Criss Cross

Data:
Ocena recenzenta: 7/10
Artykuł zawiera spoilery!


Zobacz, kto wrócił do miasta!

Robert Siodmak
(The Killers(1946), Cry of the City(1948)), swój pierwszy film - Menschen am sonntag nakręcił w 1930 roku, na kilka lat przed ucieczką do USA (pochodził z rodziny Polskich żydów zamieszkałych w Dreźnie). Wyreżyserowali go wraz z nim jego brat, Curt Siodmak (autor scenariusza do The Wolf Man(1941)), Edgar G. Ulmer (Detour(1945)) i Fred Zinnemann (Act of Violence(1948), W samo południe(1952), Oto jest głowa zdrajcy(1966)), a przy scenariuszu pracował poza nimi Billy Wilder (Double Indemnity(1944), Bulwar Zachodzącego Słońca(1950), Pół żartem, pół serio(1959)). Z których, każdy (no dobrze, poza Curtem) odegrał później ważną rolę, w kinie noir.

Ciekawe czego tu szuka?
Criss Cross zaś miał swoją premierę 1949 roku, i jak to czasem bywa, miał też poprzednika w formie pisanej. Rok wcześniej ukazała się książka Don Tracy'ego o tym samym tytule. Którą (po angielsku) można znaleźć TU. Początkowo film miał mieć zupełnie inny kształt, ale po śmierci producenta Marka Hellingera (Brute Force(1947), The Naked City(1948)), Siodmak przerobił pomysł na film, robiąc z filmu o napadzie na konwój, film o ludzkiej obsesji, zdradzie, i miłości (a jakże by inaczej!)

Już go sobie przypominam...

W roli głównej poznajemy Burta Lancastera prawie na początku jego filmowej kariery, i co by o nim nie mówić, ma świetną prezencję do roli pochodzącego z klasy robotniczej naiwniaka, który z rozdziawioną gębą, wplątuje się w coraz większe tarapaty, nie chcąc zobaczyć tego jak jest bezlistośnie wykorzystywany - i do czego to zmierza. Cały film zresztą pełen jest świetnie dobranych aktorów pod postaci. Yvonne de Carlo w roli femme fatale (chociaż nie podanej, w tak oczywistej od samego początku formie) jest zarazem seksowna i pociągająca na zewnątrz, a gnijąca i odpychająca wewnątrz , aż po kompletnie amoralną figurę w samym finale. Spisuje się, w tym wszystkim równie dobrze jak, a może nawet lepiej niż Lancaster - widać, że jest odpowiednią aktorką na odpowiednim miejscu, szczególnie w scenie rozgrywającej się domu Anny (de Carlo) gdy ta, z suwa z ramion żakiet, by pokazać zakochanemu w niej Stev'owi (Lancaster), ślady po pobiciu przez męża, czym przypieczętowuje jego los (Siodmak, zdaję się miał dar, do doboru aktorów pod konkretne role, może nie specjalnie odkrywcze i dające możliwość popisu umiejętności, ale idealnie dobrane w pewien "archetypiczny" sposób do postaci). Jest jeszcze, Dan Duryea (Women in the window(1944), Scarlet Street(1945)), jako przywódca lokalnej szajki - pewny siebie, przystojny, bez litosny i zawsze dobrze ubrany - innymi słowy na pierwszym planie, wszystko na swoim miejscu i najwyższej jakości.

Dobrze są też obsadzone role drugoplanowe - przede wszystkim Percy Helton jako barman Frank - zwłaszcza, że nie jest to ten typ barmana jakiego byśmy widzieli w filmie noir, żadnego siedzenia po nocach przy barze w kłębach dymu i picia z klientami , w takt ich wciąż powtarzających się pijackich wynaturzeń, o przegranym życiu. Raczej ciepły, życzliwy, lekko wścibski - aż dziw skąd tu taka postać - no, ale sprawdza się doskonale.Jest też Alan Napier (Batman(1966)), z malutką rólką starszego kryminalisty, alkoholika, z dawnych czasów. Siodmak dzięki skontrastowaniu tej postaci, z "młodą gwardią" oszustów, wydobył zgrabnie na wierzch wiele cech ich charakteru - gwałtowność, brutalność, której za nic nie znajdziemy w ubranym w garnitur starszym panie, który przyjaźnie się uśmiecha.

... wyjechał jakiś rok temu...

Historia jest wystarczająco pokręcona, by móc bez wstydu spojrzeć w oczy innym fabułom filmów noir. Wszystko zaczyna się od pary kochanków, rozmawiających na parkingu przed restauracją, planują wspólną ucieczkę i mają nadzieję na szczęśliwe życie. Chwile później zaczyna się godzinny flashback, opowiadający nam historię Steve'a, który wrócił właśnie do rodzinnego miasta, po odchorowaniu rozwodu z żoną. Wydaje się, że pogodził się własnym losem, i może znów spokojnie zamieszkać w Los Angeles. Jednak jego żarliwość i częstość w tych zapewnieniach, wraz z tym, że jednym z pierwszych miejsc jakie odwiedza po powrocie jest lokal, w którym zwykli spędzać czas, dają do zrozumienia że można to włożyć między bajki, i tylko wypatrywać, aż wyniknie z tego jakaś tragedia. Trafia więc w końcu na Anne, która okazuje się zainteresowana tym, aby do siebie wrócili. Z czasem zaczynają się spotykać na nowo, ale pewnego razu ona nie przychodzi na randkę, okazuje się że na dniach (!) wzięła ślub z przywódcą lokalnej szajki oszustów(!). Zdawać by się mogło, że to koniec, ale pół roku później wpadają na siebie przypadkiem na dworcu kolejowym. I jak można przewidzieć, znów zaczynają się spotykać, aż zostają przyłapani przez Slima (męża Anny), a aby wyjść jakoś z tej opresji Steve proponuje mu wspólny napad na firmę, w której pracuje... i każdy chce każdego wykiwać. Pozornie oglądamy film, którego treścią jest napad na konwój z pieniędzmi i porachunki miłosno-gangsterskie, ale koniec końców historia okazuje się drugorzędna, aby opowiedzieć przypowieść o miłosnej obsesji, która niszczy człowiekowi życie i odbiera rozum. Sprawiając, że wszystkie myśli i uczucia wciąż wracają do tego samego pragnienia. O rozdarciu między tym co się uważa za słuszne, a co się robi, o zdradzie. O tym jak to jest zdradzać, i jak to jest być zdradzanym. I oczywiście, o kobiecie która okazuje się być przekleństwem... Czyli zwyczajny czarny, zakręcony melodramat - pozostający w wyznaczonych granicach.

...a teraz jest bohaterem.

W filmie jest bardzo ciekawy zabieg, większość wydarzeń poznajemy z perspektywy Steve'a, narracja nie dość, że jest subiektywna to jeszcze ograniczona jego wiedzą, co utrudnia nam na samym początku zrozumienie prawdziwych motywacji zachowań postaci. Dla przykładu - Anna, która przez pierwszą część filmu pokazuje nam twarz niewinną i zaangażowaną, i już nawet kiedy zdajemy już sobie sprawę, że coś tu nie gra - nie do końca jesteśmy w stanie rozgryźć co - nie jest klasycznym sposobem ukazana famme fatal jak np. Peggy Cummins w Deadly is the Female(1950) - dopiero z czasem, stopniowo zauważamy jak manipuluje Stevem. Efekty takiej perspektywy spisują się nie tylko w samej historii, ale też w budowaniu scen "akcji" (tu nawet lepiej) widać to dobrze w scenie, kiedy Steve postrzelony leży w szpitalu - słyszymy dźwięki szpitala, błahe rozmowy i czujemy narastające napięcie, w stylu którego nie powstydził by się Hitchcock, z każdą kolejną sekundą narasta wojna nerwów jaką prowadzi w swojej głowie Steve, nie mogąc się poruszyć, a będąc świadomym, że być może czeka tu na najgorsze, czy to ze strony jednego z wykidajłów, którego może przysłać Slim, czy też policji. Duże wrażenie robi na mnie sama scena końcowa - uwaga! - właśnie tak powinien pojawiać się antagonista w filmie noir, bez żadnej pompy, ale za to szatan wyłaniający się z ciemności. koniec

Ciekawe, co u niego słychać?

Rumbę! Warto odnotować, kiedy Steve wreszcie spotyka Anne, ta tańczy rumbę z Tonym Curtisem(!), który znika zaraz później z ekranu i już więcej się nie pojawia (dzięki wielkie). Prawdopodobnie jego pierwszy występ w filmie. W tej scenie, znów bardzo ładnie widać subiektywną narrację. Od momentu gdy Steve ujrzy Anne, wirującą w rytm muzyki, już wszelkie jego myśli, do samego końca będą krążyć wokół niej.

No, cóż...

Film był przyjęty w momencie premiery mieszanie, ale z czasem jego ranga urosła, i obecnie jest postrzegany jako jeden z najlepszych filmów noir, jakie nakręcono - nie z powodu swojego nowatorstwa, czy świeżego spojrzenia na tematykę, ale z powodu wykorzystania charakterystycznych elementów stylu noir i zrobienia tego na bardzo wysokim poziomie. Wszystko w filmie zdaje się współgrać ze sobą w stopniu co najmniej dobrym+. Trudno, z tym wszystkim się nie zgodzić, ale czuje się pewien niedosyt, i wydaje mi się, że śmiało można by wymagać trochę więcej. Mimo to, jest to na pewno jeden z najlepszych filmów, na pierwsze spotkanie się z filmami noir.

Jeżeli do czegoś miałbym się przyczepić, to trochę tu za jasno. Za mało cieni, i czerni. Może cała została zużyta, na ujęcie Los Angeles nocą z helikoptera na początku filmu, z długim najazdem na restaurację pośrodku miasta, do której w nocy nie przychodzi nikt, kto ma coś w swoim życiu do stracenia, zwłaszcza w noc taką, jak ta...

Tacy nie podobni.

Z powodu Kodeksu Haysa (a jakże by inaczej!) treść filmu dość znacząco odbiega od treści powieści - przede wszystkim, w filmie Steve jest dużo bardziej "naiwny" i "dobry", a także zmieniono zakończenie, raz ze zakończenie z książki było "brudniejsze" moralnie (nie będę zdradzał), to ówczesna "wolność sztuki" wymagała, aby każdy kto dopuścił się występku prawnego, czy seksualnej aberracji - znaczy zdrady - poniósł karę.

Gdzie go można znaleźć?

Nie wiem, czy był wydany w Polsce na DVD, ale prawie na pewno puszczają go na TCM, pod świetnie przetłumaczonym tytułem "W pułapce miłości".
Ah, i nie ma problemu z angielskimi napisami, polskie też są, ale są do bani. W 1995 Steven Soderbergh nakręcił remake - Na samym dnie, ale nie wiem jak się ma do oryginału, nie widziałem.

http://www.youtube.com/watch?v=CLH1wbtDEQw

Na następny raz Somewhere in the Night.

Zwiastun: