniknionym dobrodziejstwem inwentarza. Liczy się lektura- czytana jej przez kochanka na głos, najpierw po, wkrótce już przed wspólnym pójściem do łóżka. Winslet nie buduje swojej postaci na kliszach, z otwartą przyłbicą podejmuje wyzwanie stworzenia Hanny niejednoznacznej. Owszem, nie wydaje się wyedukowana, ale uważnie słucha Czechowa. Z początku daje się zgorszyć Lawrence`owi, ale tylko po to, by zaraz potem z rozkoszą go zgłębiać. W końcu- tonem nauczycielki z prawdziwego zdarzenia zadaje pytania o Homera, ale raczej nie wdaje się w dyskurs nadmiernie intelektualny.
Wkrótce oczywistym staje się, że nie potrafi ani czytać, ani pisać- Daldry pokazuje to wyraźnie, zresztą nawet on nie unika w dalszej części filmu niepotrzebnych retrospekcji. To, że Berg nie wie o braku w edukacji swojej kochanki nie zdaje się być niczym dziwnym, on przecież przeżywa właśnie najpiękniejszą fazę młodzieńczego zakochania, tę z pisaniem poezji i nadmiernym nierozgarnięciem. A także tę, której emocje w końcu muszą eksplodować, nagle i gwałtownie kończąc ów nadzwyczajny związek zakochania i skrywanych potrzeb.
Fakt, że Michael po skończeniu szkoły udaje się na studia prawnicze jest, w kontekście zdarzeń późniejszych, wręcz okropnie oczywisty. Nietrudno sobie wyobrazić niemieckich studentów prawa z tamtych lat, z Radbruchem pod pachą mijających po drodze na uczelnię byłe nazistowskie kwatery. Kwestię winy niemieckiej i problemy pozytywizmu prawniczego Daldry wplata w swój film wyśmienicie, wspominając Jaspersa (ale tylko jako postać, ducha nad rozmyślaniami) i wprowadzając okazjonalne, nie zaburzające fabuły, spory światopoglądowe.
Gdy Berg, razem z grupą innych studentów, zostaje widzem na procesie Hanny i gdy dowiaduje się o jej przeszłości (była jedną ze strażniczek w czasie hitlerowskich „marszów śmierci”, ani ona, ani towarzyszki nie otwarły kościoła w którym trzymane były więźniarki nawet, gdy ten zaczął płonąć w czasie bombardowania wioski), może pojawić się wątpliwość: czy aby nagle nie zostaniemy zaatakowani „wielkim usprawiedliwieniem”? To ten odpychający zabiegi w którym twórca udowadnia, że nie każdy w służbie Hitlera był tylko bestią i jednocześnie zaczyna skupiać się na tłumaczeniu zachowań, okropności wojny chowając do szuflady. Tu również Daldry popisuje się fenomenalną zręcznością kontrastując Hannę- tą nieświadomą- z innymi strażniczkami, które wydają się doskonale zdawać sobie sprawę ze zbrodni, które popełniły. Zabieg perfekcyjnie przeprowadzony, pozwalający rozwinąć Winslet skrzydła nie wprowadzając jednocześnie widza w zakłopotanie.
A skrzydła ma Winslet ogromne: jej Hanna, z niezgłębionego manekina, jakim jawi się na początku filmu, staje się postacią ludzką wręcz do bólu. Na wierzch wypływa nieprzystosowanie, nieumiejętność czytania to tylko igła w stogu podstawowych braków. Nie wiemy skąd Hanna się wzięła, ale widzimy, że jej miejsce na pewno nie jest na sali sądowej. Raczej w ośrodkach dla tych, którzy muszą żyć w społeczeństwie, a wydają się być stworzeni do funkcjonowania w innej, tysiąc razy prostszej, rzeczywistości. Z drugiej strony Hanna znajduje w sobie na tyle świadomości, by wiedzieć, że świat nie przyjmie jej taką, jaką jest: Michaelowi dawno temu nie przyznała się do swojej skazy, nie przyzna się też przed sądem, co w końcu doprowadzi ją do wyroku dożywocia. Swoiście pojmowana duma? Może zwykły wstyd?
Berg nie informuje sądu o tym, że oskarżona jest niepiśmienna- sam domyśla się tego szybko, przypominając sobie pojedyncze zdarzenia ze wspólnie spędzonego lata. Czy kieruje nim poczucie żalu, krzywdy- w końcu związek z Hanną zakończył się burzliwie, czy może trafia do niego gwałtowna przemowa jednego ze studentów o tym, że zbrodniarze powinni być ukarani? Ucieka gdzieś zatem jego pewność, iż Hanna nie działała z pełną świadomością sytuacji, a rozbrajająco szczere wyznania, że „tak trzeba było” trafiają w mur- nie przywiązują do nich wagi ani sąd, ani, co ważniejsze, Michael.
Ten zresztą układa sobie już życie na nowo- seks, czyli to, co obiektywnie rzecz biorąc, łączyło go z Hanną przede wszystkim, teraz wiąże go z inną. Zresztą, tylko seks, bo Michael nie potrafi zbudować stałego związku- Daldry w ostatniej scenie filmu, gdy bohater spowiada się córce, tłumaczy niejako, że to przez jego letni romans. Pozostawił on na psychice dziecka plamę, której nie zmyje nawet doświadczenie dorosłości. Zatem, czy gdy Michael płacze w czasie procesu to płacze, ponieważ żal mu niewinnej (w sensie tej czysto dziecięcej niewinności) Hanny, czy dlatego, że koszmary wróciły?
Potrzeba pokuty przychodzi z czasem. Gdy Hanna odsiaduje wyrok dożywocia, Michael, już dorosły, nagrywa na kasety książki, które kiedyś jej czytał. To najprawdopodobniej najpiękniejszy fragment filmu: Hanna, na podstawie nagrań Berga, uczy się czytać i pisać. Dzięki tej drugiej umiejętności może prosić go kolejne nagrania, ale dzięki tej pierwszej sama zaczyna zgłębiać świat literatury. I to dopiero on pompuje w nią świadomość. Kolejne powieści rozszerzają pole widzenia Hanny, która powoli opuszcza swój wąski, ciemny korytarz myśli i wkracza w świat, jaki nam, zakorzenionym w tej rzeczywistości, może wydawać się oczywisty. I gdy po wielu latach Michael pyta ją o popełnioną niegdyś zbrodnię, gdy niejako powtarza pytanie sądu, Hanna odpowiada tak samo, jak odpowiedziała wtedy- z odrzucającą szczerością. Jednak rozbudzona świadomość nie pozwalaj tym razem zakwalifikować popełnionych czynów jako „obowiązków”. Hanna wiesza się w celi (symbolicznie wręcz tworząc podest z książek) dlatego, że wreszcie zrozumiała. Jej krótki list do Michaela: nie zawierający osobistych fragmentów, będący prośbą przekazania pieniędzy ostatniej ocalałej z pożaru kościoła, to już niemal daremny akt pokuty człowieka, który za późno pojął znaczenie swoich grzechów.
Michael, nawet jeśli zrozumiał dramat Hanny, utonie w nieudolności tłumaczeń, unikaniu tego, co naprawdę potrzebne- krzyku wzywającego o pomstę za los, który dotknął jego niegdysiejszą kochankę i który nie omieszkał bawić się nią tak okrutnie. Ze swoimi osobistymi problemami upora się dopiero nad jej grobem, wreszcie otwarcie przyznając, że całe jego życie podporządkowane było właśnie Hannie.

Świetna recenzja. Ale jak ktoś nie widział filmu to Cię zabije bo spoiler leży na spoilerze i spoilera pogania :)

W sumie zgadzam się z Twoją interpretacją filmu, z jednym wyjątkiem:

"Hanna wiesza się w celi (symbolicznie wręcz tworząc podest z książek) dlatego, że wreszcie zrozumiała"

Ja myślę, że nie do końca zrozumiała. A nawet jeśli zrozumiała to nie wiesza się z powodu wyrzutów sumienia, a raczej... "z obowiązku". Chce pokazać Michaelowi, że nie jest bestią, że ma uczucia. Ale czy ma faktycznie? Tego nie jestem pewien...

Fakt, ja np. chętnie przeczytałem, ale że dobrze napisane, to nie chciało mi się już zatrzymać żeby się nie zaspojlerować. =}}}

Może jakaś widoczna uwaga w okolicach tytułu recenzji, żeby następni nie wpadli już tak jak ja?

Tak, jest w planach najbliższych dodanie znaczka "spoiler" przy notkach. Adam ma na liście.

Uwagę zamieściłem- słuszne spostrzeżenie, dzięki.

michuk: wydaje mi się, że wtedy nie znalazłbym dobrego uzasadnienia całego procesu, który przechodzi Hanna. Ku Twojej interpretacji zwróciłbym się, gdyby akcent w opisie jej pobytu w więzieniu położony był na kwestię relacji z Michaelem, a nie naukę czytania.

Tymczasem idę opłakiwać Lecha...

Hmm... akcent to tylko coś co sugeruje nam reżyser (i faktycznie za dużo było tego sugerowania w tym filmie, przez co u mnie oberwał kilka punktów). Ja oceniam film starając się raczej skupić na historii i wyobrazić postacie filmowe jako prawdziwych ludzi i w ten sposób oceniać ich motywacje, ignorując wyraźniejsze bądź nie sugestie reżysera.

I dla mnie Hanna wcale mocno się nie zmieniła w więzieniu. Po prostu nauczyła się czytać. Bo uznała, że tak łatwiej jej będzie uprawiać swoje hobby niż czekając na kolejne kasety od Michaela. A gdy podczas spotkania, na tydzień przed wyjściem z więzienia, zauważyła, że Michael nie ma dla niej już wiele miłości, postanowiła odebrać sobie życie, być może tym samym nieco wybielając swoją osobę w jego oczach. Ale to pokazówka, nic więcej.

Cóż, już Gombrowicz postulował odejście od ciasnej hermeneutyki i zignorowanie slynnego zagadnienia "co autor miał na myśli". W moim tekście jednak traktuję reżysera jako twórcę i władcę absolutnego, staram się wyłuskiwać jego sugestie i iść tym tropem.

Z drugiej strony: nie można wykluczyć, że postacie stworzone przez demiurga w pewnym momencie wyrwą mu się spod kontroli i zaczną żyć własnym życiem- jak w Twojej opinii.

Warto też przypomnieć słynne zdanie o tym tym, że w chwili prezentacji dzieła publiczności przestaje ono byc własnością twórcy. A także Felliniego, który w pewnym momencie "oficjalnie" zostawił interpretację swoich filmów teoretykom- bo znajdowali oni w obrazach Włocha kwestie, o których ten nigdy by nie pomyślał.

Dodaj komentarz