Słodko-gorzkie mleko

Data:
Ocena recenzenta: 10/10

Fausta jest dziewczyną o zjawiskowej urodzie. Ale jej twarz jest ponura. Fausta jest jak kwiat, który z jakichś powodów nie może w pełni rozkwitnąć. Żyje na obrzeżach peruwiańskiej stolicy otoczonej groźnie wyglądającymi, skalistymi górami. Obdarzona przepięknym głosem, w swój prosty i naturalny sposób - śpiewa. Wymyśla sobie piosenki i śpiewa, by zagłuszyć niepokój i znaleźć trochę ukojenia. Świat według Fausty jest bowiem miejscem pełnym niebezpieczeństw. Dlatego nie wychodzi nigdy sama z domu. Chodząc po swoim peublo, porusza się zawsze wzdłuż ścian, inaczej mogłyby ją dopaść smutne, pokutujące dusze. Ale najbardziej Fausta boi się mężczyzn. Mężczyźni w jej oczach są obrzydliwi, skłonni do najgorszych bestialstw i wzbudzają w niej lęk wręcz paniczny.

[link]

Fausta, gdy tylko bardzo się boi, krwawi z nosa. Lekarz wprawdzie mówi, że to dlatego, że jej naczynia są umieszczone bardzo płytko, ale Fausta i jej rodzina wiedzą lepiej. Dziewczyna cierpi na chorobę zwaną "gorzkie mleko". Choroba ta, według peruwiańskich wierzeń, jest przekazywana dziecku przez matkę, która karmiąc swe dziecko, zaraża je strachem. Lekarz jednak uważa, że taka choroba nie istnieje.

"On się na niczym nie zna!" mówi z gniewem Fausta. I trzeba jej przyznać rację. Bo matka Fausty przekazała jej nie tylko dar śpiewu, ale też swój lęk. Jak zapewne niejedna peruwiańska kobieta, matka Fausty, nosząc ją jeszcze w sobie, doświadczyła rzeczy strasznych, ze strony partyzantki. Z jej też rąk straciła męża, zamordowanego w bestialski sposób. Z tym koszmarem radzi sobie na swój sposób - śpiewa o tych wydarzeniach. Montonnym głosem, wyśpiewuje cały swój koszmar, jakby każdego dnia przeżywała go na nowo. A razem z nią jej córka. Która wraz z matką musi dźwigać całą tę traumę.

[link]

Faustę poznajemy, gdy jej matka umiera. Zostaje sama. By móc pochować matkę w odległej wiosce, tam gdzie leży ojciec, dziewczyna musi wyjść ze swojej mrocznej skorupy do świata. Przełamać swój strach. Praca, którą podejmuje u artystyki, jaką jest pani Aida, będzie dla Fausty prawdziwą szkołą życia. Drogą do przezwyciężenia przeszłości.

Film "Gorzkie mleko" jest piękny i nie boję się użyć tego słowa. Nie tylko dzięki ciekawej historii, wysmakowanym dźwiękom i obrazom, choć muzyka w filmie chwyta za serce, a zdjęcia są malarskie i pełne artyzmu. Wielkość tego filmu polega na tym, że opowiada on o tym, co często musi stać się doświadczeniem wielu z nas - przemianie. Niezależnie czy żyjemy w małym, skalistym pueblo, czy na jakiejkolwiek innej szerokości geograficznej. Bez względu na to, co przekazali nam rodzice. By zacząć żyć pełną piersią, często trzeba odrzucić to, co stare i obciążające. Świadomie zacząć się zmieniać.

Każdy, kto kiedykolwiek próbował wejść na drogę zmiany, wie jak bardzo to jest trudne. Stary świat, choćby zły i wrogi, jest jednak czymś znanym. W paradoksalny sposób - bezpiecznym. Zmiana i to co będzie po niej, jest czymś niepewnym, niesie więc poczucie zagrożenia. Związek córki z matką, bądź mówiąc bardziej ogólnie dziecka z rodzicami, jest jedną z najważniejszych relacji. Jednak, by stać się dojrzałym, trzeba odciąć pępowinę. Wybrać z tego, co się od nich dostało, tylko to, co najlepsze, a pozbyć się tego, co nie pozwala się rozwinąć.

II właśnie o tym opowiada ten film. Fausta, by zrealizować swój cel, musi stanąć ze swoim lękiem oko w oko. Nauczyć się wykorzystać swoje zdolności, ale też zawalczyć o swoje prawa. A przede wszystkim - zaufać komuś. Paradoksalnie (choć tu znawcy psychoanalizy zapewne nie zdziwią się) na drodze Fausty, od śmierci matki, bardziej znaczącymi postaciami będą mężczyźni. Fauście, przez okrucieństwo losu i ludzi, nie było dane poznać ojca. Jednak teraz, na jej drodze, pojawi się postać starszego ogrodnika...

Nie brakuje też lekkiego poczucia humoru, który Claudia Llosa uzyskuje przetykając swój obraz scenami z peruwiańskiego folkloru ślubnego. Magali Solier stworzyła Faustę, która urzeka, tak jak i jej magiczny śpiew. Śpiew długo pozostający w pamięci, tak jak i cały ten subtelny i wzruszający film.

[link]


Zwiastun:

Ach, szkoda że ta notka nie pojawiła się parę dni wcześniej, gdy film był jeszcze wyświetlany we Wrocławiu. Zastanawiałem się czy iść. "Madeinusa" (wcześniejszy film tej reżyserki) mi się podobał, ale nie był arcydziełem. Cóż, wypada mi teraz czekać na wydanie dvd.

Przykro mi, ale notka ta była niedawno na moim blogu więc chciałam dać chwilę wytchnienia tym, którzy i tam zaglądają. Jednak sprawiłeś mi niezmierną przyjemność tym, że i Ciebie ona zachęciła. Myślę, że ten film na dvd nic nie straci.

Dzięki za recenzję! Zachęciła mnie do obejrzenia tego filmu. Jak tylko tego dokonam, postaram się dorzucić jakieś swoje spostrzeżenia. ;)

Świetnie! Będę czekać :)

Mogę przyznać rację, że to piękny film. To kolejny zresztą piękny film, po "Bright Star" Campion, który do mnie nie dotarł do końca.
Urzekły mnie zdjęcia, muzyka wręcz zafascyowała -- to niesamowite połączenie gitarowych brzdęków "Truposza" z latino, które nie brzmi jak latino serwowane nam przez muzyczne telewizje.
Do scenariusza też trudno się przyczepić. Opowiada spójną historię i robi to zgrabnie, wykorzystując cały arsenał trików dostępny filmowcom, a którego brakuje pisarzom czy muzykom. Za to wielkie brawa.
Niestety historia nie potrafiła mnie poruszyć, bo nie umiałem się identyfikować z główną bohaterką. Identyfikuję się z Zapaśnikiem, z Jeffem Bridgesem w Crazy Heart. Jestem nawet w stanie zrozumieć Denevue we Wstręcie Poliańskiego, który ma sporo wspólnego z filmem Llosy. Nie jest mi jednak dane wejść w postać Fausty, czuć jej strach i przeżyć wraz z nią metamorfozę. Ale to nie wina filmu, lecz moja, czego bardzo żałuję..

To ciekawe... Cóż, każdy ma trochę inną wrażliwość, na szczęście filmy można doceniać też dzięki ich różnorakim walorom, a nie tylko odbierać empatycznie. U mnie akurat wystąpiła stuprocentowa kompatybilność - emocjonalna i intelektualna.

W końcu nadrobiłem zaległości, bo film puszczono na ENH we Wrocławiu. Piękny i wzruszający!

Dla mnie dodatkowym walorem były ujęcia z "puebla" (ćwicz michuk, ćwicz ;)), bo byłem kiedyś w tych terenach i kochałem się w peruwiańskiej dziewczynie. Ech, stare dzieje :)

Dodaj komentarz